StoryEditorMateriał promocyjny

Mszyca jabłoniowo‑babkowa: dlaczego „stary” problem nadal jest groźny?

Data:  21 styczeń 2026Autor:
21 styczeń 2026
Warunki pogodowe ostatnich sezonów i ograniczenia w ochronie powodują, że presja szkodników bardzo dobrze znanych sadownikom od lat, rośnie, a błędy w zwalczaniu słono kosztują. Na jakie szkodniki powinniśmy zwrócić uwagę szczególnie w przyszłym sezonie? Zapytaliśmy sadownika i doradcę, Marcina Piesiewicza.

Mszyca jabłoniowo‑babkowa – „stary” problem, który wraca


Zdaniem Marcina Piesiewicza w pierwszej kolejności powinniśmy wymienić mszycę jabłoniowo‑babkową. – Co roku widzimy jakiś sad, w którym ta mszyca robi duże szkody. Problem powtarza się sezon po sezonie – mówi. Najgroźniejszy okres to kwitnienie i kilka tygodni po nim, kiedy na drzewach znajdują się bardzo małe zawiązki. To wtedy mszyca zasiedla wierzchołki pędów i najmłodsze liście, deformując przy tym kwiaty i zawiązki.
W typowym cyklu rozwojowym szkodnik wiosną zasiedla jabłonie, a latem migruje na roślinę żywicielską – babkę. W tym sezonie szczególnie niepokojący był silny powrót mszyc na jabłonie jesienią. – W październiku i listopadzie obserwowaliśmy bardzo dużą migrację powrotną mszycy na jabłonie. To oznacza, że zostało złożonych dużo jaj i na wiosnę presja będzie bardzo silna – zauważa.
Na razie, jak podkreśla, dostępne są jeszcze aficydy, które dobrze działają na mszyce. Kluczowe jest jednak pilnowanie terminów zabiegów i dokładna lustracja sadów. Co roku można znaleźć kilka kwater, w których ochronę spóźniono o kilka dni i w efekcie młode zawiązki zostały poważnie uszkodzone. Kluczowy termin na pierwszy zabieg insektycydowy to faza różowego pąka. Po kwitnieniu powtarzamy zabieg i w efekcie presja w dalszej części sezonu jest zazwyczaj w dużym stopniu opanowana.

Tarcznik – z lokalnego problemu do ogólnopolskiego wyzwania?


Kolejnym szkodnikiem, na który zwrócił uwagę nasz rozmówca, jest tarcznik. Jeszcze niedawno mówiono o nim głównie w kontekście Lubelszczyzny, dziś coraz częściej pojawia się także w sadach centralnej Polski. – Tarcznik przestaje być problemem jednego regionu. Z materiałem szkółkarskim rozprzestrzenia się po kraju i widzimy go w coraz większej liczbie gospodarstw, również w zagłębiu grójeckim, gdzie nie brakuje sadów zaniedbanych, w których w teorii jego presja będzie mogła się bardzo szybko rozrastać – mówi.
Obecność tarcznika na owocach praktycznie dyskwalifikuje je z handlu deserowego. Dodatkowym utrudnieniem jest ograniczona liczba preparatów przeznaczonych do zwalczania tego szkodnika oraz bardzo wąskie, specyficzne okna terminowe, w których można je skutecznie stosować.
– Zdecydowanie tarcznik to temat na osobną dyskusję. Terminy, dobór środków i technika zabiegów muszą być tu dopracowane co do szczegółu – dodaje. Zwraca też uwagę na konieczność większej ostrożności przy zakupie materiału szkółkarskiego i dokładnego przeglądu drzewek przed sadzeniem.

Miodówka gruszowa – szkodnik, który zmienia podejście do gruszy


Jeśli chodzi o grusze, jeszcze niedawno ten gatunek był postrzegany jako prostsza, bardziej dochodowa alternatywa dla jabłoni. – Mówiło się, że grusza mniej wymaga, że to prosty temat. Ostatnie lata pokazały, że wcale tak nie jest. Pod kątem szkodników głównym powodem są problemy z miodówką gruszową – wyjaśnia doradca.
Miodówka w sprzyjających warunkach potrafi wręcz „dziesiątkować” sady gruszowe. Jej wydzieliny pokrywają liście i owoce lepką warstwą, na której szybko rozwijają się grzyby sadzakowe. Z czasem dochodzi do obniżenia kondycji drzew, osłabienia przyrostów, a przede wszystkim do bardzo dużych strat jakościowych w owocach. Po okresach silnego zasiedlenia przez miodówkę na drzewa łatwiej wchodzą również inne patogeny, w tym bakteria Pseudomonas, która w ostatnich sezonach wyrządziła wiele szkód w gruszach po mokrych, chłodnych wiosnach.
W efekcie, jak zauważa Marcin Piesiewicz, część sadowników zaczyna ostrożniej podchodzić do nowych nasadzeń gruszy. Rosnące nakłady na ochronę i duże ryzyko niepowodzenia sprawiają, że gatunek ten przestaje być postrzegany jako „łatwa” alternatywa. Skuteczna ochrona przed miodówką wymaga bardzo dobrej znajomości biologii szkodnika, systematycznych lustracji i szybkiej reakcji, co z kolei pociąga za sobą wyzwania logistyczne i finansowe.
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. styczeń 2026 22:23