SAD24
StoryEditor

Nie chcą już palić ognisk przez całą noc. W czereśniach stanął wiatrak przeciwprzymrozkowy

Data:  16 kwiecień 2026Autor:
16 kwiecień 2026

W gospodarstwie państwa Jarosławskich pod Płońskiem zamontowano drugi taki wiatrak przeciwprzymrozkowy w Polsce. Jak tłumaczy Damian Jarosławski, wybór nie był przypadkowy – to właśnie w czereśniach przymrozki i późniejsze deszcze najczęściej zabierają plon.

W gospodarstwie państwa Jarosławskich pod Płońskiem zamontowano drugi taki wiatrak przeciwprzymrozkowy w Polsce. Jak tłumaczy Damian Jarosławski, wybór nie był przypadkowy – to właśnie w czereśniach przymrozki i późniejsze deszcze najczęściej zabierają plon.

To włoska maszyna elektryczna marki Aria, w tym przypadku zasilana agregatem, która ma chronić sad czereśniowy. Sadownicy postawili na urządzenie z silnikiem o mocy 25 kW, zamontowanym na szczycie wieży. To napęd bezpośredni, bez przekładni kątowych i skrzyni biegów, co ogranicza straty mocy. Zużycie paliwa w przypadku generatora szacowane jest na około 8 litrów na godzinę.

image
Piotr i Damian Jarosławscy
FOTO: K. Pajewski

Rodzinne gospodarstwo

Państwo Jarosławscy prowadzą rodzinne gospodarstwo sadownicze. Pracują w nim wspólnie rodzice i dwóch braci – Damian i Piotr. W strukturze upraw są jabłonie, grusze, czereśnie i truskawki.

Całe gospodarstwo ma około 28 hektarów. Samej czereśni, licząc starsze i młode nasadzenia, jest około 7 hektarów. Jedna z dwóch działek, na których rośnie ten gatunek, ma 3,5 hektara i tam rośnie wyłącznie czereśnia. W drugiej lokalizacji areał jest podobny.

image
FOTO: K. Pajewski

Najwięcej jest Kordii

Jeśli chodzi o odmiany, najwięcej w sadzie jest Kordii, Carmen i Reginy. Są też wcześniejsze odmiany, jak Kasandra, trochę Burlata i Summita, a z późniejszych między innymi Tamara.

Pan Damian nie ma wątpliwości, która odmiana nadal wygrywa. Jego zdaniem numerem 1 wciąż jest Kordia. Decydują o tym wygląd, smak, jakość owoców i trwałość w obrocie. Jak mówi, mimo wielu nowych odmian Kordia nadal jest bardzo trudna do zastąpienia.

image
FOTO: K. Pajewski

Nowości jeszcze za młode

W gospodarstwie są też młode nasadzenia kilku nowych odmian z serii Sweet. Na razie to jednak zbyt wczesny etap, żeby wyciągać dalej idące wnioski. Drzewa są młode, zbiory były jeszcze małe i trudno dziś ocenić, jak te odmiany będą się sprawdzały w handlu.

Pierwsze obserwacje już jednak są. Pan Damian mówi, że w tych odmianach mocniej widać podatność na choroby. To będzie wymagało większej uwagi w kolejnych latach.

image
FOTO: K. Pajewski

Dlaczego wiatrak stanął w czereśniach

Pytamy, dlaczego wiatrak stanął właśnie w sadzie czereśniowym, a nie w gruszach. Odpowiedź jest prosta. Czereśnia jest bardziej wrażliwa. To, czego nie zniszczy mróz, często później zabierają choroby. Właśnie dlatego inwestycja trafiła tutaj.

Sadownicy zwracają też uwagę na skalę możliwych strat. Jedna mroźna noc i przykładowe 40% uszkodzeń oznacza plon mniejszy o 40%. Ponadto w ostatnich latach zdarzało się, że przymrozki w tym miejscu skutecznie obniżały plonowanie.

Ogniska to za duży wysiłek

Do tej pory przy przymrozkach w czereśniach często trzeba było palić ogniska. Jak mówi pan Damian, to rozwiązanie bardzo pracochłonne i męczące. Trzeba wcześniej przygotować opał, później przez całą noc pilnować ognia, a rano zamiast odpocząć trzeba szykować wszystko od nowa na kolejną noc.

Jeśli temperatura spada od godziny 22 czy 23 i mróz trzyma do rana, sadownicy zostają w sadzie przez 8–10 godzin. Przy kilku nocach z rzędu robi się z tego ogromny wysiłek. Dlatego wiatrak ma przede wszystkim zmniejszyć straty, uprościć logistykę i obniżyć koszty samej ochrony.

image
FOTO: K. Pajewski

Jedna maszyna, prostsza logistyka

W tym konkretnym miejscu znaczenie miała też logistyka. Wiatrak stanął w kwaterze, gdzie jedna maszyna ma szansę dobrze spełnić swoje zadanie. Trzeba też podkreślić, że mimo ceny urządzenia i jego ograniczeń taki system wygrywa logistycznie z innymi formami ochrony.

Jak zaznacza sadownik, przy ogniskach trzeba być w sadzie całą noc. Piecyki to jeszcze trudniejsza logistyka przy większym obszarze. Przy wiatraku również trzeba kontrolować, czy wszystko działa prawidłowo, ale w jednym miejscu i na obszarze 5–7 hektarów. To zupełnie inna skala pracy własnej.

Nie tylko przymrozki

Państwo Jarosławscy liczą też na przydatność tej maszyny po długich deszczach, kiedy trzeba szybciej osuszyć drzewa i owoce. Obok ograniczenia pękania liczą również na mniejszą presję chorób.

To może mieć duże znaczenie zwłaszcza przy ograniczaniu pękania czereśni. W ostatnich latach właśnie deszcze przed zbiorem mocno psuły plon, szczególnie na późnych odmianach. Jak mówi pan Damian, przez dwa ostatnie sezony pięknie zapowiadająca się Regina kończyła ze znacznymi stratami, bo owoce pękały i nie nadawały się do handlu.

image
FOTO: K. Pajewski

Wiatrak ma dać więcej niż jedną funkcję

Skoro wiatrak już stoi, powinien pracować nie tylko przez kilka nocy w roku, ale przydawać się także w innych trudnych momentach sezonu.

– Im więcej razy maszyna zadziała na naszą korzyść, tym szybciej zwróci się inwestycja – podsumowuje z uśmiechem pan Damian.

image
FOTO: K. Pajewski
16. kwiecień 2026 09:15