Wszystko przez markety?
Rozmawiając z kilkoma większymi plantatorami borówek, można dojść do wniosku, że aktualna sytuacja rynkowa to wynik wyrafinowanej „gry” marketów. Główną przyczyną spadków miałyby być duże zwroty owoców z centrów dystrybucyjnych w połowie lipca. To od lat – obok importu na początku sezonu – znana technika w krajowym handlu.
Spowodowało to spiętrzenie towaru w grupach i firmach współpracujących z marketami. Każdy handlujący borówkami jest w połowie lipca świadomy, że dostawy w kolejnych dniach będą coraz większe. W efekcie godzi się na niższe ceny i szuka zbytu, żeby nie zostać z kilkoma, kilkunastoma czy kilkudziesięcioma tonami drogich owoców w chłodni.
Następnie wspomniane zwroty, zapasy w chłodniach oraz coraz większe dostawy powodują niższe ceny skupu. Te spadły w poprzednim i bieżącym tygodniu z poziomu blisko 20,00 zł do 10,50–11,00 zł/kg w skupie luzem. Owoce dostarczone w opakowaniach po 300, 400 czy 500 g są zaledwie o 1,00–1,50 zł droższe.
Ceny detaliczne
Szybkie obniżki w skupach bardzo, ale to bardzo powoli docierają na marketowe półki. Konsument zdecydowanie nie odczuwa pozytywnie szczytu sezonu. Z kolei plantatorzy przesyłają nam zdjęcia z marketów, a sami sprawdzamy oferty w aktualnych gazetkach promocyjnych. Wszystko kosztuje: sortowanie, opakowanie, logistyka… Niemniej od skupu do sklepowej półki cena rośnie o 90–175 proc. w przypadku cen promocyjnych.
- Biedronka: trzydniowa promocja po 29 zł/kg. Cena poza promocją to niemal 50 zł/kg.
- Lidl: trzydniowa promocja po 25 zł/kg. Cena poza promocją to niemal 50 zł/kg.
- Dino: cena promocyjna 19,99 zł/kg. Cena poza promocją to 34,99 zł/kg.
- Netto: niemal 26 zł/kg.
Całość wygląda na sprawdzony mechanizm. Raz rynek destabilizuje import tuż przed zbiorami w Polsce, a innym razem masowe zwroty. W tym sezonie import z Serbii częściej trafiał na zachód Europy i do Wielkiej Brytanii. Efekt jest taki sam: spiętrzenie owoców w skupach i spadki cen. Markety kupują owoce taniej, ale nie zawsze obniżają ceny na swoich półkach. Przed takim modelem handlu ostrzegali eurosceptycy na przełomie wieków, gdy byliśmy już w trakcie negocjacji. Dopiero po ponad 20 latach coraz wyraźniej widzimy, że mieli rację.
