Wspólny i wolny rynek? Francja bywa wyjątkiem
W UE jesteśmy od ponad 22 lat. Od tego czasu tysiące razy słyszeliśmy o dobrodziejstwach wspólnego rynku oraz wolnego przepływu towarów i usług. Dla nas to plusy i minusy, ale o tym można by pisać książki. Zatrzymamy się na handlu jabłkami. Okazuje się, że wolny przepływ towarów nie zawsze jest oczywisty i nie zawsze ma miejsce.
Ten sezon daje nam kolejny przykład i po raz kolejny dotyczy on Francji. Kraj ten znany jest z protekcjonizmu swojego rolnictwa. Sprawa jest dużo bardziej złożona. We francuskim handlu detalicznym dominuje krajowy kapitał. Gdy dany owoc jest dostępny w kraju, duże sieci kupują od lokalnych spółdzielni i producentów. Import bardzo często kończy się strajkami i antyreklamą w sieci.
Nic „nie spadło francuskim rolnikom z nieba”. Przez lata wypracowali sobie taki model i chronią swój rynek. Związki zawodowe dobrze „poukładały” relacje z handlem detalicznym, czego my nadal nie potrafimy zrobić.
Najtańsze w Belgii, najdroższe we Francji
Wróćmy do jabłek, ponieważ taka sytuacja powtarza się w najnowszej historii po raz drugi. Gdy w sąsiednim kraju ceny jabłek spadają i są najniższe w całej UE, we Francji pozostają stabilne lub rosną. Magia? Raczej protekcjonizm i wspomniane, wypracowane przez lata zasady współpracy.
Taka sytuacja miała miejsce w sezonie 2021/2022. Wówczas najtańsze w UE były jabłka belgijskie. Przez wiele miesięcy kosztowały średnio po sortowaniu zaledwie około 0,40 EUR/kg, czyli wówczas około 2,00 zł/kg. W tym samym czasie jabłka w sąsiadującej z Belgią Francji były trzy razy droższe – najdroższe w Europie. Kraje dzieli granica, która teoretycznie nie powinna mieć znaczenia w handlu wewnątrz Wspólnoty. Niemniej przez wiele miesięcy okazywała się barierą nie do przejścia...
Najtańsze w Niemczech, najdroższe we Francji
Obecnie mamy praktycznie identyczną sytuację. Od miesięcy najtańsze są niemieckie jabłka, a najdroższe – francuskie. W lipcu niemieckie owoce kosztowały po sortowaniu średnio 0,40 EUR/kg (1,73 zł/kg). W tym samym czasie francuskie kosztowały 1,41 EUR/kg (6,11 zł/kg), czyli ponad trzy razy więcej...
Bez spoglądania na mapę Europy wiemy, że Francja graniczy z Niemcami. Po raz kolejny granica na Renie okazała się dla jabłek granicą nie do przejścia. To chyba oczywiste, że na tak ogromnej różnicy ktoś chciałby zarobić. Gdyby import do Francji miał miejsce na większą skalę, ceny powinny tam spaść. Jak widzimy na załączonych wykresach, było inaczej. W Niemczech jabłka taniały przez cały sezon. We Francji ceny były stabilne, a od marca owoce drożeją.
Źródło: circabc.europa.eu
