Modele chorobowe prognozują na dziś możliwość wystąpienia bardzo silnych infekcji parcha jabłoni. W części przypadków konieczne będą zabiegi interwencyjne.
Analizując przebieg warunków atmosferycznych i fazę rozwoju grzyba Venturia inaequalis należy podkreślić, że mamy do czynienia z okresem największego zagrożenia ze strony patogena. Obserwowane są bardzo duże wysiewy zarodników, które przy odpowiednio długim zwilżeniu liści (nawet przy niższej temperaturze) będą skutkować infekcjami.
Dostatek wody i ostatnie ciepłe dni sprawiły bardzo szybki i znaczący przyrost tkanki liściowej. Fakt ten sprawia, że zmniejsza się ilość środków ochrony na powierzchni liści. To z kolei determinuje kontynuowanie ochrony przed parchem jabłoni.
Konieczność dalszej ochrony zachodzi, gdy zabiegi wykonano wcześniej niż przed czterema dniami (licząc od wtorku 25 kwietnia). W takim wypadku dziś po ustąpieniu opadów zachodzić będzie konieczność wykonania zabiegu interwencyjnego, który przerwie infekcję. Ci sadownicy, którzy wykonali wczoraj zabiegi produktami opartymi na ditianonie mogą być spokojni o odpowiednie zabezpieczenie jabłoni.
Jak dotąd w centralnej części Polski nie doszło do obfitych opadów deszczu. Inaczej jest na przykład w Małopolsce. W Brzeznej spadło 8,2 mm, w Jasiennicy 9,0 mm, a w Olszanie 10,2 mm wody na metr kwadratowy.
Przy notowanych temperaturach, potrzeba około 10 godzin zwilżenia liści, aby doszło do infekcji pierwotnej. W centralnej Polsce zwilżenie liści notujemy od 5:00 rano. Prognozy mówią o przelotnych opadach do późnych godzin wieczornych we wtorek. Zatem ten warunek najprawdopodobniej będzie spełniony, co stwarza konieczność wykonania zabiegów przerywających infekcję po ustąpieniu opadów.

