Sad24
StoryEditor

Start wegetacji w sadach – wolniej nie znaczy gorzej. Komentarz dr Krzysztofa Gasparskiego

Data:  17 luty 2026Autor:
17 luty 2026

Na wiosnę się nie zanosi. Ale zdaniem dr Krzysztofa Gasparskiego (Ampol-Merol), z punktu widzenia kondycji drzew po srogiej zimie, to dobry scenariusz.

W jaki sposób drzewa wybudzają się po zimie?

Dr Krzysztof Gasparski zwraca uwagę, że moment ruszenia wegetacji nie jest prostą reakcją na pierwsze ciepłe dni. Drzewa przechodzą zimą przez stan spoczynku głębokiego (spoczynku bezwzględnego). W tym okresie pąki nie zareagują na wyższe temperatury, ponieważ muszą najpierw „odrobić” określoną dawkę chłodu. Wymagana liczba godzin w niskiej temperaturze jest cechą odmianową. Dopiero po spełnieniu potrzeb chłodu roślina przechodzi w stan spoczynku wymuszonego (spoczynku względnego). Wtedy pąki są już fizjologicznie gotowe do wznowienia wzrostu, ale blokuje je jeszcze otoczenie, głównie niskie temperatury.

Kiedy pojawiają się dodatnie temperatury w dzień i w nocy, a gleba zaczyna się nagrzewać, system korzeniowy wznawia aktywność. Uruchamia się transport wody i składników mineralnych, wiązki przewodzące są pełniejsze, budzą się stożki wzrostu pędów. To proces rozłożony w czasie. Nie ma jednego „wyłącznika” w postaci jednej nocy z przymrozkiem czy jednego ciepłego dnia. Dlatego po zimie z dużymi amplitudami temperatur, z okresami mrozów i odwilży, drzewa mogą ruszać w wegetację wolniej i bardzo nierównomiernie. W czasie głębokiego uśpienia nawet duże mrozy nie muszą uszkadzać roślin, natomiast w czasie spoczynku względnego nawet niewielkie mrozy potrafią uszkadzać aktywne już częściowo wiązki przewodzące.

W opinii dr Gasparskiego taka wolniejsza, stopniowa wegetacja po ciężkiej zimie jest z punktu widzenia rośliny zjawiskiem raczej korzystnym. Daje drzewu czas na uporządkowanie gospodarki wodnej, na odbudowę drożności tkanek przewodzących i na naturalną selekcję pąków, które uległy uszkodzeniu.

Dlaczego nie warto sztucznie przyspieszać startu

Wielu sadowników chce szybko regenerować rośliny po zimie, a tym samym proces wiosennego startu przyspieszyć. Zaraz po ustąpieniu mrozów pojawia się pokusa, by „pomóc” drzewom nawozami i biostymulatorami. Dr Krzysztof Gasparski ostrzega, że takie działanie może zaburzyć naturalny rytm wychodzenia ze spoczynku. W stanie wymuszonego spoczynku pąki są już wrażliwe na temperaturę, ale tkanki wciąż są osłabione po zimie. Zbyt silny bodziec może wymusić szybki wzrost części nadziemnej w momencie, gdy system korzeniowy i kambium nie są jeszcze w pełni gotowe do intensywnej pracy. Bywa, że pąki nie są przemarznięte, ale uszkodzona jest podstawa pąka. Taki zbyt szybko ruszający wegetacyjnie pąk może dostawać z rośliny zbyt małą porcję wody ze składnikami pokarmowymi, skutkiem czego więdnie lub przestaje rosnąć.

Takie rozchwianie rośliny zwiększa też wrażliwość na kolejny epizod chłodu. Zdarza się, że taki sztucznie przyspieszony wzrost „kosztuje” drzewo więcej energii niż późniejsza, spokojna regeneracja bez dodatkowych działań. 

Dlatego, jak podkreśla dr Gasparski, pierwszym odruchem po mrozach powinna być cierpliwa obserwacja, jak drzewa wychodzą ze spoczynku w naturalnym tempie.

Ocena uszkodzeń przed podjęciem decyzji

Kolejny krok to rzetelna ocena uszkodzeń. Dopiero po sprawdzeniu, w jakim stopniu przemarzły pąki kwiatowe i liściowe oraz jak wygląda kora i młode przyrosty, można rozsądnie planować zabiegi.

Dr Krzysztof Gasparski zwraca uwagę, że pierwsze lustracje bezpośrednio po mrozie bywają mylące. Pąk, który zaraz po spadku temperatury wygląda na słaby, może „odżyć” po kilku tygodniach, kiedy ruszy transport soków. Wtedy jest bardzo dobry moment na dolistne dokarmianie i stymulację prostymi nawozami jak np. dolistnie zastosowana saletra potasowa. Taki zabieg pozwala na regenerację rośliny, a zastosowany ratunkowo tuż przed pojawieniem się wiosennego mrozu (lub przymrozku) powoduje zagęszczenie soków komórkowych, obniżając temperaturę zamarzania tych soków (działa niczym płyn w chłodnicy samochodowej zamiast wody). Natomiast pełna regeneracja stymulatorami lub regulatorami wzrostu po zimowych i wiosennych przejściach powinna następować bliżej fazy zielonego do fazy różowego pąka.

W tym momencie widać już wyraźnie, które pąki podjęły normalny rozwój, a które są martwe. W wielu sadach okazuje się, że uszkodzenia są częściowe, a drzewo dysponuje jeszcze wystarczającym potencjałem plonowania. W takiej sytuacji roślinie potrzebne jest jedynie delikatne wsparcie, a nie reanimacja za wszelką cenę.

Jeśli natomiast uszkodzenia są rozległe, to roślina musi przejść długą rekonwalescencję. Zbyt szybka wiosna nie pozwala na długie gojenie się tkanek, skutkiem czego owoce z podmarzniętych podstaw pąków potrafią opadać niby bez powodu, a jednak z powodu braku wystarczającego przewodnictwa soków komórkowych. Tym bardziej trzeba rozważnie wspierać rośliny i uważać z agresywnym nawożeniem i pobudzaniem wzrostu.

Biostymulacja dopiero po pojawieniu się liści

Dr Krzysztof Gasparski podkreśla, że aby biostymulacja zadziałała, wskazana jest odpowiednia powierzchnia pobierająca. Sam pękający pąk to często za mało.

Za moment, w którym biostymulator ma największy sens, uważa fazę początku zielonego pąka. W koronie widać już wtedy pierwsze rozwinięte listki. Masa liściowa jest jeszcze niewielka, ale wystarczająca, aby preparat został pobrany w ilości uzasadniającej koszt zabiegu. Co ważne, w tym momencie roślina ma już częściowo uruchomiony system przewodzenia. Transport zmagazynowanych w pędach i korzeniach składników odżywczych przebiega sprawniej, więc dodatkowy bodziec może realnie wzmocnić proces regeneracji.

Stosowanie biostymulatorów w fazie „mysiego ucha” dr Gasparski ocenia jako przydatne w momencie koniecznych działań regeneracyjnych lub jako zabezpieczenie tuż przed pojedynczym mrozem. W normalnych warunkach działania wspierające w tej fazie wzrostu – z powodu małej powierzchni chłonnej – są mniej efektywne niż zabiegi późniejsze, a jak już wcześniej wspomniano, mogą być ryzykowne fizjologicznie (np. gdy nadmiernie i zbyt wcześnie pobudzimy roślinę, a spodziewane są większe przymrozki).

Rola saletry potasowej w ruszaniu wegetacji

Saletra potasowa stosowana dolistnie jest silnym narzędziem do pobudzania wegetacji. Dostarcza drzewu jednocześnie azotu i potasu. Przyspiesza krążenie soków, uruchamia procesy regeneracyjne i często w krótkim czasie poprawia kondycję części nadziemnej. W ocenie dr Gasparskiego jest to jednak narzędzie, którym trzeba posługiwać się ostrożnie.

Zabieg można wykonywać np. tuż przed przymrozkiem, a nawet wkrótce po nim. W latach bez mrozowych niespodzianek zbyt szybkie i silne dokarmianie drzew często bywa błędem. Gdy drzewo ma już odpowiedni aparat liściowy i sprawnie działający układ korzeniowy oraz jesteśmy już po okresie zagrożeń, warto wspierać się niemal automatycznie nawozami dolistnymi i biostymulacją. W praktyce oznacza to odłożenie saletry na moment, gdy faza zielonego pąka liściowego wyraźnie się rozwinie, a prognozy pogody nie wskazują na kolejne, silne spadki temperatury. Jeśli zastosujemy ją za wcześnie, możemy wymusić bardzo silny wzrost nadziemny, podczas gdy tkanki po przymrozku nie są jeszcze w pełni odbudowane. Taka sytuacja zwiększa podatność roślin na stres i może prowadzić do dodatkowych uszkodzeń.

 

17. luty 2026 15:18