Szanowni Państwo,
piszę ten list jako absolwent Wydziału Ogrodniczego SGGW, człowiek od lat związany z ogrodnictwem i prowadzący rodzinne gospodarstwo sadownicze, ale przede wszystkim jako ktoś głęboko zaniepokojony tym, co dzieje się dziś z kształceniem ogrodniczym w Polsce. I nie chodzi już tylko o niepokój. Chodzi o wrażenie cichej, powolnej agonii, która odbywa się niemal bezgłośnie, jakby wszyscy wokół bali się nazwać problem po imieniu.
Niedawno uczestniczyłem w obchodach 110-lecia ogrodnictwa w SGGW. Było to wydarzenie ważne, dostojne, pełne historii i wspomnień. Ale właśnie wtedy przyszła do mnie myśl szczególnie bolesna: czy nie było to ostatnie tak wielkie święto ogrodnictwa w takim kształcie? Czy nie celebrujemy właśnie końca pewnej epoki, zamiast realnie ratować jej przyszłość?
To, co dzieje się dziś, jest alarmujące. W Lublinie czy Poznaniu na ogrodnictwie studiuje zaledwie kilkunastu studentów. W Warszawie SGGW w praktyce likwiduje wydział ogrodniczy, pozostawiając ogrodnictwo jedynie jako kierunek studiów. To nie są kosmetyczne zmiany. To są symptomy procesu, którego wszyscy zdają się nie zauważać albo nie chcą zauważać. I właśnie to boli najbardziej.
Boli mnie nie tylko sam stan rzeczy, ale też cisza, jaka wokół tego panuje. Niepokoi mnie, że tak niewiele głosów płynie dziś z uczelni, instytutów i środowisk związanych z ogrodnictwem. Jak to możliwe, że wobec tak poważnego kryzysu mówi się tak mało? Dlaczego nie rozbrzmiewa alarm? Dlaczego nie ma głośnej, jednoznacznej debaty o tym, że nauki ogrodnicze w Polsce mogą umierać na naszych oczach? To milczenie jest niemal równie przerażające jak sam kryzys.
Bo przecież problem nie kończy się na braku studentów. Jeśli młodzi nie wybierają tych studiów, to za chwilę nie będzie komu przejąć gospodarstw, sadów, szklarni, firm i dorobku całych rodzin. Nie będzie następców. Ale nie będzie też nauczycieli. Zabraknie doświadczonej kadry dydaktycznej, która przez lata budowała poziom tych studiów, wychowywała kolejne pokolenia i przekazywała wiedzę, której nie da się zastąpić żadnym folderem promocyjnym ani urzędowym komunikatem. Bez kadry nie ma uczelni. Bez studentów nie ma kadry. A bez tego wszystkiego nie ma przyszłości.
I trzeba wreszcie zapytać głośno: dlaczego młodzi ludzie nie chcą studiować ogrodnictwa? Dlaczego ten kierunek, tak potrzebny polskiej gospodarce i rolnictwu, tak bliski praktyce i nowoczesności, stał się dla nich niewidzialny? Czy winne są stereotypy? Brak promocji? Niski prestiż? A może po prostu przez lata pozwalaliśmy, by nauki ogrodnicze spychano na margines, aż dziś wszyscy udają zdziwienie, że nie ma chętnych?
Być może odpowiedź jest jeszcze bardziej gorzka. Być może kierunki ogrodnicze tracą atrakcyjność także dlatego, że przy braku środków i konieczności walki o punkty w ministerialnych rankingach zaczynają być prowadzone w sposób coraz mniej ciekawy, coraz bardziej schematyczny, coraz mniej związany z realną praktyką. A może problem leży również gdzie indziej: młodzi ludzie uczą się nowoczesnego sadownictwa czy warzywnictwa w gospodarstwach swoich rodziców, u znajomych z branży, od praktyków, którzy naprawdę nadążają za zmianami. Na uczelnię idą już nie po nowe doświadczenie, lecz po dyplom. Bo tam często nie dowiadują się niczego, czego nie wiedzieliby wcześniej. Technologia uprawy po prostu wyprzedziła program nauczania.
Jeśli ten proces będzie trwał dalej, może nadejść moment, w którym w Polsce zostanie tylko jedno miejsce, gdzie będzie można studiować ogrodnictwo. Jedno. A może nawet i tego jednego miejsca zabraknie. W kraju o tak bogatej tradycji ogrodniczej byłby to nie sukces reorganizacyjny, lecz katastrofa edukacyjna i branżowa.
Nie możemy dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Nie możemy godzić się na to, by szkolnictwo ogrodnicze gasło po cichu, bez debaty, bez sprzeciwu, bez obrony. To nie jest zwykła zmiana strukturalna. To jest powolne wycofywanie się z odpowiedzialności za przyszłość całej dziedziny.
Jeśli dziś nikt z uczelni, instytutów i środowisk ogrodniczych nie powie tego głośno, to jutro może już nie być czego ratować.
Z niepokojem i rozgoryczeniem,
absolwent Wydziału Ogrodniczego SGGW
sadownik
