Elektryczny sekator, elektryczna platforma
Trend elektryfikacji maszyn sadowniczych jest faktem. Pierwsze były sekatory, a dziś do grona „elektryków” dołączają kolejne platformy sadownicze. Ogromne zainteresowanie sadowników wzbudził krótki film od Andrzeja Urbanka na naszym facebookowym profilu, który prezentował bardzo kompaktowe urządzenie w jego sadzie. Dziś rozmawiamy z sadownikiem, który ma nieco większą maszynę od kilku miesięcy i dzieli się swoimi spostrzeżeniami. Z niecierpliwością czekamy też na polską premierę od firmy GRUNNER.
Maszyna, o której dziś mówimy, kosztowała 10 000 euro (około 42 000 zł) i została wyprodukowana w południowym Tyrolu. Nasz rozmówca nie jest pewny, czy zrobił ją zdolny rzemieślnik, czy jest to przeróbka platformy spalinowej. Do gospodarstwa trafiła za pośrednictwem przedsiębiorcy. – Wyboru nie żałuję, dokupiłem do niej chińskie ogniwa w technologii litowo‑żelazowo‑fosforanowej o napięciu 24 V. Co cenię najbardziej? Zdecydowanie ciszę. Jestem pewny, że każdy sadownik doceni brak „klekoczącego” tuż obok silnika. Zwłaszcza, że pracujemy przecież całe dnie… – mówi Mariusz Białek, sadownik z gminy Promna w powiecie białobrzeskim.
Jak widać, maszyna ma zaczep. Dzięki niemu sadownik dowozi ją do odleglejszego sadu i tam jest w stanie ciąć z niej przez 5 dni. Możemy wybrać między napędem na przednią oś, tylną oś lub napędem na 4 koła.
Przede wszystkim ma być prosta
Na tę maszynę zdecydował się przede wszystkim ze względu na prostotę. Nie znajdziecie w niej żadnych skomplikowanych sterowników czy chipów. Ma hydrauliczne podnoszenie, windę do skrzyń i rolki przez całą długość podestu. Świetnie sprawdzi się przede wszystkim do prac pielęgnacyjnych w sadach: cięcia zimowego, przywiązywania przewodników, zapinania czy rozpinania siatek przeciwgradowych.
Balkony mają po około 170 cm długości, więc możliwe jest cięcie w cztery osoby. Nasz rozmówca tnie dziś tylko z jednym pracownikiem. Tak czy inacniej miejsca nie brakuje, wszechstronności również. Jak dodaje, zrywał z niej nawet jabłka jesienią, chociaż zdecydowanie lepiej sprawdzi się w przypadku korekty ręcznej latem.
Pan Mariusz jest przekonany, że tego typu urządzenia w przyszłości przypadną do gustu setkom, a nawet tysiącom sadowników. – Słuchanie radia w trakcie pracy jest tu czystą przyjemnością – dodaje z uśmiechem. Z drugiej strony jesienne zbiory jeszcze przez wiele lat będą „należały” do spalinowych platform. W tym miejscu potrzebujemy przede wszystkim bardzo wydajnych ogniw i silników elektrycznych w kołach, żeby nie tracić mocy na mechanicznych przełożeniach napędu. Niemniej w przyszłości na pewno takie maszyny również trafią do sadów.

