Czasami widzę komory wypełnione praktycznie do ostatniego centymetra. Skrzynie stoją na styk, rzędy niemal do siebie przylegają. Miejsca rzeczywiście wykorzystujemy więcej, ale później utrudniamy sobie schładzanie owoców. Między rzędami trzeba zostawić przerwy, żeby powietrze mogło swobodnie krążyć. Przy ścianie naprzeciw drzwi zostawiłbym minimum 40 cm. Od ścian bocznych około 15 cm, a między rzędami co najmniej 5 cm.
Przy drewnianych skrzyniopaletach u siebie zostawiam jeszcze trochę więcej – około 10 cm między rzędami, 15 cm od ściany i 40–60 cm przy ścianie naprzeciw drzwi. Dzięki temu powietrze może normalnie krążyć.
Najpierw trzeba szybko schłodzić owoce
Po załadunku chcemy jak najszybciej odebrać ciepło z jabłek. Zimne powietrze przepływa między skrzyniami i przez otwory w skrzyniopaletach. Im ciaśniej wszystko ustawimy, tym trudniej będzie mu dotrzeć do owoców znajdujących się w środku. Przy krótszym przechowywaniu, na przykład do lutego czy marca, można pozwolić sobie na ciaśniejsze ustawienie. Jeśli jednak planujemy trzymać owoce długo, odpowiednie odstępy między rzędami mają już duże znaczenie.
Po schłodzeniu dochodzi jeszcze wymiana gazowa. Kiedy owoce mają już odpowiednią temperaturę, agregaty i wentylatory załączają się rzadziej. Jeśli skrzyniopalety stoją bardzo ciasno, wewnątrz skrzyniopalety może być mniej tlenu i więcej dwutlenku węgla niż w pozostałej części komory. Zanim wentylatory ponownie wymieszają powietrze, owoce mogą być narażone na zbyt niski poziom tlenu albo zbyt wysokie stężenie dwutlenku węgla.
Trzeba na to szczególnie uważać przy odmianach wrażliwych na dwutlenek węgla, takich jak Mutsu czy Empire. Dlatego przy długim przechowywaniu nie upychałbym skrzyniopalet na siłę. Kilka centymetrów wolnej przestrzeni naprawdę pomaga zarówno przy schładzaniu, jak i później.
Z drewnem jest trudniej
Przy skrzyniopaletach drewnianych dochodzi jeszcze jeden problem. Jeśli kupujemy je przez kilka lat i od różnych producentów, nie zawsze są identyczne. Różnią się wysokością, nie wszystkie szczeliny i otwory trafiają później dokładnie na siebie. Po ustawieniu kilku warstw przepływ powietrza może być częściowo zablokowany.
Z plastikiem jest pod tym względem łatwiej. Skrzyniopalety są równe i najczęściej identyczne, więc po ustawieniu jedna na drugiej otwory dobrze się pokrywają. Powietrze ma łatwiejszą drogę przez cały stos. Dlatego plastikowe skrzyniopalety można ustawić nieco ciaśniej niż drewniane i nadal zachować dobry przepływ powietrza.
Oczywiście plastik przy zakupie jest dużo droższy. Tyle że ja patrzyłbym na to w perspektywie kilku czy kilkunastu lat, bo sama cena skrzyniopalety to nie wszystko.
Lżejsza skrzyniopaleta, więcej owoców w transporcie
Holenderscy sadownicy zwrócili mi uwagę na jedną ciekawą rzecz: przy coraz droższym transporcie lepiej wozić owoce niż opakowanie.
Sucha drewniana skrzyniopaleta waży około 57–58 kg, a niektóre nawet ponad 60 kg. Plastikowa najczęściej około 37 kg. Różnica na jednej skrzyniopalecie może więc sięgać około 20–25 kg. Jeśli na samochód załadujemy 60 skrzyniopalet, robi się z tego około 1,5 tony. Zamiast wieźć cięższe opakowania, możemy przewieźć więcej owoców. Przy wielu kursach w ciągu kilku lat zaczyna mieć to znaczenie. Przy handlu plastik ma jeszcze jedną zaletę – skrzyniopaleta ma stałą tarę, podaną na opakowaniu, więc nie ma dyskusji, ile trzeba odjąć od wagi. Przy drewnianych skrzyniopaletach ten temat wraca praktycznie za każdym razem.
Dziś mało kto w Polsce liczy jeszcze skrzyniopaletę pod kątem kosztów transportu. Myślę jednak, że przy coraz droższym przewozie szybko zaczniemy na to patrzeć inaczej.
Plastik ma oczywiście również swoje minusy. Jeśli mocno uszkodzimy skrzyniopaletę widłami, nie wymienimy jednej deski tak jak w drewnianej. Mimo to uważam, że warto policzyć cały okres użytkowania, a nie tylko cenę zakupu.
