Sad24
StoryEditor

Kiedyś około tysiąca hektarów. Dlaczego producenci w Bielinach rezygnują z truskawek?

Data:  09 września 2026Autor:
09 września 2026

Kiedyś niemal każde gospodarstwo w Bielinach miało truskawki, a przetwórstwo odbierało ogromną część produkcji. Dziś ten model praktycznie się skończył. Plantatorzy, którzy zostali przy truskawce, przestawili się głównie na deser, ale tu poprzeczka jest znacznie wyżej: potrzeba wody, dokładnej ochrony i jakości, a na rynku trzeba jeszcze konkurować z importem. Nic więc dziwnego, że plantacji z roku na rok jest mniej.

Kiedyś niemal każde gospodarstwo w Bielinach miało truskawki, a przetwórstwo odbierało ogromną część produkcji. Dziś ten model praktycznie się skończył. Plantatorzy, którzy zostali przy truskawce, przestawili się głównie na deser, ale tu poprzeczka jest znacznie wyżej: potrzeba wody, dokładnej ochrony i jakości, a na rynku trzeba jeszcze konkurować z importem. Nic więc dziwnego, że plantacji z roku na rok jest mniej.

O tym, jak zmieniła się produkcja truskawek u stóp Łysicy w Górach Świętokrzyskich, rozmawialiśmy z Andrzejem Bozowskim, który wspólnie z żoną Elżbietą prowadzi gospodarstwo w okolicach Bielin. Pan Andrzej jest również prezesem Stowarzyszenia Producentów „Truskawka Bielińska”.

Truskawka była niemal przy każdym domu

Andrzej Bozowski pamięta zupełnie inne Bieliny. Truskawki uprawiano na około tysiącu hektarów, a plantacja była niemal w każdym gospodarstwie. Przez lata niekwestionowaną specjalnością tego rejonu była ‘Senga Sengana’. Później pojawiły się ‘Honeoye’ i ‘Elkat’, a dziś w okolicznych gospodarstwach zdecydowanie dominuje ‘Rumba’.

Zmienił się jednak nie tylko dobór odmian, ale cały rynek. ‘Senga Sengana’ trafiała przede wszystkim do przetwórstwa. Nasz rozmówca pamięta czasy, kiedy punkty skupu i zakłady zabiegały o miejscowy surowiec. Owoce z Bielin były cenione za smak i wysoką zawartość cukrów, a lokalny mikroklimat tej odmianie wyjątkowo sprzyjał.

Przez lata właśnie przetwórstwo było podstawą produkcji truskawek w tym rejonie. Dziś lokalnych kupców ubywa, a ceny są jedną z największych niewiadomych każdego sezonu.

image
FOTO: Sad24

Przetwórstwo. Raz cena jest, za chwilę jej nie ma

Andrzej Bozowski właśnie w braku stabilności widzi jeden z powodów, dla których plantacji zaczęło ubywać. Przykładem są huśtawki cenowe. Gdy owoców jest mało, przetwórcy płacą więcej, później ceny potrafią szybko spaść. Producent nie ma więc pewności, za ile sprzeda owoce, a przecież wszystkie inwestycje trzeba podnieść wcześniej.

Kiedyś funkcjonowały również umowy kontraktacyjne. Jak wspomina nasz rozmówca, od kilkunastu lat praktycznie ich nie ma. Nie ma więc ceny czy warunków, na których plantator mógłby oprzeć decyzję o kolejnych nasadzeniach.

W rozmowie wracamy do plantacji, które przez lata zniknęły właśnie po kolejnych cenowych huśtawkach. I dlatego część plantatorów po prostu zrezygnowała z uprawy, a część zmieniła profil produkcji na truskawkę deserową.

image
FOTO: Sad24

Senga Sengana została w pamięci. Dziś liczy się deser

Również Elżbieta i Andrzej Bozowscy są dziś nastawieni przede wszystkim na truskawkę deserową i handel bezpośredni. Podobnie robi wielu ich znajomych producentów.

Kupujący oczekują owoców dużych, ładnych i trwałych. Truskawka nie może dobrze wyglądać tylko podczas zbioru. Handlarz chce przewieźć ją dalej, sprzedać tego samego dnia, a jeśli część zostanie – zaoferować ją również następnego.

Tyle że przejście z owoców do przetwórstwa na deser nie rozwiązało wszystkich problemów. Żeby wyprodukować dobry owoc deserowy, trzeba dziś zrobić znacznie więcej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Truskawka deserowa wymaga dziś znacznie więcej

Andrzej Bozowski nie ma wątpliwości, że klimat się zmienił. Także tutaj wiosną coraz większym problemem są przymrozki, później przychodzi susza i upały. Kiedyś w Bielinach plantacje funkcjonowały bez nawadniania. Dziś nie ma już wątpliwości – bez wody można jeszcze coś zebrać, ale jeśli celem jest dobry plon i jakość, nawadnianie staje się koniecznością. Sam producent mówi wprost: „żeby zrobić jakość, ilość, musi być woda”.

Zmieniła się również ochrona. Plantator wspomina, że kilkadziesiąt lat temu skala problemów była nieporównywalnie mniejsza. Dziś presja ze strony chorób i szkodników jest znacznie wyższa. Potrzebna jest wiedza, dokładna ochrona i regularna lustracja plantacji. Jak mówi Andrzej Bozowski, dawniej w Bielinach praktycznie nie mówiło się o części problemów, z którymi plantatorzy mierzą się obecnie.

Do tego trzeba pilnować nawożenia, bo nie każda odmiana reaguje tak samo. Produkcja staje się więc dużo bardziej wymagająca i droższa. A jeśli zabraknie wody albo w niewłaściwym momencie pojawią się choroby czy upał, dobrego owocu deserowego po prostu nie będzie.

image
FOTO: Sad24

Do tego dochodzi import

Na tym problemy krajowego producenta się nie kończą. Andrzej Bozowski szczególnie krytycznie patrzy na początek polskiego sezonu. Naszych owoców jest jeszcze mało, a na rynku są już truskawki z Grecji czy Turcji.

Jeszcze bardziej irytują go sytuacje, w których zagraniczne truskawki są oferowane jako polskie. Sam opowiada o sytuacji z Kielc. Przy jednym ze sklepów zauważył sprzedawane truskawki, które prawdopodobnie pochodziły z Turcji, ale zostały przesypane do polskich koszyków. Kiedy zwrócił na to uwagę, doszło do ostrej wymiany zdań. Dla niego sprawa jest prosta: klient powinien wiedzieć, co kupuje.

Andrzej Bozowski nie ukrywa, że oczekuje w tej sprawie większego zaangażowania państwa. Jego zdaniem dziś krajowi producenci nie mają znaczącej ochrony przed sytuacjami, w których importowany towar trafia na nasz rynek w niekontrolowanych ilościach. – Nie ma żadnego hamulca, żadnej ochrony tej naszej truskawki, jeśli chodzi o rząd – mówi.

image
FOTO: Sad24

Kiedyś sadzili więcej. Dziś likwidują kolejne kwatery

Kiedyś pytanie brzmiało: ile truskawek posadzić? Dziś coraz częściej brzmi: ile jeszcze zostawić?

Również w gospodarstwie państwa Bozowskich truskawek jest mniej. W ostatnim czasie zlikwidowali trzy kwatery, choć – jak mówi pan Andrzej – jedna z nich, z ‘Rumbą’, nadal wyglądała bardzo dobrze. Nowe nasadzenia zostają przede wszystkim tam, gdzie uprawę można prowadzić wygodniej i pewniej. Jedną z kwater założono blisko domu, w miejscu z dostępem do wody.

W ich przypadku dochodzi jeszcze zwyczajnie wiek i zmęczenie ciężką pracą. Żona pana Andrzeja jest już na emeryturze, on sam zamierza przejść na nią w przyszłym roku. W rozmowie mówi wprost, że chce już ograniczać produkcję. Uprawa truskawek nadal go pasjonuje, ale po tylu latach przyznaje też, że fizycznie jest coraz trudniej.

 

Więcej o historii Truskawki Bielińskiej, zmianach na lokalnym rynku i gospodarstwie Elżbiety i Andrzeja Bozowskich będzie można przeczytać jesienią w czasopiśmie „Jagodowe.pl”.

09. wrzesień 2026 18:48