Otwieranie komór – więcej chętnych do sprzedaży
Z Hanką Sobczyńską ostatni raz rozmawialiśmy podczas zorganizowanej przez nas konferencji sadowniczej w ramach TSW – wtedy na żywo. 23 stycznia ostrzegała słuchaczy debaty przed otwieraniem komór w tym samym momencie. Wówczas sadownicy planowali zwiększyć tempo sprzedaży począwszy od początku lutego. Pani Hanka apelowała o systematyczność, żeby w jednym momencie nie stworzyć na rynku zbyt dużej podaży i to się, na szczęście, udało.
– Obecnie nie tylko my notujemy zwiększoną chęć sprzedaży jabłek ze strony producentów. Problem polega na tym, że nie zawsze mamy analogicznie większe możliwości sprzedaży i jest kilka przyczyn – mówi Hanka Sobczyńska ze Spółdzielni Ogrodniczej w Grójcu (marka jabłek Amela).
Co dziś ogranicza sprzedaż?
Jak co roku nasza rozmówczyni zwraca uwagę na Ramadan, czyli święty miesiąc muzułmanów. Fakt, że mieszkańcy krajów arabskich przez miesiąc nie spożywają pokarmów od świtu do zmroku, ma – rzecz jasna – znaczący wpływ na handel, nie tylko jabłkami. Zamówienia są wówczas co roku nieco mniejsze. Ramadan rozpoczął się w miniony wtorek, 17 lutego, i potrwa do 19 marca. To jeden z czynników, który dziś ogranicza sprzedaż na rynki arabskie.
Jeśli chodzi o odleglejsze rynki, to głównym czynnikiem jest coroczna zmiana geografii dostaw. Hindusi nie przestaną oczywiście kupować polskich jabłek z dnia na dzień, ale powoli zwiększą import z RPA, Chile czy Nowej Zelandii, wybierając jabłka z nowych zbiorów.
Jakość, jakość, jakość
Jak wiemy, mamy większe zbiory niż przed rokiem. Większe zbiory mają także Niemcy i inne kraje. Jabłek w Europie nie brakuje i ten fakt daje kupującym swego rodzaju „komfort”, jeśli chodzi o wymagania jakościowe – są one wyraźnie wyższe niż przed rokiem.
– Ci, którzy mają jabłka wyprodukowane z myślą o długim przechowaniu i robią to co roku, nie mają się czego obawiać. W czerwcu, lipcu i w sierpniu będziemy potrzebowali tych owoców do zagospodarowania w krajowych marketach przed nowymi zbiorami – dodaje H. Sobczyńska. Równocześnie nie myśli o całym wiosennym i letnim handlu z tak zdecydowanym optymizmem. Niestety, po poprzednim sezonie wielu sadowników postawiło jesienią na długie przechowanie, ale bez odpowiedniego zaplecza agrotechnicznego. Efektem jest jakość, która w maju czy czerwcu nie będzie już akceptowana przez kupujących.

