Od gradobicia do tłoczni
W centralnej części kraju, w miejscowości Kałęczew, znajduje się rodzinna tłocznia „Wiatrowy Sad”. Co zaskakujące, właścicieli do decyzji o rozpoczęciu przetwórstwa nikt nie namówił ani nie zainspirował. Zrobiła to pogoda, a dokładnie dotkliwe gradobicie z 2010 roku, które uszkodziło wówczas zdecydowaną większość owoców. Jabłka miały trafić na rynek jako owoce deserowe.
Samo gospodarstwo, które jest zapleczem surowcowym tłoczni, ma dziś 17 ha, z czego 12 ha stanowią jabłonie. Są też wiśnie i śliwy. Nadal są tu produkowane jabłka deserowe. Te trafiają na rynek poprzez pobliską grupę Elita.
– Cała produkcja sadownicza syna to dziś technologia zero pozostałości. Ma certyfikat GLOBALG.A.P. Jabłka, a także wytłoczone z nich soki, mają certyfikat „Jakość Tradycja”. Soki są również na liście produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. To nasz fundament, ponieważ od lat oferujemy produkt najwyższej jakości – mówi nam Grażyna Wiatr.
Markety i edukacja konsumenta
Od 2010 roku tłocznia urosła i zwiększył się asortyment oferowanych soków. Produkty, a także ich zastosowania kulinarne, są regularnie promowane w mediach społecznościowych tłoczni. Nasi rozmówcy podkreślają, że to potężne narzędzie docierania do klientów. Uczciwie też dodają, że początkowo nie do końca wierzyli w siłę internetu.
– Chociaż dziś mamy w ofercie niemal 100 smaków, to wciąż jesteśmy małą, rodzinną firmą – podkreśla nasza rozmówczyni.
Pani Grażyna wyjaśnia, że pomimo wszechobecności internetu zdobycie nowych klientów nie jest proste. Mówimy o produkcie, który nie jest artykułem pierwszej potrzeby i który jest ogólnodostępny.
– Staramy się natomiast uświadamiać konsumentów, że nasze soki to nie to samo co tańszy sok z marketów. Nadal zdarzają nam się rozmowy, w których konsumenci nie są świadomi różnic między sokiem NFC a sokiem odtworzonym z koncentratu. Ta edukacja to też jakaś część naszego biznesu – dodaje.
Prawie 100 smaków w ofercie
Produkcja w mniejszej skali i certyfikaty podkreślające jakość oznaczają, że nie jest to produkt masowy czy bardzo tani. Najwięksi gracze w handlu detalicznym naciskają przede wszystkim na ceny, a po soki z tej tłoczni zgłaszali się kupcy z marketów.
– Negocjacje zazwyczaj kończyliśmy bardzo szybko. Przed zetknięciem się z tym kanałem zbytu nie byłam świadoma, że wizję ogromnej sprzedaży i perspektyw trzeba okupić absolutnie minimalną marżą. Skupiamy się na sprzedaży internetowej i przeróżnych wydarzeniach plenerowych – wyjaśnia G. Wiatr.
Ogromna paleta smaków
– Trendy konsumentów zmieniają się i szukają oni nowych smaków. Niemniej nadal najlepiej sprzedającym się produktem jest podstawowy sok jabłkowy. Nasza paleta jest jednak znacznie większa – kontynuuje nasza rozmówczyni.
Wspominaliśmy już o blisko 100 różnych smakach. Najmniej oczywistymi niech będą połączenia jabłko + jęczmień czy jabłko + owies. Sama produkcja nie jest kłopotliwa. Przykładowo, w sierpniu kupowana jest partia aronii i trafia ona do większych beczek. Jabłka tłoczone są przez cały rok. Mała skala produkcji pozwala na wyprodukowanie danego dnia partii niszowego smaku z połączenia soków. Taka partia 1000 czy 3000 butelek wystarcza później na rok sprzedaży. Kłopotliwe jest natomiast magazynowanie odpowiednio dużego asortymentu.
Czas na eksport?
Niedawno „Wiatrowy Sad” był wystawcą na paryskich targach SIAL 2026. Wyjazd był dofinansowany z funduszy województwa łódzkiego. Polskie soki owocowe jakości premium w paryskich czy szerzej francuskich delikatesach? Trzymamy kciuki za sukces i nowe relacje biznesowe.
