W tym roku będę miał co robić w swoim sadzie
Tomasz Lichowski, sadownik z gminy Mogielnica, od kilku lat ma listwę sadowniczą i co roku, na ile czas pozwala, wykonuje cięcie usługowe również w innych gospodarstwach. W tym sezonie również będzie ciął usługowo, ale – jak zaznacza – tylko u stałych klientów, u których pracował także w poprzednich latach.
Jak wyjaśnia, przewiduje, że po pierwsze ma jeszcze sporo pracy u siebie, a po drugie – tylko na tyle starczy mu czasu.
Pewne znaczenie ma też fakt, że część zainteresowanych oczekuje wykonania usługi w sadach, które nie były cięte już od kilku sezonów. W takich przypadkach jest zmuszony odmówić.
Biorąc pod uwagę, że głównym przeznaczeniem listwy jest praca przede wszystkim w jego gospodarstwie, nie chce nadmiernie eksploatować maszyny w trudnych warunkach – na drzewach, które przez lata nie były prawidłowo cięte i wymagają zupełnie innego podejścia.
Stawki bez zmian
W przypadku Tomasza Lichowskiego stawki za cięcie listwą są takie same jak w ubiegłym roku – 200 zł za godzinę. Nie traktuje cięcia usługowego jako głównego źródła dochodu. Po prostu zainwestował w sprzęt z myślą o własnym gospodarstwie, a w miarę możliwości czasowych wykonuje także usługi dla innych.
Co dalej z cięciem, jeśli mróz wróci?
Wielu sadowników zastanawia się, jak będzie w tym roku z kontynuacją cięcia, jeśli prognozy się sprawdzą i w lutym jeszcze nie raz wrócą silniejsze mrozy. Część producentów podchodzi do tematu spokojnie, zakładając, że takie opóźnienia to jeszcze nie opóźnienia. Inni – szczególnie ci, którzy mają do obcięcia wiele hektarów – wolą nie ryzykować i wykorzystują każdą cieplejszą chwilę, by jak najwięcej nadrobić.

