Ceny truskawek bez szypułki to dziś najgorętszy temat w branży
Tak jak zapowiadali nieliczni przedsiębiorcy, skup truskawek ruszy tuż przed długim weekendem czerwcowym. Nie będzie to oczywiście początek skupu w całym sezonie, ale pierwszy dzień, w którym do mroźni trafią truskawki bez szypułki. Przez kilka ostatnich dni był to jeden z najważniejszych tematów w branży i bardzo trudno było dotrzeć do konkretnych informacji. Dziś słychać już konkretne stawki, ale nadal widać, że wszyscy uczestnicy rynku sondują sytuację.
Pierwsze firmy przyjmują dziś owoce w województwie lubelskim i mazowieckim. Kolejne ruszają w piątek albo w sobotę. Jeden z naszych rozmówców poinformował o stawkach na poziomie 3,50 zł/kg oraz 5,50 zł/kg w przypadku truskawek bez szypułki. Mamy więc identyczną cenę wyjściową jak rok temu. Potwierdzają ją także kolejni dwaj przedsiębiorcy, choć zaznaczają, że będzie to „około” 5,50 zł/kg albo że jest to najbardziej prawdopodobna cena na jutro, czyli 3 czerwca 2026 roku.
Nie jest to cena odpowiadająca dzisiejszym kosztom produkcji i na pewno będzie krytykowana. Warto jednak przypomnieć, że przed rokiem sytuacja wyglądała podobnie. Podaż szybko zweryfikowała pierwsze oferty i rozpoczął się wyścig o surowiec, który lokalnie przez krótki czas doprowadził do symbolicznego poziomu 10,00 zł/kg.
Niesmaczne uwagi mroźni – polski standard
Rozmawialiśmy dziś z kilkoma przedsiębiorcami, którzy od lat handlują truskawkami przemysłowymi i innymi gatunkami. W tych rozmowach powtarza się podobny schemat. Są przetwórnie, które wprost informują, że w tym sezonie „nie muszą kupować polskiej truskawki, bo mają mrożonkę z Egiptu”.
Pojawiały się też propozycje całkowicie oderwane od realiów, rzędu 4,00 zł/kg za truskawki bez szypułki w zakładzie. Taka stawka miała być dostosowana do cen egipskiej mrożonki. Innymi słowy, po zamrożeniu i zapakowaniu surowca kupionego po 4,00 zł/kg gotowy produkt miałby kosztować tyle samo, co importowane mrożone truskawki z dostawą do Polski.
Wieloletnia praktyka zdążyła już przyzwyczaić branżę do tego rodzaju szantażu ekonomicznego. Takie zapowiedzi trzeba traktować raczej jako próbę psychologicznego wpływania na rynek i plantatorów niż jako rzeczywistą strategię biznesową. Podobne deklaracje słyszeliśmy przez lata. Gdyby rzeczywiście miały się spełniać, co roku na polach zostawałyby tysiące ton owoców. Tak czy inaczej, niesmak po takich rozmowach jest duży.
Równocześnie nie wszyscy działają w ten sposób. Są firmy, które chcą współpracować w bardziej cywilizowany sposób. Ustalają z przedsiębiorcami, że przyjmą owoce we wtorek i środę, a cena za te dostawy zostanie określona w sobotę. Tyle że i takie rozwiązanie jest sprzeczne z polskim prawem. Producent rolny powinien znać cenę w momencie sprzedaży.
Przesuwanie początku skupu – celowa zagrywka?
Znacznie bardziej niepokojąca jest inna praktyka. Większość mroźni planowała rozpocząć pracę w środę albo w sobotę pierwszego tygodnia czerwca. Kolejni rozmówcy mówią nam jednak, że w kilku przypadkach termin ten jest przesuwany na poniedziałek, 8 czerwca.
Jeśli podobnie postąpi kilka dużych albo kilkanaście mniejszych firm, skutek może być tylko jeden. Dostawy zostaną spiętrzone, a celem będzie kupowanie surowca na początku sezonu tak tanio, jak tylko się da.
