Trzy partie bez zastrzeżeń
Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Łodzi poinformował, że w ubiegłym tygodniu przeprowadzono kontrole czereśni i malin. Sprawdzano jakość, oznakowanie, kraj pochodzenia oraz oznaczenia przy sprzedaży luzem. Jak podano, działania były odpowiedzią na sygnały o dużym imporcie owoców oraz o nieuczciwych praktykach, w tym o przepakowywaniu zagranicznych produktów do polskich opakowań.
Wynik? Skontrolowano trzy partie owoców: dwie partie czereśni i jedną partię malin. Nieprawidłowości nie stwierdzono.
Problem nie znika
Dwie partie czereśni i jedna partia malin. To, że nie wykazano zastrzeżeń nie oznacza jeszcze, że wszystko odbywa się uczciwie i że sadownicy przesadzają, mówiąc o skali importu. Oznaczają tylko tyle, że w trzech sprawdzonych partiach nie stwierdzono uchybień.
To bardzo mało, jeśli zestawić ten wynik z tym, co widzimy w marketach i na rynkach hurtowych. Sytuację na rynku czereśni opisywaliśmy już wielokrotnie. Do Polski trafiały bardzo duże wolumeny owoców z Turcji, Grecji, Serbii, Bułgarii, Węgier i Rumunii.
Sadownicy, którzy sprzedawali swoje owoce na rynkach hurtowych, nieraz mówili również o próbach sprzedaży takich partii jako polskich czereśni.
Temat nie jest zamknięty
Przy tak dużej skali importu i tak dużym napięciu na rynku pytanie nie brzmi dziś, czy jakaś kontrola się odbyła. Pytanie brzmi, czy skala kontroli jest adekwatna do skali problemu.
Dobrze, że kontrole są prowadzone. Ale przy tym, co dziś dzieje się na rynku czereśni, trzy partie to po prostu za mało, by mówić o realnej kontroli nad rynkiem importu.
