Nie o budowę drogi chodzi, ale o jej przebieg
Kolejny protest zorganizowany 11 lipca przez mieszkańców gmin Pniewy, Grójec, Belsk Duży i Chynów nie był protestem przeciw samej budowie trasy. Chodzi o to, który przebieg mniej uderzy w sady i gospodarstwa.
Jak relacjonuje Arkadiusz Sztreflik, na początku rozważano trzy podstawowe warianty Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej. Później pojawiły się jeszcze warianty 4 i 4B. Jesienią ubiegłego roku doszedł także podwariant tarczyński. W ocenie sadownika był to przebieg najkorzystniejszy, bo praktycznie wyprowadzał trasę poza powiat grójecki.
Nasz rozmówca zaznacza też, że podwariant tarczyński był wynikiem działań samych mieszkańców północnej części gmin Pniewy i Grójec. Dziś, jak mówi, ten kierunek nie jest już przez tę część powiatu akceptowany, choć wcześniej właśnie tam zabiegano o jego powstanie.
– Nie ma rozwiązania, które nikogo nie skrzywdzi. Trzeba wybrać mniejsze zło – mówi sadownik.
Jak zmieniały się warianty
Z relacji Arkadiusza Sztreflika wynika, że z punktu widzenia sadowników podwariant tarczyński był przez dłuższy czas najkorzystniejszym punktem odniesienia. Jak ocenia nasz rozmówca, przecinał kilka sadów, a nie dużą liczbę miejscowości i gospodarstw po stronie powiatu grójeckiego.
Na dziś GDDKiA nie wskazała wariantu, który miałby być formalnie bliżej decyzji niż pozostałe. Oficjalnie wszystkie przebiegi nadal są procedowane.
To oznacza, że w grze nadal są zarówno warianty 1–3, podwariant tarczyński, jak i warianty 4 oraz 4B.
Warianty przecinają różną liczbę miejscowości
Jak ocenia Arkadiusz Sztreflik, do odcinka S7 warianty 1–3 przecinają około ośmiu miejscowości w powiecie grójeckim. Wariant 4 obejmuje ich około 12, w tym także miasto Grójec. Z kolei wariant 4B przecina około 16 miejscowości.
Nie chodzi o to, że którykolwiek z tych wariantów nie niesie szkód. Chodzi o to, jak duży obszar sadowniczy i ile miejscowości znajdzie się na trasie inwestycji.
W gospodarstwie szkoda nie kończy się na domu
W rozmowie z Arkadiuszem Sztreflikiem wraca jeszcze jeden ważny wątek. W publicznej dyskusji dużo miejsca zajmuje liczba domów mieszkalnych przewidzianych do wyburzenia. Dla sadowników to tylko część problemu.
Równie ważne są budynki gospodarcze. To w tej grupie mieszczą się przechowalnie, zaplecze techniczne i obiekty potrzebne do dalszego funkcjonowania gospodarstwa. Ich utrata może być dla producenta równie dotkliwa jak utrata domu, a czasem bardziej dotkliwa.
Nasz rozmówca podaje prosty przykład. Jeśli droga zabierze przechowalnię i część sadu, owoce z pozostałej części gospodarstwa nadal trzeba zebrać. Problem zaczyna się później, bo nie ma ich gdzie przechować. Do tego dochodzi podział kwater, gorszy dojazd ciągnikiem i opryskiwaczem, trudniejszy transport owoców i gorszy układ całego gospodarstwa.
Samorządy szukają wspólnego stanowiska
Jak relacjonuje Arkadiusz Sztreflik, stanowisko starosty grójeckiego i włodarzy gmin w powiecie grójeckim wynika z próby ochrony jak największej liczby miejscowości, mieszkańców i gospodarstw. W tym celu samorządy miały pójść na kompromis z gminą Tarczyn, aby wypracować wspólne stanowisko.
W ocenie naszego rozmówcy ten kompromis nie oznacza, że udało się znaleźć rozwiązanie dobre dla wszystkich. Oznacza tylko próbę ograniczenia większych szkód.
Odcinek na wschód od S7 to osobna sprawa
Arkadiusz Sztreflik zaznacza, że oficjalnie pokazywane dziś warianty kończą się na trasie S7. Dalej na wschód nie ma jeszcze formalnie przedstawionych przebiegów. Dlatego obecny protest dotyczy przede wszystkim wariantów już pokazanych, a nie dalszego odcinka, który na tym etapie pozostaje osobną kwestią.
Wszystkie warianty nadal są w grze
Na dziś nie ma decyzji GDDKiA. To oznacza, że wszystkie warianty nadal są brane pod uwagę.
Właśnie dlatego sadownicy z gmin Pniewy, Grójec, Belsk Duży i Chynów dalej zabierają głos. To kwestia tego, ile sadów, przechowalni, siedlisk i miejscowości znajdzie się na trasie inwestycji.
