Przemysław Dąbrowski prowadzi gospodarstwo w Dziuninie w gminie Mogielnica. Jest już po pierwszym etapie zbiorów Gali. Zarówno w przypadku paskowanych sportów, jak i Gali Must zdecydował się na zbiór dwuetapowy. Gala stosunkowo dobrze zniosła w jego gospodarstwie wiosenne przymrozki. Problemem były natomiast wybarwienie i wielkość części owoców, dlatego jabłka bez odpowiedniego koloru zostały na drzewach. Jak wyjaśnia sadownik, była to bardzo dobra decyzja – owoce, które zostały na drzewach, bardzo ładnie się wybarwiły i nadal przyrastają.
Przerwa między zbiorami
Po pierwszym przejściu Gali przyszła przerwa przed zbiorem kolejnych odmian. Przemysław Dąbrowski sprawdzał między innymi Lobo, Boskoopa i Ligola. Testy skrobiowe potwierdzają, że na właściwy termin zbioru tych odmian trzeba jeszcze poczekać. Mimo to dziś sadownik zdecydował się wejść w Ligola.
Rozmawiamy z nim w trakcie zbiorów. Jak mówi, Ligol nie nadaje się jeszcze do zbioru, jednak w przypadku tej kwatery dalsze czekanie niewiele by zmieniło. Po wiosennych przymrozkach owoców zostało tam bardzo mało. Temperatura spadła w gospodarstwie do około –5,5°C, a Ligol należy do odmian, które ucierpiały najmocniej.
– Od razu było widać, że tutaj zbioru nie będzie. Idziemy już kilkadziesiąt metrów i zrywamy po kilka jabłek. Nieco więcej jest ich w górnych partiach drzew, ale zbiór przebiega błyskawicznie – mówi.
Jak dodaje, jakość owoców również nie jest najlepsza, głównie ze względu na uszkodzenia pomrozowe. Oczywiście jabłka mogłyby jeszcze zostać na drzewach i przyrosnąć. Przy tak niewielkim plonie trzeba było jednak wziąć pod uwagę również organizację pracy w gospodarstwie.
Pracowników trzeba utrzymać
W decyzji o wcześniejszym zbiorze Ligola zadecydowała więc nie tylko skala strat. Na miejscu są pracownicy, natomiast odmiany, które powinny być zbierane w następnej kolejności, potrzebują jeszcze czasu. Zamiast robić całkowitą przerwę w zbiorach, gospodarze zdecydowali się wykorzystać ten moment na przejście przez mocno uszkodzoną kwaterę Ligola. Tempo pracy najlepiej pokazuje skalę tegorocznych strat. Zbiór rozpoczął się rano, a ekipa przeszła już kilka rzędów.
Ligol nie jest jedyny
W gospodarstwie mocno ucierpiały również inne odmiany. Przemysław Dąbrowski wymienia Decostę, Boskoopa, odmiany z grupy Red Delicious, Red Jonaprinca i Glostera. Jak mówi, w przypadku Red Deliciousów owoce zostały głównie w górnych partiach drzew.
Lepiej sytuacja wygląda w Szampionie i Najdaredzie. Ten ostatni bardzo mocno kwitł i mimo przymrozków zbiory będą na dobrym poziomie. Dobrze poradziła sobie również Gala, co widać już po pierwszym etapie zbiorów.
Sadownik obserwuje podobną sytuację także w najbliższej okolicy. Ligol mocno ucierpiał również w sąsiednich gospodarstwach. W kwaterach, z których w poprzednich sezonach zbierano znacznie większe ilości owoców, tegoroczny zbiór może zakończyć się bardzo szybko. To samo widzi w przypadku innych odmian. W jego najbliższej okolicy (również w sadach, z których jabłka trafiają do przetwórstwa), jabłka są głównie w górnych partiach i zbiory posuwają się bardzo szybko.
