Upały zniszczyły porzeczki
Po fali upałów czarne porzeczki dosłownie ugotowały się na krzewach. Pisaliśmy o tym już nieraz i, jak wiemy, nie ma tu przenośni, bo białka w owocach ścięły się jak białko jajka na patelni. Problem najmocniej dotyczy Polski, czyli największego producenta tego gatunku w Europie. Na straty w porzeczkach zwracają uwagę także Francuzi, gdzie pod koniec czerwca temperatura przez wiele dni z rzędu przekraczała 40°C. Jak informują tamtejsze związki rolnicze, upały zniszczyły ponad 50% plonów z 4500 ton porzeczek zbieranych we Francji. Nie ma dziś innego równie znaczącego źródła surowca, dlatego oczy całego rynku są zwrócone na Polskę.
Pogoda zmieniła plany plantatorów i przetwórców
Gdy rozpoczął się skup w Polsce, przetwórnie informowały plantatorów zaraz po fali upałów, że wstrzymują zakup na mrożenie i owoce nadają się wyłącznie na tłoczenie po zbiorze w kisteny. Stało się tak, jak przewidywali wtedy plantatorzy, których odwiedziliśmy w Stryjnie Drugim ostatniego dnia czerwca. Niskie zbiory po przymrozkach i suszy oraz oparzenia słoneczne, w zestawieniu z kontraktami do zrealizowania i stratami w Europie, całkowicie zmieniły podejście do zakupów i podniosły ceny skupu. Przede wszystkim mocno obniżyły też wymagania jakościowe wobec przyjmowanego surowca.
Czarne porzeczki powyżej 10 zł/kg
Sezon 2026 zaczął się od poziomu 4,00–5,00 zł/kg. Później mieliśmy wspomniane zamieszanie i krótką przerwę w skupie. Przebieg pogody sprawił, że w miniony weekend została przekroczona symboliczna granica 10,00 zł/kg. Do zakładów trafiają dziś na mrożenie także takie partie porzeczek, które jeszcze dwa tygodnie wcześniej miały być kierowane wyłącznie na tłoczenie.
Najwyższa potwierdzona przez nas cena wyniosła wczoraj 10,50 zł/kg netto, co daje 11,20 zł/kg brutto dla rolnika ryczałtowego. To oznacza historyczny rekord ceny skupu w Polsce. W 2025 roku cena przekraczała 9,00 zł/kg, ale tej bariery nie udało się przebić.
Patrząc na popyt ze strony przetwórni, trudno dziś zakładać, że w tym sezonie będzie taniej. Otwarte są dwa pytania: do jakiego poziomu zakłady będą jeszcze skłonne podnosić stawki i jak tegoroczny rynek odbije się na przyszłorocznej cenie?
