Zapraszamy na materiał wideo z wystawy zabytkowych ciągników i opryskiwaczy. W ramach Folk Festiwalu zorganizował ją Jan Nowakowski, pasjonat techniki sadowniczej z Główczyna.
Opryskiwacz 60 lat temu ciągnięty przez konia
Dziś standardem w opryskiwaczach są elektrozawory i komputery. Oszczędzamy ciecz roboczą, a korony drzew są nią idealnie pokryte... Nie zawsze tak było. Chociaż wielu czytelników zapewne pamięta opryskiwacze ciągnięte przez konie, to od kilkudziesięciu lat nie widzimy takich obrazków w naszych sadach.
Wystawa zabytkowych opryskiwaczy na Folk Festiwalu w Mogielnicy doskonale przypomniała – szczególnie młodszym sadownikom – jak wyglądała ochrona sadów w latach 50., 60., 70. i 80. Prezentowane proste, nieprecyzyjne i często awaryjne maszyny były codziennością w pracy naszych dziadków.
Ciągniki? Przede wszystkim Ursus C-325/C-328/C-330
To samo możemy powiedzieć w przypadku ciągników. Dziś mamy komfortowe kabiny, dużą moc i ogromną funkcjonalność. 50 czy 60 lat temu nierzadko jeszcze nieosiągalnym szczytem marzeń był Ursus C-325 czy C-328. Razem z Janem Nowakowskim – organizatorem wystawy starych maszyn – dochodzimy do ciekawego wniosku. Także w czasach PRL modyfikacje mniejszych Ursusów były potrzebne.
Różnica polegała na tym, że potrzebne było obniżenie, a nie zwężenie ciągnika. Przy rozstawach 6 czy nawet 10 metrów między rzędami sadownik chciał siedzieć jak najniżej pod zwisającymi „parasolami” z gałęzi. Zachodnie ciągniki zaczęły w większych ilościach pojawiać się w naszych sadach dopiero od początku XXI wieku. Więcej w materiale wideo.
