Już raz miało być mniej miejsca na polskie owoce
Przed wprowadzeniem podatku cukrowego ostrzegano, że nowe przepisy uderzą w sadowników i ograniczą zapotrzebowanie na krajowe owoce. Po wejściu opłaty w życie producenci zaczęli jednak zmieniać receptury tak, żeby korzystać z przewidzianych w przepisach preferencji. Jednym ze sposobów było zwiększanie udziału soku. Na sytuację na rynku wpływało oczywiście więcej czynników, ale sam podatek sprzyjał recepturom z większą ilością soku. Dziś potwierdza to Ministerstwo Finansów. W uzasadnieniu nowego projektu resort pisze, że producenci dodawali odpowiednią ilość soku, zmniejszali zawartość cukru, a część cukru zastępowali słodzikami. Dzięki temu napój mógł korzystać z wyłączenia z opłaty.
I właśnie możliwość korzystania z tego wyłączenia przy jednoczesnym stosowaniu słodzików rząd chce teraz ograniczyć.
Co zmieni się dla napojów z sokiem?
Rząd przyjął projekt zmian w opłacie cukrowej, które mają obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku. Dla sadowników najważniejsze jest to, co stanie się z napojami zawierającymi sok. Udział 20 proc. soku nadal ma znaczenie. Projekt nie likwiduje tej preferencji, ale zmienia warunki korzystania z pełnego wyłączenia z opłaty. Napój zawierający co najmniej 20 proc. soku i nie więcej niż 5 g cukrów w 100 ml nadal będzie mógł korzystać z wyłączenia, jeśli nie zawiera słodzików, kofeiny ani tauryny.
Osobna zmiana dotyczy koncentratów do przygotowywania napojów, dla których projekt przewiduje stawkę 3 zł za litr lub kilogram. Nie chodzi jednak o 100-procentowy koncentrat soku jabłkowego. W uzasadnieniu projektu Ministerstwo Finansów zaznacza, że 100-procentowe koncentraty soków nie będą objęte tą opłatą.
Skąd więc straszenie?
W publikacjach branżowych pojawia się prognoza, że po podwyżce opłaty część napojów zdrożeje, ich sprzedaż spadnie, a producenci będą potrzebowali mniej krajowych owoców i warzyw. Taki scenariusz jest możliwy. Jeżeli wyższe ceny rzeczywiście ograniczą sprzedaż, może to oznaczać również mniejsze zapotrzebowanie na sok i koncentrat.
Nie jest jednak przesądzone, że właśnie tak zareaguje rynek. Producent może ograniczyć udział soku, ale może też zrezygnować ze słodzika i nadal zachować co najmniej 20 proc. soku oraz wyłączenie z opłaty, jeśli napój spełni pozostałe warunki. Producenci mogą też zmieniać receptury w inny sposób, żeby ograniczyć skutki nowej opłaty. Dziś nie wiemy, w którą stronę pójdą i jak zareagują konsumenci.
Podobne alarmy już słyszeliśmy
To nie pierwszy raz, kiedy przy podatku cukrowym sadownicy słyszą o możliwym spadku skupu. Tak było przed jego wprowadzeniem. Podobna dyskusja wróciła pod koniec 2022 roku, kiedy również pojawiały się ostrzeżenia o problemach dla sadowników. Kilka tygodni później Ministerstwo Finansów wydało komunikat, w którym wyjaśniło, że procedowany wtedy projekt nie obejmuje opłatą nowych produktów i nie likwiduje preferencji dla napojów zawierających minimum 20 proc. soku.
Tym razem zmiany są większe. Stawki rzeczywiście mają wzrosnąć, a część napojów korzystających dziś z wyłączenia będzie musiała zapłacić opłatę. Może to wpłynąć na receptury i zapotrzebowanie na sok. Nie ma dziś podstaw, żeby przesądzać, że zmiany automatycznie zmniejszą zapotrzebowanie na polskie owoce. Projekt może skłonić producentów do ograniczania udziału soku, ale może też wywołać kolejną falę zmian receptur – tym razem polegających np. na rezygnacji ze słodzików. Sam rząd w ocenie skutków projektu zakłada, że przedsiębiorcy mogą zmieniać receptury i rezygnować ze składników, przez które napój podlega opłacie.
