Można powiedzieć, że po trudnym sezonie 2023 sadownicy są wyczuleni na ochronę przed parchem tej wiosny. Na razie zagrożenie jest znikome, ale spełnione są dwa warunki do infekcji.
Minimalne ryzyko ze strony parcha jabłoni
Czego potrzebuje grzyb Venturia inaequalis do zainfekowania jabłoni? Po pierwsze dojrzałe muszą być zarodniki workowe, a po drugie przez określoną liczbę godzin zwilżone muszą być liście.
Doradcy skrupulatnie analizują sytuację i dojrzałość zarodników. Niewielki ich odsetek może już się wysiewać i infekować. Dlatego wydano komunikaty o zabiegach miedziowych. Warto w tym miejscu podkreślić, że na razie ryzyko infekcji jest bardzo małe. Tego rodzaju zabiegi warte są zastosowania ze względu na profilaktykę ochrony przed chorobami kory i drewna.
Po pierwsze, w zdecydowanej większości lokalizacji (z wyjątkiem Małopolski) nie ma jeszcze wystarczającej powierzchni tkanki zielonej, na której grzyb mógłby się rozwinąć. Sytuacje widoczne na głównym zdjęciu to w zagłębiu grójeckim pojedyncze przypadki na Idaredzie i Ligolu, dodatkowo na lekkich glebach.
Zdradliwa niska temperatura
Zdarza się, że sadownicy oceniają ryzyko jako znikome lub jego brak ze względu na temperaturę. To błąd, mówił o tym na Spotkaniu Sadowniczym w Sandomierzu dr Krzysztof Gasparski. – Nawet gdy mamy 3 stopnie Celsjusza i 100 godzin nawilżenia to może dojść do infekcji – podkreślał.
Aby doszło do infekcji przy dzisiejszej temperaturze, około 5 stopni Celsjusza, konieczne jest, aby liście były nawilżone co najmniej przez 30 godzin. Ten warunek najprawdopodobniej zostanie dziś i jutro spełniony. Warto dodać, że cieplej jest na zachodzie i południu, więc tam warunek okresu zwilżenia może być spełniony szybciej. W tym momencie nie możemy jednak mówić o znacznej ilości tkanki zielonej, zatem jak na razie ryzyko poważnych infekcji nie występuje.
Prognoza pogody dla Mogielnicy (pow. grójecki). Źródło: meteo.pl

