Gdzie sprzedaliśmy borówki w lipcu?
Lipiec to szczyt sezonu polskich borówek. Trwają wtedy przede wszystkim zbiory odmian Duke i Bluecrop. Razem z sierpniem to także od lat okres intensywnego eksportu. Pełne dane za lipiec, które praktycznie nie zawierają reeksportu, każą zadać kilka pytań. O przyczynach tych zmian mówi nam Marceli Dubczyk, prezes SPPB.
Na przestrzeni lat widzimy, że nasz lipcowy eksport rósł do 2024 roku. Zatrzymanie trendu wzrostowego członkowie SPPB tłumaczą przede wszystkim rosnącym popytem krajowym. Dla części producentów sprzedaż w kraju bywa bardziej atrakcyjna niż eksport.
Spójrzmy na dane. W lipcu tego roku wysłaliśmy poza granice Polski łącznie ponad 4800 ton borówek. To mniej niż w każdym lipcu z czterech poprzednich lat.
Dość stabilna jest również średnia cena każdego wyeksportowanego kilograma. W tej dekadzie nie spadła poniżej poziomu 20,00 zł/kg. Głównymi odbiorcami niezmiennie pozostają Wielka Brytania, Niemcy i Holandia.
Pogoda i zmiana struktury odmian
– Oczywiście przymrozki miały wpływ na sezon i wysyłki, ale w przypadku lipca nie stawiałbym ich na pierwszym miejscu. Duke, który jest trzonem lipcowych wysyłek, aż tak nie ucierpiał w skali kraju. Bardziej ucierpiał Bluecrop, a jego zbiory nierzadko przesunęły się na sierpień, więc to raczej w tej sekwencji wydarzeń upatrywałbym przyczyny – wyjaśnia nam Marceli Dubczyk, prezes SPPB.
Przymrozki to nie wszystko. Były jeszcze upały z końca czerwca, które nieco opóźniły dojrzewanie, chłodniejszy lipiec i niedobór opadów. Mniejsze zbiory dotyczą także takich odmian jak Spartan i Patriot, których owoce były dodatkiem do wysyłek Duke’a, ale plantatorzy systematycznie zmniejszają powierzchnię ich nasadzeń.
Ponadto od lat widzimy systematyczny trend inwestowania w odmiany późniejsze, co siłą rzeczy będzie rozciągało sezon i sprawi, że jego eksportowy szczyt będzie mniej widoczny.
Brakuje stabilizacji cen dla plantatorów
– Średnie ceny eksportowe są dosyć stabilne od lat, ale stabilnie jest też na całym świecie. Mniej więcej do 20 lipca utrzymują się na wysokim poziomie, później nieco spadają. Tak samo jak w przypadku wielu innych gatunków zależymy od sytuacji globalnej i załączony wykres najlepiej to potwierdza. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że do pełni szczęścia brakuje nam stabilizacji stawek oferowanych plantatorom, chociaż w tym wypadku winowajcę potrafimy wskazać bez problemu – podsumowuje nasz rozmówca.
