Mniej przymrozków, ale gorszy moment
W ostatnich dekadach kwitnienie jabłoni i grusz przesunęło się o około 10–15 dni wcześniej. Drzewa szybciej ruszają z wegetacją, więc nawet pojedynczy spadek temperatury może trafić akurat na najbardziej wrażliwą fazę. RaboResearch zwraca tu uwagę na rosnące ryzyko „fałszywej wiosny” – najpierw przychodzi ciepło, drzewa przyspieszają rozwój, a później wracają przymrozki. Czyli sam fakt, że dni z przymrozkami jest mniej, niewiele zmienia.
Polska nadal w najbardziej narażonej części Europy
Od 1995 roku liczba dni z przymrozkami w Europie stopniowo spada. Nie zmienia to jednak faktu, że w naszej części kontynentu wiosenne spadki temperatur nadal występują częściej niż w wielu regionach Europy Zachodniej i Południowej. Autorzy wiążą to z większymi wahaniami temperatur charakterystycznymi dla klimatu kontynentalnego.
Zraszanie najskuteczniejsze. Tylko skąd wziąć wodę?
I właśnie tutaj temat przymrozków łączy się z kolejnym problemem – wodą. Zraszanie nadkoronowe jest najskuteczniejszą metodą ochrony sadów przed przymrozkami. Jednak nie wszędzie można z niego korzystać. Potrzebna jest odpowiednia ilość wody, infrastruktura i pieniądze na inwestycję. Sama instalacja więc nie wystarczy. W noc z przymrozkiem trzeba mieć jeszcze czym ją zasilić. A właśnie z dostępem do wody w kolejnych dekadach w części Europy może być coraz trudniej.
W 2050 roku najtrudniej będzie na południu Europy
RaboResearch pokazuje, jak może wyglądać dostęp do wody w europejskich regionach produkujących owoce w 2050 roku. Autorzy porównali przyszłe zapotrzebowanie na wodę z ilością, która ma być dostępna. Najgorzej pod tym względem wyglądają duże obszary Hiszpanii i Portugalii, Włoch oraz Grecji. Wysoki niedobór wody prognozowany jest również w części Bałkanów i południowo-wschodniej Europy. Prognozy dla Polski są nieco bardziej optymistyczne, szczególnie jeśli porównamy je z południem kontynentu.
Do połowy wieku obszar Europy, gdzie wody będzie brakować, ma się powiększać. Największa presja na ograniczenie jej zużycia ma dotyczyć właśnie południa kontynentu.
Dłużej bez deszczu, później mocny opad
Autorzy raportu podkreślają, że nie chodzi tylko o roczną sumę opadów, ale również o to, kiedy pada. Coraz dłuższe okresy bez deszczu sprawiają, że gleba szybciej wysycha, a sady coraz bardziej zależą od nawadniania. Z drugiej strony, kiedy deszcz w końcu przychodzi, opady mogą być bardzo intensywne. Duża ilość wody w krótkim czasie może prowadzić do podtopień.
Coraz więcej zależy od jednego zasobu
Z raportu jasno wynika, że woda staje się jednym z głównych ograniczeń w dostosowywaniu sadów do zmian klimatu. Jest potrzebna podczas suszy, pomaga ograniczać skutki upałów, a przy zraszaniu nadkoronowym służy również do ochrony przed przymrozkami. Im więcej takich rozwiązań wykorzystujemy, tym ważniejsze staje się to, czy wody rzeczywiście będzie pod dostatkiem. Dlatego nie chodzi już tylko o samo zakładanie instalacji nawadniających. Potrzebne są również zbiorniki i inne sposoby magazynowania wody, odpowiednia infrastruktura oraz lepsze gospodarowanie jej zasobami. W lepszej sytuacji będą regiony, które mają pewny dostęp do wody z kilku źródeł.
Technologia jest. Problemem są pieniądze
To jeden z ciekawszych wniosków z raportu. Największy problem nie polega dziś na tym, że brakuje technologii. Wiele rozwiązań już mamy. Problem w tym, że nie każdy sadownik może sobie na nie pozwolić.
Instalacje przeciwprzymrozkowe, siatki przeciwgradowe czy inwestycje w infrastrukturę wodną wymagają dużych nakładów na początku. Co więcej, jeśli za owoce można dostać dobrą cenę, łatwiej zdecydować się na kosztowne zabezpieczenia. Przy tanich owocach taka inwestycja stoi już pod znakiem zapytania.
To może powiększać różnice między gospodarstwami. Większe i lepiej doinwestowane łatwiej zainwestują w wodę, ochronę przed przymrozkami czy zabezpieczenie przed gradem. Mniejsze gospodarstwa, a także te prowadzone przez starszych producentów, mogą takich inwestycji po prostu nie udźwignąć.
Nie wszystko musi finansować sam sadownik
Raport porusza też temat podziału kosztów. W inwestycjach związanych z ochroną produkcji mogą uczestniczyć nie tylko sami producenci, ale również firmy handlowe, przetwórcy, sieci handlowe czy dostawcy środków do produkcji.
Autorzy wymieniają m.in. wspólne inwestycje, długoterminowe umowy i mechanizmy dzielenia ryzyka. Chodzi o to, żeby część kosztów zabezpieczania produkcji rozłożyć na więcej uczestników rynku, zamiast zostawiać je wyłącznie po stronie gospodarstwa. Ciekawy wniosek, prawda?
Źródło: RaboResearch, „Climate adaptation is becoming the new edge in Europe’s fruit sector”
