Na gruntowych plantacjach truskawek zbiory powoli się zaczynają. Ostatnie tygodnie nie były łatwe, a sezon jeszcze się nie skończył. Zapowiadane jest załamanie pogody, ale do takich prognoz podchodzę ostrożnie, bo deszcz był już obiecywany wiele razy.
Nie wszystko, co widać na plantacji, jest chorobą
Zacznijmy od tego, że na plantacjach widać teraz dużo różnych uszkodzeń spowodowanych przez słońce i wiatr. Bardzo często są one mylone z chorobami. Dotyczy to otarć liści, otarć na owocach i ciemnych plam na łodygach. Takie objawy często są skutkiem działania wiatru, a nie infekcji.
Plantatorów niepokoją też czerwone przebarwienia na szypułkach. W większości przypadków to również efekt stresu i słabszej kondycji roślin. Widać to dobrze na plantacjach. Im roślina jest lepiej rozbudowana i lepiej rośnie, tym takich przebarwień jest mniej.
Na ten objaw nakłada się jeszcze kilka innych czynników. Nadal zdarzają się chłodne noce, więc ujawniają się niedobory fosforu związane z wahaniami temperatury. Do tego dochodzą możliwe infekcje szarej pleśni, które zostały zahamowane, ale po nich mogły pozostać drobne uszkodzenia tkanek. I właśnie wtedy na szypułkach pojawia się lekkie czerwienienie.
Uszkodzeń po wietrze i słońcu nie cofniemy
Jeśli mówimy o regeneracji uszkodzeń mechanicznych, trzeba powiedzieć to wprost: tego, co zostało uszkodzone i otarte, nie da się już zregenerować. Można jednak pracować nad tym, by usztywnić tkanki.
Właśnie dlatego warto skupić się na nawożeniu wapniowo-krzemowym. Taki kierunek będzie usztywniał nie tylko owoce, ale także zielone części roślin. Dzięki temu będą one bardziej odporne teraz na wiatr, a później także na oparzenia słoneczne.
W czasie zbiorów liczy się wapń
Skoro zaczynają się zbiory, to jest to moment na produkty wapniowe, wtedy, kiedy tylko da się je podać. Warto wybierać rozwiązania, które nie zawierają azotu. Mogą być one wzbogacone o krzem, na przykład takie jak Caliogo. To ważne, bo nie ma wtedy problemu z osadem na owocach, a sam owoc pozostaje twardy i błyszczący.
Ochrona trwa dalej, ale teraz można ją prowadzić inaczej
Oczywiście nadal trzeba kontynuować ochronę przeciwko najważniejszym chorobom. Najmocniejsze zabiegi są już za nami. Na tym etapie można kierować się w stronę produktów biologicznych, ale powinny to być rozwiązania zarejestrowane jako fungicydy, sprawdzone pod względem skuteczności i dobrze sformułowane, tak aby dobrze działały także przy silnym słońcu.
W tym okresie skłaniałbym się raczej ku produktom opartym na bakteriach. Jeśli pomiędzy takie zabiegi trzeba będzie wpleść tradycyjny fungicyd, nie powinien on ograniczać rozwoju bakterii, takich jak choćby Bacillus subtilis.
Szkodników będzie więcej
W końcu zrobiło się ciepło, więc aktywność szkodników będzie rosła. Kwieciak przestaje być głównym tematem, bo większość plantacji już przekwitła. Teraz problem będą stanowiły inne, mniejsze szkodniki.
Chodzi przede wszystkim o przędziorki i wciornastki. Przędziorki były obecne już wcześniej, ale do tej pory ich presja nie była duża. Wciornastki pojawiają się właśnie teraz na plantacjach i będą powodowały szkody.
W tej sytuacji trzeba myśleć o zabiegach produktami o działaniu mechanicznym, opartymi chociażby na wyciągu z olejku pomarańczowego, takimi jak Prevam. Takie rozwiązania mechanicznie ograniczają drobne szkodniki i dobrze wpisują się w moment, w którym na plantacji mogą jednocześnie pojawić się wciornastki i przędziorki.
Bardzo ważna jest też lustracja. Jeśli chcemy sprawdzić, czy wciornastek już jest obecny, trzeba rano otrząsać kwiaty, kwiatostany i owocostany na białą kartkę albo choćby na dłoń. Dopiero wtedy widać, czy szkodnik rzeczywiście jest na plantacji.
To ważne, bo jeśli zobaczymy już uszkodzone owoce, będzie za późno. Wtedy straty już są i można je tylko ograniczać, a nie im zapobiegać. Działać trzeba wcześniej.
W innych rejonach, gdzie zbiory zaczęły się szybciej, chociażby w Czerwińsku, ten szkodnik był obecny wcześniej. W rejonie Grójca ten problem dopiero się zaczyna.
