Kredyty preferencyjne po przymrozkach
Sadownicy, którzy ponieśli straty spowodowane wystąpieniem wiosennych przymrozków i posiadają protokół z oszacowania szkód, mogą składać w bankach współpracujących z ARiMR wnioski o preferencyjne kredyty klęskowe. Agencja pomaga w ich spłacie, poprzez spłatę części oprocentowania. Dzięki temu oprocentowanie wynosi obecnie 0,5% dla producentów rolnych posiadających ubezpieczenie lub 3,9% w przypadku braku ubezpieczenia.
Wysokość kredytu jaki można otrzymać wynosi do 5 mln zł na gospodarstwo rolne lub do 8 mln zł na dział specjalny produkcji rolnej. Wkład własny nie jest wymagany. Okres spłaty jest ustalany z bankiem, a dopłaty Agencji stosowane są przez maksymalnie 4 lata. Tyle czytamy w ostatnim komunikacie ARiMR.
Kto obsłuży te kredyty
Sprawdziliśmy listę banków współpracujących z ARiMR w 2026 roku. Jest na niej osiem podmiotów. Cztery z nich to banki spółdzielcze. Na liście jest też PKO Bank Polski, kontrolowany przez Skarb Państwa. Obok nich są jednak również duże banki działające w Polsce w ramach międzynarodowych grup finansowych o większościowym kapitale zagranicznym.
To oznacza, że publiczny mechanizm wsparcia rolników będzie realizowany także przez te instytucje. Formalnie beneficjentem programu jest rolnik i to jego kredyt ma być tańszy. Jednocześnie nie da się pominąć faktu, że kredyt pozostaje produktem bankowym, a jego obsługa oznacza także przychód po stronie zagranicznych banku, który w tym wypadku częściowo zrekompensuje im nasze państwo.
Tu zaczyna się spór
Nie ma tu mowy o żadnym naruszeniu przepisów. Jeśli banki znalazły się na liście współpracujących z ARiMR, to dlatego, że dopuszcza to obowiązujący system. Pytanie jest inne – czy właśnie tak powinien wyglądać model publicznego wsparcia dla rolnictwa?
Skoro państwo decyduje się dopłacać do oprocentowania kredytów dla rolników, to trudno nie pytać, dlaczego w tym systemie uczestniczą także duże banki z dominującym kapitałem zagranicznym? To już nie jest spór o legalność, tylko o sens i kierunek polityki rolnej. Czy taka pomoc nie powinna opierać się przede wszystkim na bankach spółdzielczych i podmiotach krajowych? Czy publiczne pieniądze nie powinny krążyć w możliwie największym stopniu w krajowym systemie finansowym?
Tego pytania nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Zwłaszcza wtedy, gdy rolnictwo jest w kryzysie, a wsparcie ma łagodzić skutki strat, spadku opłacalności i klęsk żywiołowych.
Pomoc czy kolejne zadłużenie?
Nie chodzi tu o sam fakt wsparcia, lecz o jego konstrukcję. Preferencyjny kredyt nadal pozostaje kredytem. Rolnik ma dostać tańsze finansowanie, bo państwo dopłaca do oprocentowania. Tyle że taki model pomocy nie oznacza prostego transferu środków do gospodarstwa, tylko uruchamia cały mechanizm bankowy.
To właśnie dlatego ta forma wsparcia budzi zastrzeżenia i wraz z upływem lat przybywa jego przeciwników. Dla jednych to realna pomoc w trudnym momencie. Dla innych – kolejne zobowiązanie, które nie rozwiązuje problemu, tylko odsuwa go w czasie. Głównym głosem przeciwników jest argument o ciągłym potęgowaniu spirali zadłużenia.
Źródło: gov.pl/arimr
