Sad24
StoryEditorOpryskiwacze

Beczka 4000 litrów w opryskiwaczu? To ma sens, ale nie jest dla każdego

Data:  24 luty 2026Autor:
24 luty 2026

Zdaniem Łukasza Dominiaka obawy sadowników o tak duże zbiorniki są nie do końca uzasadnione. Beczka o pojemności 4000 litrów? Oczywiście znajdą się także przeciwnicy takiego rozwiązania.

Zdaniem Łukasza Dominiaka obawy sadowników o tak duże zbiorniki są nie do końca uzasadnione. Beczka o pojemności 4000 litrów? Oczywiście znajdą się także przeciwnicy takiego rozwiązania.

Opryskiwacze? Nie mamy się czego wstydzić

Obserwując dziesiątki profili firm związanych z sadownictwem, zobaczyliśmy nowość w ofercie włoskiej firmy IDEAL, która produkuje opryskiwacze. Chodzi o beczkę o pojemności 4000 litrów. Często zachwycamy się zagranicznymi produktami, nie wiedząc, że mamy bardzo podobne rozwiązania „na miejscu”. Beczka o pojemności 4000 litrów od jakiegoś czasu znajduje się w ofercie Łukasza Dominiaka (opryskiwacz HUSAR). Po raz pierwszy zaprezentował ją jednak dopiero na ostatnich targach TSW w Kielcach. Na marginesie dodaje, że włoskie firmy też mają takie zbiorniki w swojej ofercie nie od wczoraj…

Skąd opór lub strach przed dużymi beczkami?

– Po pierwsze, nie ma się czego bać, a po drugie, pomyślcie o oszczędnościach. Od kogo byście nie kupili opryskiwacza ze zbiornikiem 4000 l, to napełniacie go rzadziej i mniej czasu spędzacie na kursowaniu z sadu do miejsca, gdzie przygotowujecie ciecz roboczą – podkreśla Łukasz Dominiak.

Jego propozycja teoretycznie wydaje się „ogromna”. Zbiornik ma 180 cm szerokości, więc w sadzie o rozstawie 3 metrów z każdej strony zostaje do pni jeszcze około 60 cm. W nowoczesnych nasadzeniach nie prowadzimy drzewek tak szeroko, więc gabaryty nie powinny być problemem, zwłaszcza gdy sadzimy co 3,2 czy 3,5 metra.

Nasz rozmówca dodaje, że przez lata zauważa duży opór ze strony sadowników, kiedy proponuje im większe zbiorniki. Klientom nierzadko wydaje się, że będą potrzebowali od razu 100‑konnego ciągnika, a większa beczka „nie zmieści się” w sadzie. Dziesiątki razy tłumaczył, że te obawy zazwyczaj są nieuzasadnione.

Co z hamowaniem?

Z drugiej strony spytaliśmy także samych sadowników. Nasi rozmówcy podkreślają, że hamowanie już z 2000 l bywa wyzwaniem. Gdy ciągnik i opryskiwacz nie są w jednej osi, siła hamowania wyraźnie „pcha” tył traktora i potrafi być niebezpiecznie. To wszystko zasługa mechaniki płynów – ruch cieczy w zbiorniku przekłada się na dodatkowe siły działające na maszynę.

Konstruktor wyjaśnia, że przy wielu konfiguracjach jego największa beczka może sprawnie działać na jednej osi i bez hamulców. Bez wątpienia większy komfort pracy i bezpieczeństwo uzyskamy jednak przy hamulcach i dwóch osiach. Oczywiście Łukasz Dominiak nie ukrywa, że nie jest to rozwiązanie dla wszystkich.

– Widzę, że sadownicy boją się troszkę „na zapas”. Nowoczesny ciągnik sadowniczy ma nie wyhamować z 5 tonami za nim? Zważmy przyczepki, które jesienią stoją z jabłkami przemysłowymi na punktach skupu za Ursusami C‑330 i C‑360. Wiecie doskonale, że niejedna waży więcej i nikt specjalnie nie przejmuje się hamowaniem – wyjaśnia Ł. Dominiak.

Hit czy kit?

Konstruktor uczciwie zaznacza, że nie jest to rozwiązanie dla każdego gospodarstwa. Nie trzeba od razu posiadać 30 ha sadów czy więcej, ale lepiej, żeby sad był równy, a w gospodarstwie był nieco mocniejszy ciągnik. Niezależnie od producenta, najważniejsza korzyść to oszczędność czasu – mniej dojazdów do miejsca przygotowania cieczy roboczej, mniej przestojów.

Na koniec tradycyjnie zapytamy o zdanie Was, czyli potencjalnych użytkowników takiego rozwiązania.

 

image
Reklama marki IDEAL z mediów społecznościowych firmy
FOTO: Sad24
24. luty 2026 08:33