To nie są zwykłe obicia
Na temat wczorajszego gradobicia na Sandomierszczyźnie rozmawialiśmy także z jednym z sadowników, który prowadzi gospodarstwo w rejonie Kleczanowa, w gminie Obrazów. To jeden z obszarów najmocniej dotkniętych przez grad.
Nasz rozmówca zwraca uwagę, że gradobicie w jego sadzie miało nieco inny charakter. Jak wyjaśnia, gradziny były nie tylko bardzo duże. Miały ostrą, nieregularną strukturę. W jego ocenie właśnie to, nawet przy niewielkim wietrze, przesądziło o skali uszkodzeń. Tam, gdzie grad uderzył w owoc, nie kończyło się na lekkim śladzie na skórce.
Sadownik przeprowadził dziś lustrację swoich kwater i zaznacza, że nie można powiedzieć, że uszkodzone zostało każde jabłko. W jego sadzie problem polega na czymś innym – tam, gdzie gradzina już trafiła w owoc, uszkodzenia są bardzo poważne. Są to głębokie rany i ubytki miąższu.
Część jabłek nie dotrwa do zbiorów
Jak ocenia nasz rozmówca, takich jabłek nie uda się już uratować. Ze względu na głębokie rany część owoców nie dotrwa do zbiorów i wkrótce opadnie z drzew. Niestety, uszkodzenia nie dotyczą wyłącznie samych jabłek. Punktowo grad uszkodził także korę na pędach i przewodnikach.
Sadownik mówi również, że spotkał się z opiniami, że jabłka po gradobiciu i tak będą mogły trafić na rynek. Nie zgadza się z tymi komentarzami patrząc na skalę uszkodzeń w swoim sadzie...
