Większe zamówienia na jabłka
Na rynku jabłek nie widać znaczącej poprawy, choć można doszukać się kilku mniejszych pozytywów. Jednym z nich są większe zamówienia, jakie spłynęły do grup i eksporterów po świętach wielkanocnych. – Nie do końca wiem, z czego wynikają większe zamówienia, ale są faktem. Być może spowodował to krótszy tydzień? Niestety większe zamówienia nie dotyczą marketów – wyjaśnia nam Jakub Krawczyk z Appolonii. Prawdopodobnie dane PIORiN za kwiecień będą przypominały te marcowe. Główną osią handlu będzie eksport na szeroko rozumiany Wschód.
Nadal duża podaż
Na rynku nie ma dziś odmiany, której brakowałoby lub której zakup byłby wyzwaniem. Podaż jest duża, a dostępność – z punktu widzenia eksporterów – bardziej niż satysfakcjonująca. Jedynym wyjątkiem jest Red Delicious. Nie brakuje natomiast sytuacji, w których firmy otrzymują od sadowników oferty sprzedaży. Zdarza się, że są one atrakcyjniejsze cenowo od oficjalnych cenników skupu. – Właśnie dlatego nie widzę rynkowych powodów do wzrostu cen w najbliższej przyszłości – dodaje nasz rozmówca.
Wschód kupuje bardzo dużo
– Drugiego pozytywu dopatruję się w kierunku wschodnim. Kazachstan, Białoruś, ale też Uzbekistan nadal kupują dużo. Białorusini kupują jabłka także bezpośrednio z gospodarstw – kontynuuje pan Jakub. W jego opinii dzięki temu kierunkowi uda się zagospodarować do końca sezonu wszystkie jabłka odmian Red Jonaprince, Idared czy Golden Delicious.
Jeśli spojrzymy na marcowy eksport, to zobaczymy, że 11 000 ton pojechało do Kazachstanu, 6100 ton do Białorusi i 2100 ton do Uzbekistanu. Jest jeszcze stabilny rynek mongolski. Razem to ponad 20 tysięcy ton. W perspektywie są jeszcze większe wysyłki na Ukrainę. Dlatego to kolejny pozytyw, który, zdaniem eksperta, uchroni nas przed masową sprzedażą do przetwórstwa latem.
Dalekie rynki? Tu dominuje niepewność
Polskie jabłka, które dryfowały na morzu, dotarły ostatecznie do odbiorców. Pomogły inne porty, przeładunki i transport drogą lądową. Niestety wiązało się to z dodatkowymi kosztami. W eksporcie do krajów Zatoki Perskiej nadal dominuje niepewność. Te same problemy mają dziś eksporterzy z południowej półkuli. – Dla nas to nie jest główny rynek zbytu, ale Włosi mają więcej powodów do niepokoju. Co stanie się, gdy ich jabłka, bez dostępu do tych rynków, będą bardziej konkurowały z naszymi? Tego scenariusza też przecież nie można wykluczyć – zastanawia się Jakub Krawczyk.
Nasz rozmówca zauważa, że wysyłki do tamtej części świata co jakiś czas są obciążone problemami. Tylko w tej dekadzie mieliśmy pandemię, zerwane łańcuchy dostaw, ataki Huti na Morzu Czerwonym, a teraz wojnę z Iranem.
Jako ciekawostkę dodaje, że nasze jabłka docierają do Indii. Ostatnie kontenery ruszyły w tę długą trasę w pierwszych dniach kwietnia. Jednak dziś wysyłka z Polski to przede wszystkim bardzo duże ryzyko jakościowe.
