„Sam sobie nasadziłeś, to sam sobie rwij”. Dziś zaczynamy od tego głupiego powiedzenia, które regularnie pojawia się pod ofertami pracy w sadach. Przed nim albo zaraz po nim zazwyczaj znajdziemy krytykę proponowanych stawek godzinowych. Tymczasem wystarczy spędzić kilka chwil z kalkulatorem w ręku, żeby zobaczyć, że nie jest to zła oferta pracy. Zwłaszcza że do zbioru jabłek nie są wymagane praktycznie żadne kwalifikacje. Być może część krytyki wynika po prostu z punktu widzenia mieszkańca miasta i niepełnego zrozumienia realiów pracy w sadownictwie?
Mieszkanie w gospodarstwie
Zdecydowana większość gospodarstw oferuje pracę z zakwaterowaniem. Pracownicy zazwyczaj mogą mieszkać w starszych domach należących do sadowników albo w zaadaptowanych budynkach gospodarczych. Czytając krytyczne i pełne wulgaryzmów komentarze, widzimy, że nie wszyscy doceniają tę możliwość.
W zdecydowanej większości przypadków za mieszkanie, prąd, wodę, opał i kanalizację sadownik nie potrąca niczego z wypłaty. Przy dzisiejszych kosztach życia to duża zaleta, której nie można pomijać przy porównywaniu stawek.
Do tego właściwie od razu jesteśmy w pracy. Po śniadaniu do miejsca zbioru trzeba pokonać kilkadziesiąt czy kilkaset metrów, a transport zazwyczaj zapewnia pracodawca. To znów oznacza niższe koszty dla pracownika i brak codziennych dojazdów.
Wynajem kwatery kosztuje
Wszyscy „hejtujący” ogłoszenia sadowników powinni najpierw sprawdzić ceny hoteli pracowniczych. W przypadku Grójca i okolic sprawdziliśmy pięć obiektów. Średnio jest to około 30 zł za dobę od osoby, przy ofertach od 21 do 40 zł za dobę. Raz jest to hostel, innym razem dom albo mieszkanie przeznaczone dla kilku osób.
Ostateczna cena zależy oczywiście od długości pobytu. Można znaleźć również najtańsze oferty na poziomie 650–700 zł miesięcznie wraz z mediami. Nadal jednak są to pieniądze, których pracownik mieszkający bezpłatnie w gospodarstwie nie musi wydawać.
Bardzo rzadko zdarza się też, że wynajęta kwatera znajduje się tuż obok gospodarstwa, w którym ktoś zamierza pracować. Do pracy trzeba codziennie dojechać. Nieważne, czy jest to 5, czy 20 kilometrów – to zawsze dodatkowy czas, a w przypadku własnego samochodu również kolejne koszty.
Zapłać za mieszkanie i wtedy policz
Załóżmy, że pracujemy przez wrzesień i październik po 22 dni w miesiącu i 10 godzin dziennie. Są osoby, które pracują więcej, ale zdarzają się też deszczowe dni albo nieprzewidziane przerwy. To tylko przykład, który pozwala łatwo porównać obie sytuacje.
44 dni × 10 godzin × 23 zł/h = 10 120 zł
Jeżeli do tej kwoty doliczymy koszt samodzielnego wynajmu kwatery – od 1300 do 1600 zł za dwa miesiące, zależnie od lokalu i raczej przy niższym standardzie – otrzymujemy od 11 420 do 11 720 zł.
Jeżeli tę kwotę podzielimy przez 440 przepracowanych godzin, wychodzi 25,9–26,6 zł za godzinę. Tyle trzeba byłoby zarabiać, żeby po opłaceniu mieszkania zostało tyle samo, co przy stawce 23 zł/h i darmowym zakwaterowaniu w gospodarstwie. A jeśli doliczymy jeszcze codzienne dojazdy własnym samochodem, różnica będzie jeszcze większa.
Kalkulator zamiast nerwów
Podsumowując, zagorzali krytycy pracy przy zbiorach jabłek powinni najpierw wykonać takie obliczenie, a dopiero później oceniać oferty pracy. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę najtańsze kwatery, stawka z bezpłatnym zakwaterowaniem jest realnie wyższa o około 3–4 zł za godzinę. To pieniądze, których pracownik po prostu nie musi wydawać na mieszkanie. Przy droższej kwaterze i codziennych dojazdach różnica będzie jeszcze większa.
Nie oszukujmy się – fizyczna praca jesienią w sadzie nie jest lekka. Nikt tego nie twierdzi. Nadal jednak będziemy podkreślać, że przy pracy niewymagającej kwalifikacji, z bezpłatnym zakwaterowaniem i bez kosztów codziennego dojazdu, warto porównywać całą ofertę, a nie tylko jedną liczbę z ogłoszenia. Wulgarne komentarze pod adresem sadowników często pomijają właśnie te koszty, które w innym miejscu pracownik musiałby pokryć z własnej kieszeni.
