Monitoring własnego sadu przede wszystkim
Od tego, zdaniem naszej rozmówczyni, trzeba zacząć. Tarcznik niszczyciel może rozwijać się w różnym tempie nawet w sadach oddalonych od siebie o kilka kilometrów. – Na pewno trzeba zacząć od monitoringu we własnych sadach i sprawdzić, czy larwy faktycznie są obecne w danym sadzie. To może się różnić w zależności od położenia sadu. Nawet odległość pięciu kilometrów może już robić różnicę – wyjaśnia prof. Golan.
Prognozowane chłodniejsze dni mogą co prawda trochę spowolnić aktywność larw. Nie zatrzymają jej jednak całkowicie. Jeśli larwy są już obecne, decyzji o zabiegu nie warto odkładać zbyt długo.
To najważniejszy moment w sezonie
Właśnie teraz jest czas, kiedy można skutecznie zadziałać preparatami chemicznymi. Larwy pierwszego stadium nie mają jeszcze tarczek, więc preparaty mają szansę dobrze zadziałać. To okno nie będzie jednak trwało długo. Za chwilę larwy zaczną nieruchomieć i otaczać się osłoną. Wtedy będzie już dużo trudniej.
Dobra wiadomość jest taka, że larwy nie wychodzą spod tarczek samic w jednym momencie. To nie jest jednorazowy, kilkugodzinny pik. Jest więc jeszcze czas, żeby dobrze zaplanować zabieg, ale to już nie jest moment na odwlekanie decyzji.
Trzeba trafić w pogodowe okno
W tym roku planowanie utrudnia pogoda. Opady są przelotne, prognozy szybko się zmieniają, a temperatury nie są wysokie. To może trochę spowolnić wyjście larw, ale nie powinno usypiać czujności.
Najważniejsze jest znalezienie takiego terminu, żeby po zabiegu nie spadł od razu deszcz. W cieplejszych rejonach nie ma już sensu długo czekać. – Jeżeli ktoś jeszcze tego zabiegu nie wykonał, a obserwuje larwy, to już trzeba tę decyzję podjąć. Początek przyszłego tygodnia to najpóźniej, oczywiście jeśli pogoda pozwoli – mówi.
Ważna technika zabiegu
Przy zwalczaniu tarcznika niszczyciela sam termin to nie wszystko. Równie ważna jest technika wykonania zabiegu. Preparat musi dotrzeć tam, gdzie szkodnik rzeczywiście występuje.
– Trzeba pamiętać o dokładnym oprysku, żeby ten zabieg nie był skierowany tylko na liście, ale na koronę drzewa, pnie i gałęzie. To właśnie tam teraz skupia się tarcznik – mówi nasza rozmówczyni. Naszym celem powinno być bardzo dobre pokrycie całej powierzchni drzewa.
Nawet po przymrozkach nie warto odpuszczać
Ten sezon jest dla wielu sadowników bardzo trudny. W wielu gospodarstwach przymrozki mocno ograniczyły plon, dlatego część producentów może zastanawiać się, czy zabieg przeciwko tarcznikowi ma jeszcze sens. Zdaniem prof. Katarzyny Golan odpowiedź jest jednoznaczna: tak.
Jeśli teraz zrezygnujemy ze zwalczania, problem wróci w przyszłym roku ze zdwojoną siłą.
– Jeżeli teraz nie przeprowadzi się tych zabiegów, to w przyszłym roku liczebność tarcznika będzie podwójna. Mimo wszystko zalecałabym wykonanie tego zabiegu – ostrzega.
Jak podsumowuje nasza rozmówczyni, tarcznik niszczyciel jest już w fazie, w której można go skutecznie zwalczać. Trzeba sprawdzić własny sad, znaleźć larwy L1, poczekać na pogodowe okno bez deszczu i wykonać bardzo dokładny oprysk pni, gałęzi i całej korony. Kto ma larwy i będzie zbyt długo zwlekał, może stracić najlepszy moment na skuteczny zabieg.
