Sad24
StoryEditor

Grupa ma towar, sadownik ma ryzyko? Wraca temat średniej ceny

Data:  25 sierpnia 2026Autor:
25 sierpnia 2026

W ostatnim czasie rozmawialiśmy z wieloma sadownikami, którzy współpracują z grupami producenckimi i chcą zachować anonimowość. Szczególnie po tym sezonie mają dosyć gorzkie przemyślenia na temat rozliczeń według tzw. średniej ceny. Krótko mówiąc, są rozczarowani i pytają, czy system, który miał rozkładać ryzyko między obie strony, działa sprawiedliwie.

W ostatnim czasie rozmawialiśmy z wieloma sadownikami, którzy współpracują z grupami producenckimi i chcą zachować anonimowość. Szczególnie po tym sezonie mają dosyć gorzkie przemyślenia na temat rozliczeń według tzw. średniej ceny. Krótko mówiąc, są rozczarowani i pytają, czy system, który miał rozkładać ryzyko między obie strony, działa sprawiedliwie.

Średnia cena miała dzielić ryzyko

Jak mówi nam jeden z sadowników zrzeszonych w ramach grupy, system średniej ceny funkcjonuje od około 10 lat. Założenie było proste i logiczne. Sadownik dostarcza owoce, grupa je przechowuje i sprzedaje w kolejnych miesiącach, a producent otrzymuje średnią cenę. W teorii to dość sprawiedliwe rozwiązanie. Sadownik nie martwi się przechowywaniem jabłek ani sprzedażą, a grupa ma zabezpieczony towar na kolejne miesiące. Tyle o teorii.

Jabłka sprzedane wtedy, kiedy były tańsze

Zaczynają się jednak schody. Nasz rozmówca niedawno otrzymał rozliczenie za miniony sezon handlowy. Średnia cena po przechowaniu okazała się bardzo niska. Z rozliczenia wynikało, że znaczna część jabłek została sprzedana w maju i czerwcu, czyli wtedy, kiedy ceny były już dużo niższe niż kilka miesięcy wcześniej. Nie tylko ten sezon przyniósł jednak rozczarowanie. Podobnie było między innymi w poprzednim sezonie czy wiosną w okresie covidowym. Wtedy z kolei część sadowników otrzymywała średnią cenę niższą od tej, którą mieliśmy wiosną, bo większa część ich jabłek została sprzedana wcześniej, zimą.

Grupa ma zabezpieczony towar. A sadownik?

Sadownicy, z którymi rozmawiamy, widzą tu pewną negatywną zależność. Jeśli jabłek zaczyna brakować i ceny rosną, grupa ma zabezpieczony towar swoich udziałowców i może go sprzedawać. Jeśli owoców jest dużo, jabłka udziałowców mogą zostać w chłodniach dłużej.

– Wychodzi na to, że nasze jabłka są zabezpieczeniem dla grupy. Jak zaczyna brakować towaru i nie można go kupić na wolnym rynku, sprzedaje się jabłka sadownika. Jeśli jabłek jest dużo, nasze mogą czekać. Najwyżej na końcu pójdą na przemysł – mówi jeden z naszych rozmówców. Inni dodają, że 

W założeniu średnia cena miała dawać komfort obu stronom i rozkładać ryzyko. Sadownicy, z którymi rozmawiamy, po kilku ostatnich sezonach widzą to jednak zupełnie inaczej. Ich zdaniem komfort ma przede wszystkim grupa, bo przez cały sezon ma zabezpieczone owoce. Ryzyko związane z tym, kiedy i po jakiej cenie zostaną sprzedane, bierze na siebie sadownik.

Owszem, rynek bardzo łatwo ocenia się po fakcie. W marcu nikt nie wiedział, że za dwa miesiące cena będzie niższa. Tak samo rok wcześniej nikt nie miał gwarancji, że wiosną ceny mocno wzrosną.

Sadownik dowiaduje się po fakcie

Tylko że sadownik po kilku miesiącach dostaje rozliczenie i widzi jedną liczbę. Jeśli przy okazji dowiaduje się, że większość jego jabłek sprzedano akurat w słabszym okresie, zaczyna pytać: dlaczego właśnie wtedy?

Sadownik oddaje jabłka, a razem z nimi także decyzję o tym, kiedy zostaną sprzedane. Sam nie wybiera momentu sprzedaży, ale od niego zależy później jego rozliczenie. Jeśli owoce zostaną zbyt długo w chłodni, dochodzą koszty przechowania, może spaść jakość, a na końcu również cena. Grupa przez cały ten czas ma zabezpieczony towar. A jakie zabezpieczenie ma sadownik?

Stary Idared to nie Gala z nowego sezonu

W rozmowach z sadownikami pojawia się również obecna dyskusja o zapasach jabłek i prognozach tegorocznych zbiorów. Część naszych rozmówców zwraca uwagę, że nagle pojawia się sporo głosów o tym, że zbiory będą wyższe, niż wcześniej zakładano, a w komorach nadal są jabłka z poprzedniego sezonu.

Ich zdaniem trzeba jednak rozdzielić te rynki. Stary Idared czy Prince z poprzedniego sezonu nie są tym samym towarem co świeże jabłka letnie, a za chwilę Gala czy Red Delicious. Inne są odmiany, jakość i odbiorcy.

Dla naszych rozmówców ciągłe wracanie do domniemanych wysokich zbiorów i starych zapasów jest po prostu kolejną próbą wywierania presji na ceny.

25. sierpień 2026 15:24