Sam wpis był dobry, ale opublikowany w złym momencie
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przypomniało, że Polska jest liderem produkcji czarnej porzeczki w Unii Europejskiej i że to ważny surowiec dla przetwórstwa. Tego nikt nie kwestionuje. Problemem nie była treść samego wpisu, ale moment jego publikacji.
Pod postem szybko pojawiła się długa polemika. Plantatorzy zwracali uwagę, że po przymrozkach został tylko część plonu, a to, co ocalało, później uszkodziły upały.
Plantatorzy piszą wprost: owoce się ugotowały
W komentarzach wracały te same argumenty. Producenci pisali, że owoce dosłownie ugotowały się na krzewach. Pojawiały się informacje o stratach sięgających 80–90%, o hektarach „upieczonych” plantacji i o sytuacjach, w których nie ma już sensu wjeżdżać w pole, bo porzeczka opadła albo straciła wartość handlową.
Do strat doszła cena poniżej kosztów
Plantatorzy pisali też, że nawet tam, gdzie porzeczka jeszcze została, cena jest poniżej kosztów produkcji. Zwracali uwagę, że na ich owocach zarabiają pośrednicy i zakłady, a producent znowu zostaje z największym ryzykiem.
Tego zabrakło
Plantatorzy nie mają pretensji o to, że ministerstwo dobrze pisze o polskiej porzeczce. Problem w tym, że dziś na plantacjach liczy się co innego: straty po przymrozkach, upałach i gradzie, ceny poniżej kosztów i brak pewności, czy ten sezon da się w jakiś sposób uratować.
Poczytajcie sami i napiszcie, co o tym sądzicie:
