Straty są duże, ale na pełne szacunki trzeba poczekać
Jak wyjaśniał podczas spotkania Związku Sadowników RP w Sadkowicach Piotr Zieliński, dziś nie da się jeszcze dokładnie określić, jakie straty po przymrozkach mamy w skali całego kraju. Takie podsumowanie ma zostać przygotowane przez ZSRP po zebraniu i uporządkowaniu danych z różnych rejonów Polski. Już teraz wiadomo jednak, że uszkodzenia są bardzo duże.
Na pełniejszą ocenę trzeba jeszcze poczekać choćby ze względu na opad czerwcowy. Nie wiadomo też, czy opady, jeśli w końcu przyjdą, realnie poprawią sytuację. Brak wilgoci na pewno nie pomaga ani w utrzymaniu szansy na plon, ani w regeneracji drzewek.
Liczyła się nie tylko temperatura, ale też długość przymrozku
Doradca podkreśla, że o skali strat nie decydowała wyłącznie minimalna temperatura. Równie ważne było to, jak długo mróz utrzymywał się na poziomie groźnym dla kwiatów i zawiązków.
Zwraca uwagę, że jeśli mamy dokładne dane pogodowe z danego sadu i znamy fazę rozwojową roślin, można dość precyzyjnie ocenić skalę zagrożenia. Na przykładzie jednej ze stacji pokazywał sytuacje, gdy temperatura około -4,5°C utrzymywała się przez 8 godzin, a innej nocy około -4,6°C nawet przez 10 godzin. Przy tak długim działaniu mrozu dane pogodowe już dziś dużo mówią o tym, czego można się spodziewać w sadach. Jeśli znamy wytrzymałość kwiatów i pąków na mróz, możemy być pewni strat.
Gdzie sady ucierpiały najbardziej?
Lepiej wygląda sytuacja tam, gdzie teren jest pofalowany i występują większe różnice wysokości. W takich miejscach zimne powietrze mogło spływać w dół, więc część sadów miała większą szansę ograniczyć straty. Przykładem jest sandomierskie zagłębie sadownicze.
Gorzej jest na terenach płaskich. Dotyczy to między innymi województw łódzkiego, mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego. W takich rejonach straty są bardziej jednolite i duże. Bardzo poważne uszkodzenia powstały również w rejonie Powiśla Lubelskiego.
Susza osłabiła rośliny przed mrozem
Przymrozki przyszły po bardzo suchym marcu i kwietniu. Według doradcy w wielu miejscach opady sięgały zaledwie 10–20% normy wieloletniej. To oznacza skrajną suszę.
Jeśli w strefie korzeniowej czujniki pokazują około 20% wilgotności, a miejscami jeszcze mniej, rośliny wchodzą w okres przymrozków już osłabione. W takich warunkach skutki mrozu są większe.
Nawet bardzo duży deszcz nie rozwiązałby dziś szybko tego problemu. Nawet opad rzędu 100 mm bardziej groziłby zalaniem i spływem wody, niż spokojnym odbudowaniem zapasu wilgoci w glebie.
Dane z sadów trzeba zbierać szybciej i dokładniej
Właśnie dlatego Związek Sadowników RP chce budować wspólny system lokalnych stacji meteorologicznych razem z sadownikami i Instytutem Ogrodnictwa w Skierniewicach. W tej sieci mają znaleźć się stacje meteorologiczne, czujniki, pułapki elektroniczne i aplikacje zbierające dane z sadów. Chodzi o to, by szybciej oceniać przebieg pogody, presję chorób i szkodników oraz skalę szkód po takich zjawiskach jak tegoroczne przymrozki.
Ten system ma służyć nie tylko do szacowania strat. Ma też pomóc w dokładniejszej ochronie sadów, zwłaszcza pod kątem parcha jabłoni i owocówki jabłkóweczki, oraz w lepszym planowaniu zabiegów w konkretnym sadzie, a nie według jednej średniej dla całego rejonu. Im więcej będzie takich punktów pomiarowych, tym dokładniejszy obraz sytuacji dostaną sadownicy.
