Nie czekajmy, aż wszystkie liście opadną
Zdarza się, że rozsiewamy wapno dopiero wtedy, gdy drzewa zrzucą już liście. Nawóz trafia na grubą warstwę opadłych liści i leży tam przez zimę. Wiosną wjeżdżamy z wygrabiarką, usuwamy liście i razem z nimi możemy wygrabić część rozsianego wapna. Przy okazji wszystko się kurzy, a przecież nie o to nam chodziło. Dlatego uważam, że właśnie teraz, po zbiorach owoców, jest bardzo dobry moment na wapnowanie. Najlepiej zdążyć, zanim większość liści opadnie z drzew. Wtedy nawóz trafi bezpośrednio na glebę i będzie miał czas, żeby zacząć działać. Oczywiście najpierw musimy wiedzieć, czy gleba w ogóle wymaga wapnowania.
Najpierw pH, później wybór nawozu
Wapnowanie jest jednym z ważniejszych elementów nawożenia sadu. Możemy stosować dobre nawozy, pilnować terminów i dawek, ale jeżeli odczyn gleby będzie nieodpowiedni, drzewa nie wykorzystają składników pokarmowych tak, jak powinny. Dlatego podstawą są badania gleby. W sadach jabłoniowych i gruszowych zalecam utrzymywanie pH w granicach 6,2–6,7. Najlepiej, gdy wynik jest zbliżony do 6,5. Przy czereśniach optymalny odczyn może być nieco wyższy, nawet około 7.
Jeżeli gleba jest zbyt kwaśna, musimy podnieść jej pH. I tutaj pojawia się pytanie, jakie wapno wybrać.
Jakie wapno stosować w sadzie?
W istniejących sadach polecam przede wszystkim nawozy węglanowe. Są bezpieczniejszym rozwiązaniem niż silnie działające nawozy tlenkowe. Mamy na rynku wiele takich produktów. Jest chociażby popularny Wapniak Kornicki, są różne wapna kredowe czy wapna pojeziorne, niekiedy zawierające również materię organiczną.
Z wapnem tlenkowym trzeba postępować ostrożniej. Może być przydatne przy przygotowywaniu stanowiska przed założeniem sadu, zwłaszcza na cięższych glebach i przy dużym zakwaszeniu. Natomiast do regularnego wapnowania sadu nie wybierałbym go w pierwszej kolejności.
Osobny temat to wapno z komór chłodniczych. Wiem, że są sadownicy, którzy bardzo je sobie chwalą, i tacy, którzy podchodzą do niego raczej nieufnie. W komorach przechowalniczych wapno hydratyzowane wykorzystuje się do pochłaniania dwutlenku węgla. W wyniku tej reakcji powstaje węglan wapnia. Dlatego nie przekreślałbym takiego materiału tylko ze względu na jego pochodzenie. Dochodzą tylko problemy czysto praktyczne. Wapno z chłodni bywa zbrylone, więc trzeba je rozdrobnić, a później równomiernie rozsiać.
Odpowiednie pH to jedno, a zawartość wapnia w glebie to drugie
I tutaj dochodzimy do sprawy, na którą chciałbym zwrócić uwagę. Często rozmawiamy o wapnowaniu wyłącznie w kontekście podnoszenia pH. Tymczasem możemy mieć glebę o prawidłowym odczynie, ale ze zbyt małą zawartością dostępnego wapnia. To są dwie, różne sprawy. Jeżeli pH jest za niskie, stosujemy nawóz o właściwościach odkwaszających. Jeśli natomiast odczyn jest odpowiedni, ale w glebie brakuje wapnia, możemy wykorzystać siarczan wapnia. Siarczan dostarcza wapnia, a jednocześnie nie podnosi istotnie pH. Możemy więc uzupełniać ten składnik bez niepotrzebnego odkwaszania gleby, która i tak ma już odpowiedni odczyn. Takie nawozy można stosować również w trakcie wegetacji. Jesień też jest dobrym terminem, szczególnie gdy mamy przed sobą okres opadów, które ułatwią przemieszczanie wapnia w głąb gleby.
Czy 300 kg siarczanu wapnia wystarczy?
Spotykam się z zaleceniami stosowania 300 kg siarczanu wapnia na hektar. Tylko czy taka dawka zawsze wystarczy? Moim zdaniem przy dużych niedoborach może być zdecydowanie za mała. Zawartość wapnia w glebie w sadach powinna być zdecydowanie wyższa niż 1000 jednostek, a najlepiej, żeby wynosiła około 1500 i więcej. Tymczasem często spotykamy wyniki na poziomie 300, 400 czy 700. Przy tak dużych niedoborach musimy już pomyśleć o odpowiednio większych dawkach nawozu.
Policzmy. Jeżeli nawóz zawiera około 30% wapnia w przeliczeniu na CaO, to stosując 300 kg produktu na hektar, dostarczamy około 90 kg CaO w takim przeliczeniu. Według moich wyliczeń taka dawka może podnieść zawartość wapnia w glebie o około 100–150 mg na litr podłoża, a nie o 300. Przy dużym niedoborze wapnia nie ma co oczekiwać, że jedna taka dawka rozwiąże cały problem. Nie oznacza to jednak, że każdemu sadownikowi zalecam wysiewanie tony czy półtorej tony nawozu. Tego nie da się ustalić bez analizy.
Musimy sprawdzić, ile wapnia mamy w glebie, ile chcemy uzupełnić i jaki jest skład wybranego nawozu. Dopiero wtedy można przeliczyć odpowiednią dawkę. Przecież dwa nawozy wapniowe mogą mieć zupełnie inną zawartość składnika. Ta sama masa produktu nie oznacza tej samej ilości dostarczonego wapnia.
Wapń w glebie a gorzka plamistość podskórna
Dlaczego tak dużo uwagi poświęcam zawartości wapnia? Między innymi ze względu na problemy z jakością jabłek, przede wszystkim z gorzką plamistością podskórną. W ostatnich latach obserwowaliśmy sporo takich owoców. Najgorzej jest w sezonach, w których drzewa mają za sobą uszkodzenia przymrozkowe, problemy z liśćmi czy inne stresy.
Odpowiednia ilość wapnia w glebie ogranicza ten problem. Oczywiście sama wysoka zasobność gleby nie daje gwarancji, że na jabłkach nie wystąpi gorzka plamistość. Ważne są również warunki pobierania i transportu wapnia w drzewie, przebieg pogody oraz wzrost owoców. Nie zmienia to faktu, że o dostępność wapnia w glebie powinniśmy dbać.
Dlatego zachęcam do wykonywania rozszerzonej analizy ogrodniczej, która pozwoli określić nie tylko pH oraz zawartość podstawowych składników, ale również wapnia. Zwykła analiza rolnicza nie zawsze dostarczy nam wszystkich potrzebnych informacji.
Nie ma jednej dawki wapna dla każdego sadu
Najpierw analiza gleby, później decyzja o nawożeniu. Jeżeli mamy zbyt niskie pH, ustalamy potrzebną ilość wapna do odkwaszenia gleby. Następnie sprawdzamy zawartość składników w konkretnym produkcie i przeliczamy dawkę. Jeżeli pH jest odpowiednie, ale analiza wykazuje niedobór wapnia, rozważamy nawóz siarczanowy. Nie da się powiedzieć wszystkim sadownikom, żeby zastosowali pół tony, tonę czy półtorej tony tego samego nawozu. Każdy sad wymaga indywidualnego podejścia. A jeśli już wiemy, że wapnowanie jest potrzebne, to go nie odkładajmy. Po zbiorach, zanim liście opadną i przykryją glebę, mamy dobry moment na wykonanie tego zabiegu.
