Sad24
StoryEditor

Mirosław Maliszewski: MERCOSUR to dla jabłek bardziej szansa niż zagrożenie

Data:  18 luty 2026Autor:
18 luty 2026

Umowa MERCOSUR budzi wśród sadowników strach przed tańszymi jabłkami z Ameryki Południowej, ale liczby pokazują zupełnie inny obraz. Zdaniem Mirosława Maliszewskiego to dla polskich jabłek raczej nowa szansa na eksport niż realne zagrożenie.

Umowa MERCOSUR budzi wśród sadowników strach przed tańszymi jabłkami z Ameryki Południowej, ale liczby pokazują zupełnie inny obraz. Zdaniem Mirosława Maliszewskiego to dla polskich jabłek raczej nowa szansa na eksport niż realne zagrożenie.

17 lutego w Skierniewicach, podczas 64. Ogólnopolskiej Konferencji Ochrony Roślin Sadowniczych „Sadownictwo 2026 – klimat, bezpieczeństwo i wymogi rynku”, odbyło się wystąpienie Mirosława Maliszewskiego – prezesa Związku Sadowników RP i przewodniczącego sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jego wystąpienie dotyczyło tego, co od tygodni budzi w branży najwięcej emocji: nowych umów handlowych Unii Europejskiej, a szczególnie porozumienia z krajami MERCOSUR.

Już na początku M. Maliszewski zwrócił uwagę, że debata o rolnictwie coraz częściej ucieka od faktów i analiz, a opiera się głównie na emocjach i sporach politycznych. Tymczasem – jak podkreślił – racjonalne decyzje wymagają rzetelnych danych: analizy rynku, możliwości produkcyjnych i eksportowych oraz realnych zagrożeń.

Czym właściwie jest MERCOSUR?

Prezes ZSRP zauważył, że wielu komentatorów zabierających głos w sprawie umowy nie do końca wie, czego ona dotyczy. MERCOSUR to unia celna kilku państw Ameryki Południowej: Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju. Dołącza do nich również Boliwia. Nie jest to odpowiednik Unii Europejskiej, lecz porozumienie skoncentrowane na sprawach celnych i handlu.

Z kolei omawiana umowa to porozumienie handlowe między tym blokiem a Unią Europejską. Region MERCOSUR liczy około 270 milionów mieszkańców, Unia Europejska – około 450 milionów. Razem daje to ok. 700 milionów potencjalnych konsumentów. Dla obu stron jest to więc układ o dużym znaczeniu gospodarczym.

Unia jest dla państw MERCOSUR drugim co do wielkości partnerem handlowym. Nic dziwnego, że kraje Ameryki Południowej są bardzo zainteresowane lepszym dostępem do bogatego europejskiego rynku, na którym duża część dochodów jest przeznaczana na żywność. Rolnicy europejscy, w tym polscy sadownicy, reagują na te plany niepokojem, obawiając się zalewu tanich produktów.

Obawy rolników i odpowiedź liczb

Mirosław Maliszewski przyznał, że te obawy są w wielu segmentach rolnictwa uzasadnione. Niższe koszty produkcji w Ameryce Południowej mogą stawiać tamtejszych producentów w uprzywilejowanej pozycji. Dlatego – jak mówił – na różnych szczeblach trwają analizy wpływu umowy na poszczególne branże oraz działania mające albo spowolnić jej wejście w życie, albo uzupełnić ją o mechanizmy ochronne dla europejskich rolników.

Jednocześnie podkreślił bardzo ważny fakt: w projekcie umowy nie ma mowy o liberalizacji handlu owocami strefy klimatu umiarkowanego, czyli takimi, jakie produkujemy w Polsce – w tym jabłkami. Zasady dostępu do rynku w tym zakresie pozostają takie same jak dziś.

Aby ocenić realny bilans korzyści i strat, prezes ZSRP sięgnął do danych statystycznych. Pokazał, jak w ostatnich kilkunastu latach wyglądał handel jabłkami między Unią Europejską a krajami MERCOSUR.

Eksport rośnie, import maleje

W sezonie 2010/2011 eksport jabłek z państw UE do krajów MERCOSUR wynosił niespełna 5 tys. ton. Według danych Unii Europejskiej, uzupełnionych o statystyki poszczególnych krajów Ameryki Południowej, w ostatnich sezonach wzrósł do około 88 tys. ton. Oznacza to niemal dwudziestokrotny wzrost.

Po drugiej stronie bilansu mamy import jabłek do UE z krajów MERCOSUR. Na początku minionej dekady był on na poziomie blisko 90 tys. ton. Obecnie spadł do około 12 tys. ton. A więc w czasie, gdy nasz eksport na tamte rynki rósł wielokrotnie, import z MERCOSUR do Europy wyraźnie się kurczył.

– Te liczby pokazują, że obawy przed zalaniem europejskiego rynku jabłkami z Ameryki Południowej są przesadzone i nie znajdują potwierdzenia w danych – podsumował Mirosław Maliszewski. Jego zdaniem, w przypadku jabłek bardziej realny jest scenariusz dalszego zwiększania eksportu z Europy na południowoamerykańskie rynki niż odwrotny.

Brazylia – wielki potencjalny odbiorca

Największym graczem w sektorze jabłek w MERCOSUR jest Brazylia. Kraj ten jest zarówno znaczącym producentem, jak i największym importerem jabłek spośród państw tego bloku. Na wykresach, które zaprezentował prezes ZSRP, widać wyraźnie dominację Włoch jako głównego dostawcy jabłek na rynek brazylijski. Na kolejnych miejscach są Portugalia, Hiszpania i Francja.

Dlaczego w tym zestawieniu nie ma Polski? Jak wyjaśnił Mirosław Maliszewski, Brazylia od lat nie chce uzgodnić z naszym krajem warunków fitosanitarnych, które umożliwiłyby bezpośredni eksport jabłek. Rozmowy trwają, ale są w praktyce wstrzymywane przez stronę brazylijską. Nieoficjalnie tamtejsi negocjatorzy wiążą tę kwestię właśnie z wejściem w życie umowy MERCOSUR–UE.

– Mówią wprost: jeśli umowa wejdzie w życie, być może otworzymy rynek dla polskich jabłek; jeśli nie, to nie – relacjonował M. Maliszewski.

Dlaczego jest to tak ważne? Bo mamy już przykład innego kraju Ameryki Południowej – Kolumbii. Gdy tylko pojawiła się możliwość eksportu do tego państwa, polskie firmy bardzo szybko ją wykorzystały. Dziś jesteśmy tam pierwszym, drugim, rzadziej trzecim dostawcą jabłek. Według prezesa ZSRP, w przypadku Brazylii moglibyśmy powtórzyć ten scenariusz.

– Jesteśmy przygotowani produkcyjnie i logistycznie, aby zaopatrywać tak duży rynek. Gdyby bariery sanitarne zostały zniesione, nasz eksport mógłby sięgnąć poziomu zbliżonego do włoskiego – ocenia Mirosław Maliszewski.

Co z innymi gatunkami?

W swoim wystąpieniu prezes Związku Sadowników RP uspokoił też producentów borówek i innych owoców jagodowych. Najwięksi dostawcy borówki na rynek europejski – Peru i Chile – nie należą do MERCOSUR i wysyłają owoce w zupełnie innym terminie niż trwa europejski sezon. Nawet gdyby borówki były objęte preferencjami celnymi, tak naprawdę nie zagroziłoby to polskiemu rynkowi borówek.

 

Justyna Dobrosz

18. luty 2026 11:30