W borówce suszę widać szybciej
O tym, że śnieżna zima nie poprawiła wyraźnie warunków wilgotnościowych w glebie, powiedziano już wiele. Widać to też gołym okiem. W większości upraw sucha aura nie rzuca się jednak w oczy od razu. W borówce jest inaczej.
Podłoże organiczne szybciej traci wilgoć, a podsiąk wody z głębszych warstw jest wyraźnie słabszy. Do tego dochodzą wzniesione rzędy, które jeszcze przyspieszają przesuszanie. To ma proste konsekwencje. Krzewy gorzej ruszają i później mocniej odczuwają każdy kolejny stres.
Sucha gleba ogranicza też skuteczność nawożenia doglebowego. Nawóz wysiany za późno albo na zbyt suchą powierzchnię może długo czekać na rozpuszczenie. A to oznacza stratę czasu i po prostu nieefektywne działanie.
Posypowe jak najwcześniej
W tym sezonie do nawożenia posypowego trzeba podejść naprawdę świadomie. Najlepiej wykonać je możliwie wcześnie i wykorzystać tę niewielką ilość wilgoci, która jeszcze została po zimie. Chodzi o to, by nawóz zdążył się rozpuścić i zostać wpłukany w strefę aktywnych korzeni.
To nie jest rok na schematyczne podejście. W borówce trzeba patrzeć na realne uwilgotnienie rzędów. Jeśli podłoże jest skrajnie suche, część składników lepiej od początku przesunąć do fertygacji. Taki kierunek daje większą kontrolę i pozwala reagować szybciej.
Jeśli prognozy się sprawdzą, pod koniec tygodnia mogą pojawić się opady. Jeśli ktoś jeszcze wstrzymywał się z nawożeniem posypowym, warto dobrze wykorzystać ten moment. Jeśli deszcz nie przyjdzie, trzeba będzie szybciej przejść do fertygacji.
Więcej przez fertygację
W warunkach suchego startu sezonu większa część rocznej dawki powinna wtedy pójść przez fertygację, jeśli nie dojdzie do opadów. I to nie dopiero po kwitnieniu, ale już wcześniej. To da większą szansę na skuteczne podanie składników pokarmowych.
To ważne szczególnie tam, gdzie widać osłabienie po zimie. Krzew nie może czekać tygodniami na azot czy potas, jeśli od początku ma ruszyć słabo.
Regeneracja od pierwszych zabiegów
Po zimie nie wystarczy tylko dać nawóz. W kolejnych tygodniach trzeba też pomóc roślinie wrócić do sprawności. Dlatego ważne są zabiegi pozakorzeniowe nastawione na regenerację i stymulację. Najlepiej łączyć je z pierwszymi przejazdami fitosanitarnymi, zamiast dokładać osobne zabiegi.
Tu cel jest prosty: poprawić kondycję pędów, podstaw pąków i wiązek przewodzących, zanim roślina wejdzie w intensywny wzrost. W takich mieszaninach sens mają składniki wspierające odbudowę po zimie i przygotowanie do kwitnienia. Chodzi przede wszystkim o potas, cynk i rozwiązania biostymulujące, które pomagają roślinie ruszyć mimo wcześniejszych uszkodzeń.
Najpierw lustracja, potem decyzje
Jeśli chodzi o przezimowanie i ewentualne przemrożenia, sytuacja jest bardzo zróżnicowana. Zależy od stanowiska, przebiegu zimy, odmiany i kondycji samej plantacji. Dlatego każdy świadomy plantator powinien zacząć sezon od dokładnej lustracji i dopiero na tej podstawie podejmować decyzje.
Są plantacje, na których widać uszkodzenia po mrozach. Są też takie, gdzie strat praktycznie nie ma. Zatem najpierw trzeba ocenić stan pąków i pędów, a dopiero później układać strategię nawożenia, regeneracji i dalszej ochrony.
Po zimie trzeba myśleć także o przymrozkach
Suchy start i osłabienie po zimie to dopiero początek. Jeśli później przyjdą wiosenne przymrozki, plantacja wchodzi w kolejną falę stresu. A wtedy zaczynają się problemy nie tylko z plonem, ale z samym utrzymaniem krzewów w dobrej kondycji.
Uszkodzone tkanki to otwarte drzwi dla infekcji. W borówce po zimie i po przymrozkach łatwiej o rozwój bakterii i patogenów, które później odpowiadają za zamieranie pojedynczych pędów albo całych krzewów.
Na dokładniejsze rozważania o ochronie przed przymrozkami i skutkach uszkodzeń przyjdzie jeszcze czas. Na dziś najważniejsze jest jedno: borówka wchodzi w sezon z dużym deficytem wody, a to oznacza, że pierwsze decyzje będą miały większe znaczenie niż zwykle. A dalsze działania uzależnimy od tego, co przyniesie nam pogoda.

