Sad24
StoryEditordr Wojciech Kukuła

Nie dziś, ale już za chwilę. W sadach może otworzyć się bardzo dobry termin na oleje

Data:  20 marzec 2026Autor:
20 marzec 2026

Teraz zabieg olejowy może bardziej zaszkodzić niż pomóc, bo noce z przymrozkami zwiększają ryzyko uszkodzeń. Po ustąpieniu chłodów może otworzyć się krótkie, ale bardzo dobre okno zabiegowe.

Teraz zabieg olejowy może bardziej zaszkodzić niż pomóc, bo noce z przymrozkami zwiększają ryzyko uszkodzeń. Po ustąpieniu chłodów może otworzyć się krótkie, ale bardzo dobre okno zabiegowe.

Za nami kilka nocy z przymrozkami, więc nie był to dobry moment na zabieg olejowy. To jednak nie znaczy, że termin minął. Dr Wojciech Kukuła (FruitAkademia, Chemirol) zwraca uwagę, że jeśli prognozy się sprawdzą, właśnie nadchodzący tydzień może dać bardzo dobre okno do wykonania zabiegu. Trzeba jednak patrzeć na fazę rozwojową, dawkę oleju i ryzyko fitotoksyczności.

Postęp wegetacji jest zróżnicowany

Dr Kukuła podkreśla, że w tym sezonie nie da się mówić o jednym, wspólnym terminie dla wszystkich sadów. W różnych lokalizacjach mamy dziś różne fazy rozwojowe. W części sadów dopiero pokazuje się zielona tkanka, w części mamy mysie ucho, a miejscami fazy są jeszcze bardziej zaawansowane.

To właśnie dlatego podejście do zabiegów olejowych musi być lokalne. W jednym sadzie termin będzie jeszcze bardzo dobry, w innym trzeba już mocno uważać z dawką i ryzykiem uszkodzeń.

Olej działa mechanicznie, ale tylko wtedy, gdy trafimy z terminem

Jak przypomina dr Kukuła, zabieg olejowy opiera się na mechanicznym działaniu oleju parafinowego. Olej ma zakleić aparaty oddechowe i „udusić” szkodnika, niezależnie od tego, czy mówimy o jaju, czy o formie dorosłej.

Sięgamy po niego przede wszystkim po to, by ograniczyć przędziorki, miodówki, miseczniki oraz jaja zimujących mszyc. To jednak działa tylko wtedy, gdy zabieg wykonamy we właściwym momencie. Sam środek nie wystarczy. Najpierw trzeba ustalić, w jakiej fazie jest szkodnik. Nawet najlepszy produkt użyty w złym terminie może dać słaby efekt albo nie zadziałać wcale.

Zabieg musi być wykonany dokładnie

Dr Kukuła zwraca uwagę, że przy olejach nie ma miejsca na półśrodki. Taki zabieg trzeba wykonać w ciepły, słoneczny dzień i bardzo dokładnie pokryć drzewa. Chodzi o to, by ciecz trafiła tam, gdzie rzeczywiście znajdują się szkodniki lub ich jaja.

Bardzo ważna jest technika oprysku. Mowa o przejeździe „z włosem” i „pod włos”, tak aby uzyskać możliwie najlepsze pokrycie całej korony 😊

Przy przędziorkach późniejszy termin może być nawet lepszy

Dr Kukuła podkreśla, że przesunięcie zabiegu olejowego w stronę zielonego pąka, a czasem nawet w kierunku różowego pąka, może być dobrym rozwiązaniem. Im późniejszy termin, tym w przypadku przędziorków skuteczność zabiegu może być wyższa.

Inaczej wygląda to przy mszycach. Tu łatwo rozminąć się z fazą jaja. Jeśli za bardzo się spóźnimy, olej będzie po prostu mniej skuteczny, bo nie zdąży zadziałać na stadium, na które był planowany.

Im więcej zielonej tkanki, tym mniej miejsca na wysoką dawkę

Olej parafinowy nie zakleja wyłącznie aparatów oddechowych szkodników. Może też zaklejać aparaty szparkowe rozwijających się tkanek zielonych. A to oznacza ryzyko uszkodzeń.

Dlatego jeśli zabieg przesuwamy w kierunku zielonego pąka, mysiego ucha czy nawet bardzo wczesnego różowego pąka, trzeba schodzić z dawką oleju. Zasada jest prosta: im bardziej zaawansowana faza rozwojowa, tym większa ostrożność i tym mniejsza dawka.

Przed przymrozkiem nie, zaraz po przymrozku też nie

Dr Kukuła mówi jasno, że zastosowanie oleju parafinowego przed spodziewanym przymrozkiem może nasilać fitotoksyczność. Dlatego ten okres trzeba po prostu ominąć.

Jednocześnie nie należy wchodzić z olejem od razu po przymrozku. Jeśli roślina jest w stresie, taki zabieg może ten stres jeszcze pogłębić. Najpierw trzeba wyprowadzić drzewa ze stresu przymrozkowego, a dopiero potem myśleć o oleju.

To oznacza, że obecne ochłodzenie zabieg wstrzymuje. Ale jeśli prognozy się sprawdzą i po zimnych nocach wejdziemy w kilka dni stabilniejszej, cieplejszej pogody, to właśnie weekend i poniedziałek mogą okazać się bardzo dobrym terminem na wykonanie zabiegu.

Olej z siarką? Tak, ale nie teraz na zielone tkanki

Dr Kukuła wyraźnie zaznacza, że połączenie oleju parafinowego z siarką jest możliwe, ale nie w momencie, gdy mamy już rozwinięte zielone tkanki. W takiej sytuacji zabiegi trzeba rozdzielić i zachować między nimi co najmniej 3–4 dni odstępu.

Nie w każdym sadzie olej trzeba stosować co roku

To ważna uwaga, bo w praktyce wielu sadowników traktuje taki zabieg jako obowiązkowy punkt programu. Tymczasem dr Kukuła mówi jasno, że można stosować olej co roku, ale pytanie brzmi, czy trzeba.

Jeśli nie ma realnej presji ze strony szkodników, preparat można po prostu odłożyć na kolejny sezon. O decyzji powinny przesądzać lustracja i zagrożenie w konkretnej kwaterze.

W jabłoni olej to nie wszystko. Są też rozwiązania uzupełniające

W przypadku przędziorka owocowca i przędziorka chmielowca dr Kukuła podkreśla, że poza olejem parafinowym można wykorzystywać także polimery silikonowe. Są one bezpieczniejsze od oleju, można je stosować przez cały sezon i działają mniej agresywnie na zielone tkanki.

Zwraca też uwagę, że olej parafinowy albo polimery silikonowe można łączyć z produktami typowo skierowanymi przeciw przędziorkom, takimi jak heksytiazoks, fenpiroksymat czy acekwinocyl. Oczywiście zawsze trzeba to robić zgodnie z etykietą i tylko tam, gdzie rzeczywiście mamy wzmożone zagrożenie.

W gruszy kanon jest dobrze znany

W gruszy temat wygląda nieco inaczej, bo tu zabiegi olejowe są od lat jednym z podstawowych elementów walki z miodówką. Jak przypomina dr Kukuła, standardem już stało się rozpoczynanie od glinki kaolinowej, a następnie wejście z mieszaniną oleju parafinowego i siarki.

Taki zabieg ma działać drażniąco na owady dorosłe i jaja, ograniczać składanie jaj i utrudniać życie miodówce. W dalszej części sezonu wielu producentów grusz sięga także po polimery silikonowe, właśnie po to, by mechanicznie ograniczać presję szkodnika.

Tu bardzo ważna jest także ilość cieczy roboczej. Dr Kukuła mówił o poziomie około 750 litrów na hektar, bo przy rozwiązaniach mechanicznych dokładne pokrycie ma kluczowe znaczenie.

 

20. marzec 2026 15:08