Coraz częściej mówi się o wykonywaniu zabiegów ochronnych także zimą. W wielu sadach, zwłaszcza w kwaterach odmian podatnych na choroby kory i drewna, może to być dobrze uzasadniony i opłacalny element programu ochrony.
Jeszcze dekadę temu nieraz, trochę złośliwie, słyszeliśmy komentarze, że „niedługo to i zimą będziemy pryskać”. Dziś zabiegi ochronne wykonywane w wybranych odmianach w okresie zimowym przestają być fanaberią, a stają się koniecznością. Wynika to przede wszystkim z łagodnych zim, deszczowej aury i rosnącej presji chorób kory i drewna. Zimowe zabiegi w kwaterach Gali czy Red Deliciousa zaprocentują wyższą zdrowotnością drzew w kolejnych sezonach.
– Zabieg wykonuję dawką 3 kg na hektar. Używam preparatu miedziowego, który zawiera 50% miedzi w formie tlenochlorku miedzi. Do tego dodaję 1 litr zwilżacza na każde 1000 litrów wody. Pracuję przy wydatku 500 litrów cieczy roboczej na hektar – mówi Marcin Piesiewicz.
Ekspert zwraca uwagę na znaczenie pogody i terminu. Środę, 10 grudnia 2025 r., możemy uznać za praktycznie bezwietrzną, a wcześniej przez wiele dni utrzymywała się deszczowa, pochmurna i mglista aura. W efekcie modele chorobowe wskazywały na wysokie ryzyko infekcji patogenów zgorzelowych przez rany na korze. Połowa grudnia to dobry termin na pierwszy tego typu zabieg, a kolejny – w zależności od przebiegu pogody – można zaplanować na styczeń.

