Sad24
StoryEditor

Autonomiczne ciągniki w sadach. Technologia jest, teraz liczy się opłacalność

Data:  26 kwiecień 2026Autor:
26 kwiecień 2026

Autonomiczne ciągniki coraz mocniej wchodzą do sadownictwa. Mogą pracować dłużej, precyzyjniej i z mniejszym udziałem operatora, ale o ich szerszym wykorzystaniu zdecydują nie możliwości techniczne, lecz koszty i praktyczne zastosowanie w gospodarstwie.

Autonomiczne ciągniki coraz mocniej wchodzą do sadownictwa. Mogą pracować dłużej, precyzyjniej i z mniejszym udziałem operatora, ale o ich szerszym wykorzystaniu zdecydują nie możliwości techniczne, lecz koszty i praktyczne zastosowanie w gospodarstwie.

Jaki ciągnik do cyfrowego sadu?

Jeszcze do niedawna odpowiedź na tak postawione w tytule pytanie była stosunkowo prosta, bo przytaczając stare powiedzenie „ciągnik, jaki jest, każdy widzi”. Za uzasadnieniem takiego stwierdzenia przemawiała przez wiele lat powtarzana konstrukcja i przestrzenna konfiguracja głównych zespołów ciągnika sadowniczego, który z oczywistych powodów jest bardziej kompaktowy w odniesieniu do dużo potężniejszych ciągników rolniczych. Można również zauważyć, że w ostatnich 20–30 latach ich wyposażenie uległo wprawdzie wzbogaceniu, ale nie na tyle, aby zrekompensować znaczący wzrost ceny ich zakupu, a zwłaszcza napraw i eksploatacji. Z tego też powodu coraz większym wzięciem cieszą się ciągniki używane, pozbawione szczelnych i klimatyzowanych kabin, przekładni bezstopniowych oraz i innych zespołów ułatwiających pracę w sadzie. Są bowiem dużo tańsze oraz łatwiejsze w eksploatacji i naprawach. Stąd też w naszych sadach nie maleje liczba wiekowych, ale wciąż poszukiwanych, żwawych „trzydziestek” i „władymirców”.

Sad jutra

Należy oczekiwać, że w najbliższym 10-leciu czekają nas duże zmiany w budowie i eksploatacji ciągników sadowniczych wywołane spadkiem zatrudnienia w rolnictwie oraz rosnącymi kosztami pracy i redukcji zużycia ś.o.r. Jednocześnie eksperci wskazują, że aby wyżywić 10 miliardów ludzi w 2050 roku, trzeba będzie wyprodukować o 70% więcej żywności, w tym warzyw i owoców, a tego nie da się dokonać bez zasadniczych zmian, w tym zwłaszcza z zakresu cyfryzacji sadownictwa. W największym stopniu będą one dotyczyły autonomicznych ciągników, które w zależności od potrzeb będą wyposażone w bardziej precyzyjne układy naprowadzania RTK-GPS, liczne czujniki, kamery i pełną automatyzację opryskiwania i nawożenia roślin.

Maszyna bez kierowcy

Pomimo tych zmian ciągniki pozostaną nadal w centrum zainteresowania sadowników, ale ich przyszłe rozwiązania znacząco będą odbiegały od obecnych konstrukcji, choć nadal będą wykorzystane do realizacji tych samych operacji, które znamy z naszych sadów, jak np. opryskiwanie, koszenie murawy, zwalczanie chwastów i transport owoców. Podstawową różnicą w odniesieniu do obecnych rozwiązań będzie nie tylko brak operatora, ale nawet kierownicy i miejsca, które kiedyś zajmował. Jego praca, ale w zmienionej formie, nadal będzie niezbędna, a rola będzie stale rosła, ponieważ przewiduje się, że zamiast jednym ciągnikiem przyszły operator będzie zarządzał nawet 3–5 autonomicznymi ciągnikami ingerując zdalnie w ich pracę tylko w sytuacjach awaryjnych. Wciąż bowiem nikt jeszcze nie wymyślił autonomicznej stacji paliwowej i urządzenia do napełniania zbiornika cieczy roboczej bez udziału człowieka. Takie podejście przyczyni się do lepszego wykorzystania czasu pracy i obniżenia kosztów eksploatacji, ponieważ autonomiczne ciągniki mogą pracować nawet ponad 20 godz./dobę, o poprawie bezpieczeństwa nie wspominając, mając na uwadze brak bezpośredniego kontaktu operatora ze środkami ochrony roślin.

Klocki i czujniki

Pomimo, że znakomita większość potencjalnych nabywców autonomicznych ciągników żywi obawy odnośnie cech użytkowych oraz niezawodności tych nowatorskich rozwiązań, to pojawiają się już pierwsi sadownicy – pasjonaci, którzy budują takie maszyny samodzielnie, nawet w Polsce, co jest pierwszym krokiem świadczącym o zainteresowaniu nową techniką. Nie ma czemu się dziwić, bo nie jest to aż tak trudne zadanie. Wystarczy zrobić prostą ramę i wypełnić ją, jak klockami LEGO, dostępnymi na rynku podzespołami (np. hydraulika siłowa, silniki, przekładnie, podzespoły elektroniczne). Największą trudnością wydaje się sterowanie mikroprocesorowe, kamery, czujniki laserowe (np. LIDAR) i inne, ale i z tym poradzą sobie nasi innowatorzy. Pamiętajmy, że mamy w Polsce setki niewielkich firm informatycznych, które dysponują wystarczającą wiedzą, aby poradzić sobie z dużo bardziej złożonymi problemami.

Opłacalność zdecyduje

Jeśli więc wprowadzenie na rynek autonomicznych ciągników jest takie proste, to dlaczego nadal brakuje tych inteligentnych maszyn? Przyczyna tylko pozornie leży w braku wiary i nadmiernej ostrożności naszych sadowników, sprowadza się do ekonomicznej opłacalności użycia tych maszyn, która wcale nie jest taka oczywista, mając na uwadze daleko idącą specjalizację ich zastosowania. Kto wie, czy lekarstwem na tę dolegliwość nie jest możliwość „uzbrajania” konwencjonalnych ciągników w układy autonomicznej pracy? W ten sposób potencjalny użytkownik ma dodatkowo w zasięgu ręki cechy użytkowe standardowego ciągnika, które można będzie wykorzystać do innych specjalistycznych prac np. sadzenia drzewek czy likwidacji sadu. Pamiętajmy tylko, że nadmierna uniwersalność czasem szkodzi, bo „to co jest do wszystkiego, czasem jest do niczego”.

 Prof. dr hab. Ryszard Hołownicki, IO–PIB Skierniewice

Artykuł pochodzi z czasopisma MPS SAD. Zachęcamy do prenumeraty: Miesięcznik Praktycznego Sadownictwa

26. kwiecień 2026 11:19