Groźne infekcje parcha za nami
Stało się dokładnie tak, jak przewidywali doradcy i naukowcy. Za nami najgroźniejsze infekcje parcha jabłoni, jakie notowaliśmy od lat. Po suchym kwietniu i pierwszej dekadzie maja, we wtorek wysiały się ogromne ilość zarodników workowych. Teoretycznie to dobra informacja, ponieważ szczelna ochrona w krótkim okresie czasu przy dużej presji może wydawać się prostszą i tańszą od licznych zabiegów zapobiegawczych. Niemniej zawsze jest druga strona medalu...
Z drugiej strony doradcy ostrzegają, że przy tak ogromnych wysiewach nawet kilka procent zarodników, do których nie dotarły substancje czynne może z powodzeniem doprowadzić w niedalekiej przyszłości do widocznych objawów choroby. Po drugie to punkt wyjścia dla infekcji wtórych w kolejnych miesiącach. Krótko mówiąc, choroba nie przestaje być zagrożeniem dla jabłoni.
Przed nami kolejne opady prognozowane na piątek i sobotę. Przy odpowiednio długim okresie zwilżenia być może doprowadzą do wyczerpania puli zarodników workowych, które są odpowiedzialne za infekcje pierwotne
Krótki komunikat Instytutu Ogrodnictwa
Sytuację potwierdzają obserwacje naukowców z Instytutu Ogrodnictwa. W komunikacie z 13 maja czytamy, że „na podstawie obserwacji prowadzonych w Sadzie Doświadczalnym Instytutu Ogrodnictwa – PIB w Dąbrowicach, w pseudotecjach Venturia inaequalis stwierdzono znaczące zmniejszenie liczby askospor w owocnikach sprawcy parcha, do wysiewu pozostało mniej niż 20% askospor.
