Sadownik studzi nastroje
Sadownik i plantator malin z Lubelszczyzny, Łukasz Cielma, znany także jako Cielmus Lubelski Sadownik, mówi wprost, że nie widzi dziś podstaw do budowania teorii o wysokich zbiorach. Jak wyjaśnia, każdy kolejny sezon pokazuje, że w produkcji sadowniczej wszystko zależy od tego, co przyniesie pogoda. Dlatego dyskutowanie o plonach przed kwitnieniem uważa za niepotrzebne. Jego zdaniem po prostu szkodzi to sadownikom.
– Czy możemy być pewni, co przyniesie pogoda? Czy możemy z całą pewnością stwierdzić, jak drzewa będą reagowały na uszkodzenia powstałe zimą w późniejszym okresie? Czy będziemy mieć wodę? Czy będą straty przymrozkowe? – wylicza retorycznie.
Za nami fala przymrozków. W niektórych lokalizacjach były to już kolejne noce z temperaturą poniżej zera. W czereśniach na pewno będą spore straty. W jabłoniach również pojawiają się niepokojące sygnały. Na razie informacji jest jeszcze niewiele, co jest zrozumiałe, ale docierają już głosy o uszkodzeniach pąków królewskich, a przecież to z nich wyrastają najlepsze owoce.
Najpierw przymrozki, teraz pytanie o wodę
W ocenie sadownika właśnie teraz trzeba szczególnie uważać na zbyt szybkie wnioski. W branży pojawia się coraz więcej głosów, że sezon może być rekordowy, ale przy obecnym przebiegu pogody takie prognozy są zdecydowanie przedwczesne.
– Bardzo dużo się mówi, że ten rok będzie rekordowy, ale powoli, powoli. Powstrzymajmy raczej nasze prognozy do momentu, aż jabłonie zakwitną, aż zawiązki się utrzymają. Dopiero wtedy mówmy o jakichś ilościach, czy to malin, czy to jabłek – mówi.
Jak dodaje, przed nami jeszcze wiele tygodni i miesięcy, a patrząc na ostatnie sezony, jedno jest pewne – niczego nie możemy być pewni.
Drugim ważnym problemem jest dziś woda. Łukasz Cielma zwraca uwagę, że sytuacja w kraju jest bardzo nierówna. Na Lubelszczyźnie, gdzie gospodaruje, opady były, gleba dostała wilgoć i to daje roślinom pewien bufor. Inaczej wygląda sytuacja w centrum, na zachodzie i północnym zachodzie Polski.
I właśnie to połączenie suszy z niskimi temperaturami uważa dziś za szczególnie groźne. Jego zdaniem może się okazać, że to nie same przymrozki będą największym problemem sezonu, ale układ chłodu – również tego zimowego – i niedoboru wody.
Matka Natura jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa
W połowie kwietnia, po kilku nocach z przymrozkami, przy dużym zróżnicowaniu opadów i nadal niepewnej pogodzie, mówienie o wysokich plonach jest bardziej życzeniem niż oceną sytuacji.
– Matka Natura jeszcze może nam pokazać, dać o sobie znać. Jeszcze może być różnie – przypomina Łukasz Cielma.
To dla niego nie jest teoria. W malinach jesiennych po ostatnich spadkach temperatury będzie musiał usunąć uszkodzone rośliny i odnowić plantację. Z kolei maliny letnie wybudzają się nierówno, co również utrudnia ocenę sezonu. To kolejny argument za tym, by nie ogłaszać wielkich plonów zbyt wcześnie.
Ale ten sam mechanizm działa również w drugą stronę. W branży pojawiają się dziś głosy, że ceny malin wysokiej jakości mogą być dobre, a sam sezon zapowiada się korzystnie. Łukasz Cielma podchodzi do tego z dużą ostrożnością. Przypomina, że podobne opowieści słyszeliśmy już wcześniej, a później rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.
– Musimy uważać. Podejmujmy kroki racjonalne. Patrzmy na lata poprzednie. Nie podejmujmy pochopnych kroków, nie przeinwestujmy, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że to może się różnie potoczyć – mówi.
Nie liczmy plonów ani pieniędzy
Nie chodzi tylko o same liczby, ale o sposób myślenia o sezonie. Zdaniem Łukasza Cielmy zbyt wczesne liczenie plonów, a tym bardziej pieniędzy, które miałyby z nich przyjść, jest dziś po prostu błędem.
– Ja zajmuję się na razie na bieżąco tym wszystkim. Staram się nie wybiegać za bardzo w przyszłość, jeśli chodzi o liczenie plonów, a nie daj Boże już liczenie pieniędzy za te plony, bo to jest zgubne i błędne – mówi.
