Mechaniczne po zbiorach zamiast pośpiechu zimą
Mateusz Nowacki, który prowadzi swoje sadowniczo‑jagodowe gospodarstwo niedaleko Czerska, od kilku lat wykonuje cięcie mechaniczne jesienią, zaraz po zbiorach. W jego gospodarstwie standardem stało się rozpoczynanie korekty dopiero w lutym, czasem na początku marca. Wtedy pogoda jest zwykle stabilniejsza, a ryzyko skrajnych spadków temperatury – mniejsze. Jednak ze względu na tegoroczne warunki pogodowe, w tym roku nie rozpoczął jeszcze korekty.
Sadownik podkreśla, że nie ma powodu spieszyć się z cięciem, skoro pogoda nadal nie jest pewna. Po pierwsze – przy silnych mrozach taka praca jest po prostu mało komfortowa. Po drugie – pojawia się obawa o możliwe przemrożenia i osłabienie drzew, zwłaszcza że prognozy wcale nie wykluczają, iż z mrozami będziemy mieć do czynienia również w kolejnych tygodniach.
Scenariusze mogą być różne
Być może w tym roku termin korekty trzeba będzie jeszcze bardziej przesunąć – czas pokaże. Może się też okazać, że po takiej zimie i po tak dużych mrozach (w tej lokalizacji temperatura spadła do –27°C) korektę trzeba będzie przeprowadzić bardzo delikatnie. Nie jest wykluczone, że podstawa pąka została uszkodzona, co przyczyni się do dużego opadu.
W najgorszym przypadku, jeśli na jakimś stanowisku drzewa zostaną poważniej uszkodzone, konieczne może być wykonanie silniejszego cięcia w starszym drewnie, aby pobudzić je do wzrostu i regeneracji. Scenariuszy jest wiele...
Jak było wcześniej: więcej ręcznej pracy
Mateusz Nowacki przypomina, że gdy dominowały starsze nasadzenia na podkładkach typu M7, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Drzewa były większe, korony rozbudowane, a cięcia ręcznego zdecydowanie więcej niż dziś.
Nie korzystano jeszcze z cięcia mechanicznego, a część kwater po prostu się do niego nie nadawała. W efekcie z cięciem trzeba było startować już na przełomie roku, żeby wyrobić się przed ruszeniem wegetacji. Zimą praca szła pełną parą, niezależnie od pogody.
Dzisiaj, przy nowych nasadzeniach i innym sposobie prowadzenia drzew, takiego pośpiechu już nie ma. Jesienne cięcie mechaniczne oraz regulacja wzrostu w sezonie pozwalają przesunąć główne prace na późniejszy, bezpieczniejszy termin.
Gęste nasadzenia i karłowe podkładki
Takie podejście wiąże się ze zmianą struktury nasadzeń. W ostatnich latach w sadzie pojawiły się gęste nasadzenia na karłowych podkładkach. W sezonie wegetacyjnym siła wzrostu jest dodatkowo ograniczana przez zabiegi z użyciem proheksadionu wapnia.
W tak prowadzonym sadzie zimą nie ma już tak dużej masy drewna do usunięcia. Regularne, coroczne cięcie mechaniczne wyraźnie ogranicza siłę wzrostu drzew, więc w zimie zostaje przede wszystkim typowa korekta, a nie ciężkie prześwietlanie całych koron.
Cięcie przy silnych mrozach
Mateusz Nowacki zwraca uwagę, że nawet kiedy mieliśmy do czynienia z bardzo silnymi mrozami, w terenie można było zaobserwować wielu sadowników wykonujących cięcie zimowe. W jego ocenie w dużej mierze wynika to z organizacji pracy.
Jeżeli ktoś tnie sad sam, może dopasować termin do własnego kalendarza i warunków pogodowych. Gdy korzysta z usług zewnętrznych ekip, jest uzależniony od ich harmonogramu. Firmy mają swoich stałych klientów i jadą po kolei.
Odmowa terminu z powodu mrozu może oznaczać wypadnięcie z kolejki i przesunięcie prac na dużo później. Dlatego w wielu gospodarstwach prace związane z cięciem były intensywne nawet przy styczniowych mrozach.
Mateusz Nowacki przyznaje, że sam ma obawy przed wykonywaniem dużej części cięcia w takich warunkach. Przy obecnym typie nasadzeń woli z korektą poczekać do momentu, kiedy ryzyko skrajnych mrozów będzie mniejsze.

