Najpierw lustracja
Jest chłodno, miejscami mroźno, ale to nie pierwsza i nie ostatnia taka noc. Przed nami jeszcze cały kwiecień, a możliwe, że także początek maja, kiedy przymrozki nadal mogą występować. Przecież zdarzały się też przymrozki w czerwcu. Nie zakładałbym więc, że problem mamy już za sobą. Po mroźnej zimie część osób liczyła na to, że wiosenne przymrozki odpuszczą. Nie liczyłbym na taki scenariusz. Bez paniki, bo sezon nie jest tak wczesny jak rok temu, ale rękę na pulsie trzeba trzymać.
Teraz skupiłbym się przede wszystkim na monitoringu i lustracjach. Najpierw trzeba ocenić stan roślin, a dopiero potem planować kolejne ruchy. Na wielu plantacjach, zwłaszcza na zachodzie kraju, rośliny są osłabione po zimie. Tu wsparcie i stała obserwacja będą konieczne. Jeśli pogoda pozwoli, część zabiegów odżywczych wykonałbym w weekend albo zaraz po nim.
Truskawki i borówki
W truskawkach gruntowych uprawianych na płasko sytuacja nie jest jednakowa. Na cięższych glebach rośliny są jeszcze dość uśpione. Na lżejszych glebach wegetacja ruszyła szybciej. Tu zabiegi będą potrzebne, ale ich zakres trzeba dopasować do stanu plantacji.
Po chłodzie w truskawkach skupiłbym się na regeneracji tkanek. Sięgnąłbym po produkty na bazie aminokwasów, łączone z rozwiązaniami wzmacniającymi wiązki przewodzące, takimi jak DrevGo. To powinno pomóc roślinom wrócić do równowagi po stresie.
W borówkach byłbym jeszcze ostrożny. Większe zabiegi odżywcze odłożyłbym o kilka dni. Najpierw chciałbym zobaczyć więcej zielonej tkanki. Dopiero wtedy łatwiej ocenić, jak mocno roślina weszła w wegetację i czego naprawdę potrzebuje.
Teraz porzeczki i agrest
Najwięcej uwagi poświęciłbym teraz porzeczkom, agrestowi oraz tym gatunkom i odmianom, które zbliżają się do kwitnienia albo powoli w nie wchodzą. Tu sam chłód jest tylko częścią problemu. Dochodzi jeszcze pytanie o tempo regeneracji i przebieg kwitnienia.
Tam, gdzie rośliny są blisko kwitnienia, myślałbym już o zabiegach wspierających rozwój generatywny. Nadal swoje miejsce mają klasyczne produkty na bazie alg. Do tego można dołożyć brassinosteroidy, czyli naturalne hormony roślinne, które kierują roślinę w stronę rozwoju generatywnego. Przy chłodnych dniach i w okresie okołokwitnieniowym mogą pomóc zarówno w regeneracji, jak i w samym przebiegu kwitnienia.
Bez wody nic się nie uda
Nie można dziś zapominać o wodzie. Jest sucho i to zaczyna być jeden z ważniejszych problemów. Nawadnianie powinno już pracować tam, gdzie jest taka możliwość. Jeśli gospodarstwo ma fertygację, skupiłbym się na pożywkach fosforowo-potasowych.
Fosfor daje roślinie energię na start, a potas pomaga jej gospodarować wodą. Dlatego te składniki powinny znaleźć się w glebie odpowiednio wcześnie. Przy obecnej pogodzie nie warto z tym czekać do momentu, gdy roślina zacznie pokazywać objawy stresu.
Uwaga na raka bakteryjnego
Ochłodzenia i przymrozki to nie tylko ryzyko uszkodzeń po temperaturze. To także moment, gdy rośnie zagrożenie infekcjami bakteryjnymi, przede wszystkim rakiem bakteryjnym. Najmocniej patrzyłbym tu na grusze i drzewa pestkowe, ale nie zapominałbym też o borówce i malinie. Te rośliny również mogą zostać porażone przez ten patogen.
Dlatego kontynuowałbym zabiegi produktami miedziowymi. Na ten moment stawiałbym na miedź kontaktową, działającą powierzchniowo. Za dwa–trzy dni, gdy rośliny będą bardziej zielone, można myśleć o przejściu na rozwiązania z miedzią aktywną, przez niektórych nazywaną systemiczną. Tu wybrałbym rozwiązanie sprawdzone, bezpieczne i takie, w którym miedź jest kompleksowana, żeby przy wahaniach temperatury nie uszkodzić liści ani pędów.
To dopiero początek
Tak jak mówiłem, nie traktowałbym obecnego ochłodzenia jako jednorazowego epizodu. To raczej moment, w którym trzeba obudzić się do działania. Mamy początek kwietnia, a przed nami jeszcze kilka tygodni, w których pogoda może mocno mieszać. Dlatego dziś najważniejsze są lustracje, ostrożne decyzje gatunek po gatunku, regeneracja po stresie, woda i ochrona przed bakteriami.
