Zimowe mrozy podzieliły sadowników – część odkłada cięcie, inni konsekwentnie pracują w sadzie. Jacek Maliszewski należy do tej drugiej grupy i tnie jabłonie mimo niskich temperatur, opierając się na własnych doświadczeniach z poprzedniego sezonu. Powód? Twarda ekonomia.
Tegoroczne mrozy sprawiły, że podejście sadowników do cięcia zimowego wyraźnie się podzieliło. Część wstrzymała się z pracami, obawiając się uszkodzeń mrozowych drzew, inni kontynuują cięcie. Uznają, że przy odpowiedniej strategii ryzyko jest do zaakceptowania. Aby pokazać różnorodność opinii, poprosiliśmy kilku praktyków o przedstawienie własnego spojrzenia na terminy i sposób cięcia. Dziś oddajemy głos Jackowi Maliszewskiemu, sadownikowi z Bikówka w powiecie grójeckim, który na co dzień dzieli się opiniami na swoim kanale YT Jacek Maliszewski. Pytamy, jakie on ma zdanie.
Dlaczego tnie mimo mrozów?
Nasz rozmówca podkreśla, że panujące obecnie mrozy nie zniechęcają go do cięcia drzew. Decydują o tym przede wszystkim względy logistyczne i finansowe. Im więcej jest w stanie obciąć sam, tym większa część pieniędzy zostaje w gospodarstwie. Ważne jest dla niego także to, że samodzielne cięcie pozwala mu dokładnie dopasować zabiegi do każdej kwatery. Pamięta, jakie były mankamenty w minionym sezonie i stara się je skorygować właśnie cięciem. Jedne drzewa wymagają, by wigor im „podciągnąć”, inne przeciwnie – trzeba je osłabić, ograniczając wzrost. Zauważył też, że odmiany drobnoowocowe lepiej reagują, gdy tnie się je przy całkowitym spoczynku drzew.
Lekcja z poprzedniego sezonu
Do obecnej organizacji prac skłoniły go doświadczenia z poprzedniego sezonu. Wtedy również postanowił sam obciąć cały sad i faktycznie to zrobił, ale cięcie bardzo się przeciągnęło. Gdy w marcu trzeba było rozpocząć pierwsze zabiegi nawożeniowe i ochronne (w gospodarstwie jest dużo Gali oraz kwatery położone na niskich stanowiskach, wymagające wczesnej ochrony), terminy zabiegów zaczęły się nakładać na niedokończone cięcie. W efekcie J. Maliszewski zakończył cięcie dopiero pod koniec maja. Różnice między kwaterami było widać „gołym okiem”. Tam, gdzie cięcie wykonano późno, wzrost drzew był ograniczony, a jednocześnie drzewa były zbyt mocno obłożone jabłkami.
Rekordowe plony i rekord przemysłu
Jednak na taką sytuację złożyło się kilka czynników. Wszyscy dobrze pamiętamy kilkukrotne fale przymrozków. Z tego powodu nasz rozmówca nie zdecydował się na chemiczne przerzedzanie. Trudno było znaleźć optymalny termin, a niskie temperatury uniemożliwiały ocenę, czy taki zabieg jest w ogóle potrzebny i jaki będzie naturalny opad czerwcowy. Opóźnione cięcie, które „przesunęło” wigor drzew na rzecz silniejszego owocowania, w połączeniu z rezygnacją z chemicznego przerzedzania, sprawiło, że na drzewach zostało bardzo dużo owoców. Nie wykonano również przerzedzania ręcznego. Panowało przekonanie, że każdy owoc będzie „na wagę złota” – także przemysłowy i gorszej jakości – i że nawet mniejszy kaliber uda się sprzedać.
W praktyce okazało się inaczej. Dopiero później realia pokazały, że zarówno na jabłko przemysłowe, jak i na owoce drugiej klasy popyt był słaby. Splot kilku błędów – w tym przede wszystkim opóźnienie cięcia i pozostawienie zbyt dużej liczby zawiązków – doprowadził do tego, że jabłek o rozmiarze 6,5 cm było, zdaniem sadownika, zdecydowanie zbyt dużo. – Co więcej, gdyby jabłek było mniej, wybarwienie byłoby bardziej satysfakcjonujące. Warto też wspomnieć, że przy tym nadmiernym plonie już od połowy lipca intensywnie dokarmialiśmy drzewa poprzez fertygację, a na niektórych kwaterach z systemem zraszania nadkoronowego właśnie zraszanie posłużyło do nawadniania sadów – mówi.
Jak podkreśla, sytuację dobrze podsumowuje powiedzenie: „analiza wsteczna zawsze skuteczna”. – Poprzedni sezon u nas w gospodarstwie był trudny, ale też niezwykle ciekawy. Pozwolił nam zebrać kolejne cenne doświadczenia, na bazie których wyciągniemy wnioski, tak aby po prostu produkować jabłka jeszcze lepiej i mieć pokorę oraz szacunek do pogody i natury – podsumowuje.
Każdy podejmuje własne decyzje
Odnosząc się do obaw innych sadowników, którzy wstrzymują się z cięciem z powodu mrozów, J. Maliszewski zwraca uwagę, że każdy musi sam zdecydować, które ryzyko uznaje za poważniejsze. Z jednej strony jest ryzyko uszkodzeń mrozowych drzew, często dodatkowo „nakręcane” informacjami w mediach. W teorii to ryzyko dotyczy strat w drzewostanie, a więc środków trwałych i wielu nadchodzących lat produkcji. Ale – jak dodaje – stuprocentowej pewności co do skali takich uszkodzeń nigdy nie ma.
Z drugiej strony stoi ryzyko czysto organizacyjne: że przy zbyt późnym rozpoczęciu prac nie uda się zdążyć z cięciem przed ruszeniem wegetacji i kumulacją zabiegów wiosennych. Wielu sadowników, jak zauważa, bardziej obawia się tego pierwszego wariantu i dlatego przekłada cięcie na później. On sam, ucząc się na własnych doświadczeniach, stara się dziś akceptować umiarkowane ryzyko mrozów i ciąć wcześniej, aby uniknąć powtórzenia problemów z poprzedniego sezonu.
Co z innymi gatunkami i młodymi nasadzeniami?
J. Maliszewski podkreśla, że obecnej zimy nie obawia się o jabłonie, ponieważ chłody narastały stopniowo i drzewa miały czas wejść w pełny stan spoczynku. W okresie najsilniejszych mrozów tnie przede wszystkim starsze nasadzenia, które z natury są bardziej odporne, w tym takie odmiany jak Alwa, Idared czy Cortland. Gala, której ma w gospodarstwie najwięcej, była cięta już jesienią. Nie spodziewał się tak dużych spadków temperatur, bo poprzednie zimy były znacznie łagodniejsze. Jednak w tym przypadku cięcie zostało wykonane na tyle wcześnie (przed mrozami), że nie ma większych obaw o kondycję drzew.
Zaznacza jednocześnie, że w przypadku gatunków wrażliwszych na mróz, przede wszystkim grusz, z cięciem by się wstrzymał i większy nacisk położył na ochronę miejsc szczepienia i podkładek, np. poprzez wykorzystanie naturalnej pokrywy śnieżnej. Zwraca uwagę, że prognozy pogody są obecnie rozbieżne i tylko część modeli pokazuje bardzo duże spadki temperatur. Dlatego – mimo że temat budzi emocje, bo tak wyraźnych zim dawno nie było – w jego ocenie aktualne zapowiedzi nie powinny wywoływać paniki.
Niemniej każdy podejmuje własne decyzje. Dlatego też o opinię zapytaliśmy również innych sadowników, a ich oceny sytuacji przedstawimy w kolejnych artykułach.

