Wolisz borówki 2-dniowe czy 2-miesięczne?
Import borówek z „drugiego końca świata” w szczycie zbiorów bulwersował w tym sezonie nie tylko plantatorów w Polsce, ale także konsumentów. Zwracali uwagę na ślad węglowy i sens rynkowy takiego posunięcia. W końcu w UE mamy przecież bazować na krótkich łańcuchach dostaw...
W lipcu i sierpniu w marketach nadal można spotkać borówki z Zimbabwe i Peru. Tygodnie mijają, a importowane owoce nie znajdują nabywców. Powoli rośnie świadomość konsumentów w Polsce. Nie bez znaczenia jest również cena. W lipcu i sierpniu krajowe owoce są najświeższe i najbardziej konkurencyjne. Wystarczy spytać przechodniów w ulicznej ankiecie, czy wolą zjeść borówki zerwane 1 lub 2 dni temu, czy te zerwane miesiąc lub dwa miesiące temu? To pytanie retoryczne.
Zapakowane ponad miesiąc temu
W sklepach sieci Biedronka nadal znajdziemy na półkach kontrowersyjne borówki z Peru. Informacja, którą pominęliśmy w poprzednich publikacjach, to data pakowania. Na kartonie widzimy 10 czerwca, czyli minęły już ponad dwa miesiące. Niezależnie od dokładnej liczby dni od zerwania do 17 sierpnia, długi okres potwierdza wygląd owoców na zdjęciach. Swoją drogą musiały zostać bardzo szczelnie zabezpieczone przed chorobami grzybowymi...
Cena też ma znaczenie
Cena oczywiście również ma ogromne znaczenie w naszych wyborach konsumenckich. Kto wybierze borówki za niemal 100 zł/kg, gdy na półce niżej owoce są 4 czy 5 razy tańsze? Krótko mówiąc, owoce z Ameryki Południowej nie są konkurencyjne w lipcu i sierpniu. Niejeden czytelnik skomentuje, że skoro cena importowanych owoców jest wyższa od cen krajowych, to gdzie plantatorzy widzą problem?
W szczycie zbiorów, gdy branża starała się zagospodarować każdy kilogram polskich jagód, a przez krótki czas na rynku notowane były nadwyżki, miejsce to zajmowały importowane owoce. Duże sieci kupowały w kraju mniej, bo ktoś zdecydował się na zakupy w Holandii. Ceny skupu spadały... Właśnie ten problem widzieli plantatorzy.
Na sprawę można spojrzeć z jeszcze innej strony. Skoro borówki po przebyciu kilkunastu tysięcy kilometrów leżą w centrum logistycznym i sklepach przez miesiąc czy dwa, a ostatecznie zostaną wyrzucone, to jaki jest sens takiego importu? Czy przypadkiem w UE nie mamy też ograniczać marnowania żywności?
Peru i Zimbabwe latem? To nie ma żadnego sensu!
Z którejkolwiek strony spojrzymy na import borówek – oraz innych owoców – z przysłowiowego drugiego końca świata do Polski w szczycie sezonu, nie ma on najmniejszego sensu. Dlaczego:
- owoce nie są konkurencyjne cenowo,
- długi łańcuch dostaw i skomplikowana logistyka,
- marnowanie żywności.
Na koniec ktoś powie, że to dobrze, żeby konsument miał wybór, a w marketach asortyment owoców powinien być możliwie największy. To prawda, tylko że załączone zdjęcia potwierdzają, że klienci nie potrzebują tego wyboru w lipcu i sierpniu. Borówki z Peru zmarnują się...
