Sad24
StoryEditorTransport i logistyka

Jabłka z Grójca jadą 140 km do przetwórni, choć na miejscu surowca nie brakuje. Gdzie tu sens?

Data:  04 listopada 2026Autor:
04 listopada 2026

Przetwórnia ściąga jabłka przemysłowe z odległości 140 km i płaci za nie więcej niż lokalnym dostawcom. Tymczasem firmy z okolicy wożą ten sam surowiec do innych zakładów, szukając lepszej ceny. Takie sytuacje obserwujemy w zagłębiu grójeckim, sandomierskim i na Powiślu. Czy naprawdę opłaca się wozić jabłka setki kilometrów dla 2 groszy różnicy?

Przetwórnia ściąga jabłka przemysłowe z odległości 140 km i płaci za nie więcej niż lokalnym dostawcom. Tymczasem firmy z okolicy wożą ten sam surowiec do innych zakładów, szukając lepszej ceny. Takie sytuacje obserwujemy w zagłębiu grójeckim, sandomierskim i na Powiślu. Czy naprawdę opłaca się wozić jabłka setki kilometrów dla 2 groszy różnicy?

Transport jabłek przemysłowych po kraju

„Nosić wodę sitem”, „przelewać z pustego w próżne” czy „młócić pustą słomę”. Te trzy ludowe powiedzenia są trafnym komentarzem do tego, co obserwujemy w transporcie jabłek przemysłowych w skali kraju w ostatnich latach. Nie zamierzamy krytykować konkretnych decyzji biznesowych poszczególnych firm, ale patrząc na całość „z boku”, nie sposób nie odnieść wrażenia, że jest to pozbawione sensu. Chyba że głębszego sensu po prostu nie widzimy...

Przetwórnia dokłada do transportu jabłek

Przykładowo, przedsiębiorca X z Powiśla Lubelskiego otrzymuje w zakładzie oddalonym od niego o 15 km 0,70 zł/kg jabłek przemysłowych. Ten sam zakład dokłada 2 grosze przedsiębiorcy Y z zagłębia grójeckiego, żeby ten zdecydował się przejechać 130 czy 140 km z surowcem (w jedną stronę). Nie ma w tym niczego złego, jeśli taki zakup wynika ze zwiększonego popytu czy niedoboru surowca na miejscu.

Jak wiemy, na Powiślu surowca nie brakuje. Co więcej, ani w zagłębiu grójeckim, ani w sandomierskim nie brakuje jabłek przemysłowych dla lokalnych przetwórni. Mimo to właściciele punktów skupu dostarczają surowiec do przetwórni w innym zagłębiu.

Jeśli szukają lepszej oferty, to chwała im za to. Tylko dlaczego lokalny zakład nie zapłaci lokalnej firmie 1 czy 2 groszy więcej, żeby ta nie szukała zbytu dalej, skoro wiemy, że ta konkretna przetwórnia jest w stanie zapłacić więcej innym przedsiębiorcom?

„Noszenie wody sitem”

Wspomniane „noszenie wody sitem” kontynuujemy, gdy przedsiębiorca Y jedzie z surowcem do przetwórni w zagłębiu grójeckim, która z kolei jemu dokłada do transportu.

W tym miejscu trzeba podkreślić, że w przypadku lokalnych strat w konkretnym sezonie takie „migracje” surowca są wręcz niezbędne. W tym sezonie jednak nie mamy do czynienia z dużym zróżnicowaniem plonowania między zagłębiami. Trzeba też podkreślić, że zdecydowanie przeważają transporty z okolic Grójca do zagłębia sandomierskiego i na Powiśle. Ekolodzy zapewne nazwaliby to wszystko marnowaniem zasobów.

Dlaczego jabłka przemysłowe jeżdżą między zagłębiami?

Przyczyny? Na pewno okresowo jest to duże obłożenie przetwórni w zagłębiu grójeckim. Jednak z opisanym zjawiskiem spotykamy się w trakcie całego sezonu. Innych kusi nieco wyższa cena sprzedaży, choć spotykamy się z komentarzami, że za 2 grosze szkoda „tłuc ciężarówki”.

Częściowo chodzi też o konkretne układy na linii dostawca–przetwórnia. Skoro dany przedsiębiorca lub grupa przedsiębiorców z jakichś powodów nie są w stanie sprzedać po wyższej cenie (którą otrzymują inni), to szukają lepszego zbytu i decydują się na daleką trasę.

Wyjątkiem są zakłady w Siemiatyczach, Chełmie, Nieledwi, Szczekocinach czy odległa Pomerania Frucht. Są one oddalone od każdego z zagłębi i tak naprawdę z tego powodu wręcz zmuszone do płacenia wyższych cen, a dalekie trasy są koniecznością, żeby utrzymać produkcję.

04. listopad 2026 10:29