Jeszcze nie czas na parcha jabłoni
Dziś pytamy Roberta Binkiewicza (Agrosimex) o bieżącą sytuację rozwojową sprawcy parcha jabłoni. Ekspert mówi wprost, że na wysiewy trzeba jeszcze poczekać i na bieżąco monitoruje sytuację w kilku lokalizacjach. Do tematu rozwoju zarodników w otoczniach wkrótce wrócimy.
Nasz rozmówca podkreśla, że kiedy pogoda się poprawi, nadal ważne będą zabiegi preparatami olejowymi.
– Chciałem podkreślić, że wyznacznikiem optymalnego terminu zabiegu preparatami olejowymi nie powinna być wyłącznie faza rozwojowa roślin, ale także faza rozwojowa i aktywność szkodników. Wykonujemy go przecież z myślą o ograniczeniu presji szkodników, prawda? – wyjaśnia Robert Binkiewicz.
Zabiegi olejowe – opinia Roberta Binkiewicza
Zdaniem naszego rozmówcy w ostatnich dniach był dobry moment na wykonanie zabiegów preparatami olejowymi w gruszach, porzeczkach czy borówkach. W przypadku jabłoni trzeba będzie teraz poczekać co najmniej kilka dni. – Mówimy o walce z przędziorkami i mszycami. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że zabieg z myślą o tych szkodnikach będzie najskuteczniejszy na przełomie fazy mysiego ucha i zielonego pąka – dodaje doradca. W fazie bezlistnej zabieg jest zbyt wczesny, a przez to mniej skuteczny.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku tarcznika. Tu zalecenia wcześniejszego terminu były jednoznacznie słuszne, ponieważ pokrywają się z początkiem aktywności szkodnika. Niemniej obecnie skupiamy się przede wszystkim na mszycach i przędziorkach w jabłoniach.
Preparat olejowy preparatowi nierówny
Pomiędzy licznymi produktami występują równie liczne różnice, które można nazwać technicznymi niuansami. Dobrze pasuje tu stare powiedzenie, że „diabeł tkwi w szczegółach”. Dlatego pan Robert używa stwierdzenia „preparaty olejowe”, ponieważ różnią się one między sobą.
Przede wszystkim mamy produkty pochodzenia roślinnego i mineralnego. Zdecydowanie poleca te pierwsze, ponieważ są bezpieczniejsze, a takie rozwiązania znajdują się również w ofercie firmy. W przypadku drugiego zabiegu w gruszach, wykonywanego w fazie zielonego pąka, mają one dawać większe bezpieczeństwo.
Produkty mineralne są równie skuteczne, jednak im więcej tkanki zielonej, tym większe ryzyko fitotoksyczności. W negatywnym znaczeniu w tym wypadku „pomoże” przymrozek lub deszcz.
– Odradzam techniczne oleje parafinowe, kupowane w beczkach po 200–250 l. To półprodukty chemiczne, które nie są gotowymi rozwiązaniami do ochrony sadów. Kiedyś różnica w cenie była znacząca i nie dziwiło, że sadownicy je wybierali. Dziś jest niewielka i uważam, że nie warto ryzykować – podsumowuje Robert Binkiewicz.

