Wyjątkowo duża, o ile nie rekordowa. Taka jest podaż jabłek na rynku w Broniszach 18 grudnia. Ceny wyraźnie spadły. Nie brakuje też sprzedających, którzy oferują towar praktycznie „za co łaska”.
Trudny handel to mało powiedziane
Czwartek to dzień znany na Broniszach z największej liczby kupujących. Wielu sadowników cyklicznie jeździ z jabłkami właśnie „na czwartek”. Niestety, dziś liczba sprzedających jest wyjątkowo duża, a biorąc pod uwagę datę – być może nawet rekordowa. Sadownicy, którzy dziś sprzedają tam swoje owoce, przekazują nam, że sprzedaż jest bardzo słaba i wyjątkowo trudna.
Około południa sprzedający jabłka i gruszki sadownicy oraz handlujący z drugiej ręki zajmowali niemal cztery alejki na niezadaszonym placu. Potocznie mówi się, że jabłka stoją „w malinie”. Jeden z naszych rozmówców, Damian, regularnie sprzedaje tu owoce i podkreśla, że im bliżej świąt, tym sprzedaż jest trudniejsza i więcej owoców wraca do gospodarstwa.
Po ile Szampion? A ile dasz?
Ten sam sadownik mówi, że jest na rynku od wczoraj, od godziny 16:00. Do czwartkowego południa sprzedał łącznie zaledwie 30 skrzynek. Na większości aut jest jeszcze dużo niesprzedanych owoców. Wielu sadowników zostanie tu na kolejną dobę.
Kolejny rozmówca mówi o cenach. Te wyraźnie spadły. Zwraca uwagę, że w zależności od odmiany będzie to 5–10 zł na skrzynce. Dodaje, że przy tak dużej ofercie jabłek po pytaniu o cenę od potencjalnego kupującego często da się usłyszeć: „A ile dasz?”.

