Koniec malin letnich. Glen już tylko na tłoczenie
Sezon zbiorów malin letnich dobiega końca. Jak ocenia Robert Gogółka z firmy Owocmix, w tym tygodniu zakończą się dostawy odmiany Glen. Owoce są już zbyt dojrzałe i mają coraz niższą jakość, dlatego trafiają do zakładów wyłącznie jako klasa PW, czyli z przeznaczeniem na tłoczenie, przeciery i koncentrat.
Sytuacja dotyczy dostaw z plantacji w różnym wieku i o różnym poziomie agrotechniki. Niezależnie od tego, czy maliny pochodzą z młodszej czy starszej plantacji, końcówka sezonu oznacza spadek jakości i niższy uzysk całych owoców podczas sortowania.
– W tym sezonie bardzo wysokie temperatury tylko przyspieszają tę naturalną prawidłowość pod koniec zbiorów. W dostawach pojawiają się owoce poparzone, z charakterystycznymi biało-czerwonymi lub żółto-czerwonymi plamami – dodaje przetwórca.
Kiedy rozpoczną się dostawy malin jesiennych?
Pierwsze, niewielkie dostawy malin jesiennych już się rozpoczęły. Dotyczy to przede wszystkim plantatorów, którzy po przymrozkach szybko zdecydowali się na ścięcie roślin. Na razie są to jednak pojedyncze partie. Na większe ilości trzeba jeszcze poczekać.
– W tej chwili to jest takie „przerywanie”. Ktoś przywiezie niedużą ilość, a potem robi dzień lub dwa dni przerwy. Pełnia zbiorów malin jesiennych powinna rozpocząć się między 15 a 20 sierpnia – mówi właściciel firmy Owocmix.
Ceny malin stabilne, ale straty po przymrozkach są różne
Na początku sierpnia ceny skupu nie zmieniają się i wynoszą:
- 16,00 zł/kg – za maliny na tłoczenie,
- 17,00 zł/kg – za klasę pierwszą,
- 18,00 zł/kg – za klasę ekstra.
Równocześnie plantatorzy zmagają się z bardzo zróżnicowanymi stratami po przymrozkach. W niektórych gospodarstwach wynoszą one około 20 proc., ale w innych sięgają nawet 50–60 proc.
Skala problemu zależy między innymi od lokalizacji plantacji i przebiegu przymrozków. O niższym plonowaniu świadczy także mniejsze zapotrzebowanie na pracowników sezonowych. Jak wskazuje nasz rozmówca, są gospodarstwa, które wcześniej zatrudniały 14 osób, a obecnie do zbioru malin potrzebują 7–8 pracowników. Nie oznacza to jednak, że w każdym gospodarstwie straty są takie same.
Ukraina nadal jest niewiadomą, Serbia celuje w malinę premium
Nadal nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie, gdzie dominują odmiany jesienne. Tamtejsze plantacje również zostały uszkodzone przez przymrozki, jednak trudno obecnie oszacować wielkość i jakość zbiorów. Brakuje także oficjalnych komunikatów ze strony ukraińskiej branży.
Na rynku pojawiają się również maliny z Mołdawii. Ich jakość jest jednak zróżnicowana – obok ładnych owoców występują partie z dużym udziałem drobnej maliny.
Inną strategię przyjęli Serbowie, którzy chcą budować markę owoców wysokiej jakości. Ich celem jest sprzedaż malin premium, szybko schładzanych, zamrażanych, sortowanych i odpowiednio dokumentowanych jako produkt pochodzący z Serbii.
– Przewagą serbskich owoców jest szybkie schładzanie bezpośrednio po zbiorze. Dzięki temu uzysk całych owoców może wynosić 90–95 proc., podczas gdy w przypadku krajowych malin, osłabionych między innymi przez przymrozki, często wynosi około 60 proc. Nasza malina się rozlatuje i rozsypuje, ale to efekt niskich temperatur. U nas było minus 9 stopni Celsjusza – podsumowuje Robert Gogółka.
