O tym mówił 9 czerwca podczas konferencji w BCU Ogrodnictwo w Sandomierzu-Mokoszynie prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski.
Podstawowy cel gospodarstwa sadowniczego się nie zmienia. Ma zarabiać. Tymczasem to właśnie zjawiska pogodowe coraz mocniej uderzają dziś w plony. Najpierw przymrozki ograniczają plon, później grad pogarsza jakość owoców. W tle cały czas jest susza. W ocenie prezesa ZSRP trzeba się liczyć z tym, że takie sytuacje będą wracały częściej niż w minionych dwóch dekadach. Branża musi być na to przygotowana.
Pomoc będzie, ale jej skali dziś nie da się jeszcze określić
Jak mówił Mirosław Maliszewski, Polska ubiega się w tym roku o wsparcie z nadzwyczajnego mechanizmu unijnego. Związek Sadowników RP angażuje się w ten proces zarówno na etapie samego wniosku, jak i późniejszych wyjaśnień wobec Komisji Europejskiej.
Prezes ZSRP zastrzegł jednak, że nie należy dziś oczekiwać konkretnych deklaracji co do wysokości stawek. Szkody obejmują już nie tylko pojedyncze rejony, ale praktycznie cały kraj. Jednocześnie z tego samego mechanizmu będą chciały korzystać także inne państwa. Dlatego nie można zakładać, że powtórzą się stawki choćby z 2024 roku. Najpierw muszą się zakończyć prace komisji, potem trzeba ocenić skalę strat, ustalić liczbę gospodarstw objętych pomocą i dopiero wtedy będzie można określić zasady podziału środków.
Komisje mają szacować straty
Jak podkreślał prezes Związku Sadowników RP, ważne będzie możliwie sprawiedliwe oszacowanie szkód. W tym procesie ma uczestniczyć także Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Chodzi o weryfikację danych i lepszą ocenę realnych strat.
Związek Sadowników RP chce ten proces wspierać również danymi ze stacji pogodowych. Taki system jest budowany, a docelowo ma pomóc nie tylko w bieżącym reagowaniu, ale także w ograniczeniu roli komisji tam, gdzie straty będzie można potwierdzać na podstawie wiarygodnych danych pogodowych i obserwacji terenowych.
Co musi się zmienić?
Pomoc po klęsce jest potrzebna, bo ma utrzymać gospodarstwo przy życiu. Jednak, jak zaznaczył prezes ZSRP, to tylko jeden z filarów.
Drugim ma być nowy model ubezpieczeń. Obecny system, mimo wysokiego udziału środków publicznych, nie spełnia oczekiwań żadnej ze stron. Niezadowoleni są producenci, towarzystwa ubezpieczeniowe i państwo, które dopłaca do składek.
Zdaniem prezesa ZSRP nowy system powinien być powszechny. Chodzi o to, żeby obejmował jak największą grupę producentów. Tylko wtedy da się lepiej rozłożyć ryzyko szkód. Jedna z propozycji zakłada też odejście od modelu opartego wyłącznie na firmach komercyjnych. Tę rolę mogłaby przejąć instytucja państwowa. Jako przykład Mirosław Maliszewski wskazał KRUS. Jak mówił, trwają przygotowania do założeń takiego projektu.
Bez ochrony produkcji rynek natychmiast wypełni import
Trzecim filarem ma być fizyczne zabezpieczanie sadów przed przymrozkami. I to nie tylko po to, by ratować dochody pojedynczego gospodarstwa. Prezes ZSRP zwracał uwagę, że brak krajowego produktu uruchamia dwa negatywne procesy rynkowe.
Pierwszy to szybkie wejście importu. Rynek działa natychmiast. Gdy brakuje towaru z Polski, pojawia się produkt z zewnątrz. To widać już przy truskawkach, zaczyna być widoczne także przy czereśniach i będzie dotyczyło kolejnych gatunków. Taki import nie jest tylko jednorazowym uzupełnieniem braków. On buduje kanały dostaw, które później mogą zostać na dłużej.
Drugi problem dotyczy eksportu. Po rosyjskim embargu z 2014 roku branża intensywnie szukała nowych rynków zbytu. Chodziło zarówno o kraje bliskie, jak Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry czy Rumunia, jak i o rynki dalsze, m.in. w Azji i poza Europą. Jak podkreślał prezes ZSRP, te kontakty budowano latami. Jeśli w danym sezonie polski dostawca nie ma towaru, odbiorca może szybko zwrócić się do kogoś, kto zapewnia regularne dostawy co roku, a nie tylko wtedy, gdy w Polsce nie ma klęski.
Trzeba wspierać inwestycje w ochronę
Dlatego, obok pomocy i ubezpieczeń, trzeba postawić na techniczne zabezpieczenie produkcji. Prezes ZSRP wymieniał tu kilka rozwiązań: zamgławianie, maszyny wiatrowe, mobilne urządzenia grzewcze i zraszanie nadkoronowe.
Szczególnie dużo miejsca poświęcił wodzie. Zwracał uwagę, że to, co do tej pory wystarczało przy zwykłym nawadnianiu, nie odpowiada już potrzebom ochrony przeciwprzymrozkowej. W takich sytuacjach duże ilości wody muszą być dostępne w bardzo krótkim czasie, czasem w ciągu jednej, dwóch albo trzech nocy. To wymaga zmian w przepisach.
Bez zmian w prawie niewiele się zmieni
W ocenie prezesa ZSRP trzeba zmienić zarówno przepisy dotyczące korzystania z wody, jak i część regulacji związanych z lokalizowaniem urządzeń do ochrony sadów (np. wiatraków.
Jak zaznaczył, Związek Sadowników prowadzi już rozmowy z resortem rolnictwa i z instytucjami odpowiedzialnymi za wdrażanie środków pomocowych, aby w kolejnej perspektywie finansowej pojawiły się dedykowane działania wspierające takie inwestycje. Jednocześnie podkreślał, że bez zmian prawnych nawet dostępne środki mogą nie zostać dobrze wykorzystane.
Retencja i system ostrzegania
W wystąpieniu mocno wybrzmiał także temat retencji. W ocenie prezesa ZSRP Polska nadal traci ogromne ilości wody, która odpływa bez większego pożytku. Dlatego potrzebne są rozwiązania pozwalające zatrzymywać ją wcześniej, już na poziomie rowów, cieków i pojedynczego gospodarstwa, a następnie kierować do zbiorników, które później mogą służyć do ochrony sadów i nawadniania.
Ostatni element to system prognozowania i ostrzegania. Związek Sadowników RP chce rozwijać wiarygodny system oparty na sieci stacji pogodowych. Taki system miałby nie tylko ostrzegać przed zagrożeniem, ale później także pomagać w ocenie skutków przymrozków i podejmowaniu decyzji o pomocy.
Najkrótszy wniosek z tego wystąpienia jest prosty. Doraźne wsparcie po przymrozkach będzie potrzebne, ale nie wystarczy. Jeśli sadownictwo ma utrzymać produkcję i rynki zbytu, musi równolegle dostać nowy model ubezpieczeń, łatwiejszy dostęp do wody, sprawniejszą retencję i realne wsparcie w inwestycje zabezpieczające przed przymrozkami.
